Dwie Polki w półfinale chińskiego tysięcznika!

niepoprawni.pl 4 hours ago

Przy czym jedna, chcąc nie chcąc, będzie w finale

Turniej WTA w Wuhan to ostatni z turniejów tak dużej rangi w tym roku. Następne zawody tego kalibru dopiero po Sylwestrze.

Mimo, iż to ostatnia szansa na zdobycie naprawdę dużych punktów do rankingu WTA, to nie wszystkie zawodniczki ścisłej czołówki chciały w nim uczestniczyć. Udział, piszę o tych z czołowej dziesiątki, wzięły zasadniczo tylko te, którym te punkty mogły przynieść duże korzyści.

Trzy z pięciu zawodniczek czołowej piątki rankingu, na ten przykład, z udziału zrezygnowały. Konkretnie Rybakina, Andrejewa i Gauff. Powód jest prosty. Udział w WTA Finals mają zapewniony, a zmęczenie całym rocznym cyklem daje się coraz bardziej we znaki. Sabalenka ostatnio we wszystkich turniejach wcześnie przegrywa, więc zmęczona jest mniej. Dlatego wystartowała. Bez spektakularnych sukcesów, eufemistycznie dodajmy. Podobnie Pegula. Ona z kolei odpoczywała od gry już miesiąc, więc zdecydowała się na start. Skutek był jednak podobny jak w wypadku Białorusinki. Odpadła w swoim pierwszym meczu.

Chiński turniej jest/był ogromnie istotny dla trzech zawodniczek. Ukrainki Switoliny, Czeszki Muchovej i Naszego Dobra Narodowego. Dla pierwszych dwóch z nich był, bo już z niego odpadły. Efekty ich odpadnięcia są jednak dla każdej z nich zdecydowanie różne.

Switolina dotarła do ćwierćfinału i to pozwoliło jej zebrać tyle oczek, iż przekroczyła próg punktowy potrzebny do startu w finałowych zawodach sezonu dla ośmiu najlepszych zawodniczek rankingu. Dołączyła do wymienionej wyżej piątki i Czeszki Noskovej, która awans do turnieju mającego się odbyć w tym roku w Indian Wells, ma zapewniony z tytułu wygrania tegorocznego Wimbledonu i tego, iż mieści się w czołowej 20-tce rankingu (jeszcze raz podziękowania dla blogera @antykodziarz, który mnie w tej ostatniej kwestii, chodzi o to miejsce w 20-tce, oświecił).

Muchova, po odpadnięciu w III rundzie w Pekinie, powtórzyła wyczyn w Wuhan. I to może ją bardzo dużo kosztować. W poprzednim swoim tekście dotyczącym tenisa, a adekwatnie sytuacji w czołówce pań przed WTA Finals, pisanym już po najważniejszych rozstrzygnięciach w Pekinie, położyłem już praktycznie krzyżyk na awansie Igi do tych finałów. Nie pomyślałem bowiem nawet, iż Muchova może być tak wypompowana sezonem, żeby nie być w stanie utrzymać, ponad osiemset punktów liczącej, przewagi nad Polką. Zapomniałem po prostu, iż to tenis kobiecy. A tutaj przecież wszystko jest możliwe.

Iga osiągnęła dzisiaj w Wuhan półfinał. To pozwoliło jej w tej chwili na zmniejszenie straty do Czeszki do dokładnie 546. punktów. jeżeli jutro pokona Maję Chwalińską (o której za chwilę), a w niedzielę wygra finał, to nie dość, iż odrobi całą wcześniejszą stratę do rywalki, z którą notabene ma bardzo dobre relacje, to jeszcze będzie nad nią miała przewagę. Niewielką, bo niewielką (sześćdziesięcioczteropunktową), ale zawsze. jeżeli finał przegra (ale ona finałów przecież nie przegrywa) to strata do Muchovej wynosić będzie 286 oczek. No i zostaną do rozegrania przed mistrzostwami świata dwa turnieje. W Ningbo i w Tokio. Turnieje, w których można zdobyć łącznie 1000 punktów. Po 500 w każdym. A jak się przegra dwa finały, to 650 (to piszę po to, by uzmysłowić PT Czytelnikom, co się stanie, kiedy Iga jutro wygra, w niedzielę przegra, a w obu turniejach WTA 500 zwycięży po wygranych w finałach z Muchovą😊). Jednym słowem będzie się jeszcze działo, czego nie przewidziałem w poprzednim tekście, nie dopuszczając choćby myśli, iż Muchova pozwoli sobie tak łatwo wydrzeć to, na co pracowała przez cały sezon. A tu patrz Pan…

Siłą rzeczy w jutrzejszym polskim półfinale trzeba kibicować NDN-owi. Normalnie kibicowałbym Chwalińskiej. Raz, iż Iga już ma tyle tytułów. Dwa, iż Maja na razie tylko raz grała w finale dużego turnieju, który w dodatku przegrała. No i trzy, iż młodsza z Polek (BTW: Kto by jeszcze niedawno pomyślał, iż jakaś należąca do światowej czołówki Polka może być młodsza od Świątek? Więcej. Kto by pomyślał, iż w ogóle jakaś inna nasza tenisistka będzie tak gwałtownie w tej czołówce? Koniec Świata!) gra w tej chwili znacznie bardziej widowiskowy tenis. Niestety. W tej sytuacji trzeba myśleć strategicznie. A jeżeli tak, to ŚWIĄTEK MUSI TEN MECZ WYGRAĆ. Po prostu dlatego, iż to przybliży ją, choćby gdyby miała potem przegrać niedzielny finał, do występu w mistrzostwach świata. Natomiast porażka postawi ją w naprawdę bardzo trudnej sytuacji. 546 punktów straty na dwa turnieje, i to nie najwyższego kalibru, przed końcem sezonu to, żywcem, bardzo dużo. Tym bardziej, iż dokładnie nie wiadomo, kto wystartuje w Ningbo i Tokio. Na przykład zeszłoroczne Ningbo wygrała Rybakina. Ja nie twierdzę, iż Iga z nią przegra (bo, na przykład, wygrała ostatnie dwie potyczki), ale po co prowokować los? Najlepiej wygrać najpierw z Mają, a potem finał. I problem z dużego zrobi się mały.

Polska racja stanu polską racją stanu, ale w tenisie zawodowym nikt nie myśli tymi kategoriami. choćby nie wolno (wyjątek to oczywiście Igrzyska i United Cup). Dlatego Maja Chwalińska, jak podejrzewam, będzie walczyła jutro jak lew. Przepraszam. Lwica. Co jest dla potencjalnej ofiary jeszcze gorsze.

Patrząc na to, jak dzisiaj wyglądały te dwa ćwierćfinały, oba oglądałem od deski do deski, to papierowa faworytka wcale nie może być pewna zwycięstwa. Pokusiłbym się choćby o stwierdzenie, iż dużo lepsze wrażenie zrobiła dzisiaj zawodniczka z Miechowa. Iga swoje zwycięstwo zwyczajnie przepchała. Gdybym był mniej kulturalny, na szczęście nie jestem, to napisałbym nawet, iż przegwałciła. A Maja najpierw, w pierwszym secie, dała koncert solo, a potem w duecie wraz z Greczynką. Zagrały fantastyczny mecz (potwierdzają to pomeczowe statystyki), czego o spotkaniu Świątek z Li powiedzieć się na pewno nie da. Obie popełniały masę (odpowiednio 28:49) niewymuszonych błędów, a winnerów każda miała trzy (Iga), albo cztery (rywalka) razy mniej niż tych błędów.

Oczywiście. Gra się tak, jak pozwala przeciwnik. I jutro Iga może nie pozwolić Mai na tyle, na ile pozwalała Sakkari. Albo w ogóle na nic. I w sumie, głównie z powodu, który podałem wyżej, na to liczę.

Nie jestem zawodowym tenisistą. Dlatego mogę sobie pozwolić na myślenie strategiczne nieetyczne. Przynajmniej w kontekście tenisa😊.

Read Entire Article