Prezydent Karol Nawrocki zawetował 9 stycznia 2026 roku ustawę wdrażającą Akt o Usługach Cyfrowych (Digital Services Act – DSA). Celem unijnego rozporządzenia ma być „zapewnienie bezpiecznego, przewidywalnego i godnego zaufania środowiska internetowego”. To dobry moment, by spojrzeć na sprawę szerzej.
4 listopada 2025 roku wziąłem udział w wysłuchaniu publicznym dotyczącym rządowego projektu ustawy wdrażającej DSA. Wysłuchanie zorganizowała sejmowa Komisja Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii.
DSA to próba ograniczenia władzy kilku chciwych i rządnych władzy mężczyzn, i zblatowanych z nimi polityków, kontrolujących takie korporacje jak Google, Facebook czy Microsoft.
Bezczelnych cwaniaków, którzy przez lata traktowali Internet jak swój prywatny folwark, a Ciebie i mnie jak darmowy surowiec do przerobu na zysk. To uderzenie w TikTok, Instagram i YouTube, które przyzwyczaiły się do tego, iż mogą manipulować nami dzięki algorytmów, uzależniać dzieci od cyfrowych narkotyków, handlować naszymi danymi. I udawać, iż to wszystko to odpowiedź na „naszą potrzebę wygody”, a nie na „ich potrzebę wymuszenia”.
Celem DSA jest powiedzenie tym socjopatom z amerykańskiej i chińskiej Doliny Krzemowej wprost: koniec bezkarności. Koniec chowania się za regulaminami pisanymi tak, żeby nikt ich nie rozumiał. Koniec udawania, iż platformy są „neutralne”, podczas gdy w rzeczywistości sterują tym, co nasze dzieci widzą, co czują i jak długo siedzą przed ekranami. Bo DSA ma – przynajmniej w założeniach – chronić dzieci w sieci.
Wysłuchanie publiczne w Sejmie z 4 listopada 2025 rokuOrwell i Zuboff
Na wystąpienie w Sejmie dostałem od organizatorów dwie minuty (sic!). Zacząłem od słów Orwella: „Jeśli wolność w ogóle coś znaczy, to tylko jako prawo do mówienia ludziom rzeczy, których nie chcą słyszeć”. Nie był to przypadek. Pierwotna wersja projektu ustawy o usługach cyfrowych DSA przygotowana przez rząd pachniała cenzurą na kilometr. Zwiększała władzę korporacji i rządu nad nami. Kto chciałby poznać szczegóły, niech sięgnie do wypowiedzi organizacji społecznych z wysłuchania obywatelskiego z 7 kwietnia 2025 roku. Tam widać jak na dłoni, jakie były prawdziwe intencje autorów projektu. Były i są, bo naiwnością jest sądzić, iż te intencje – głęboko ukryte, niewidoczne dla przeciętnego obywatela – nagle, teraz zniknęły.
W swoim wystąpieniu doceniłem fakt, iż rząd wprowadził do projektu szereg zmian. To krok w dobrą stronę i… przez cały czas daleko niewystarczający.
Władza i pieniądze, nie dzieci
Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o jeszcze większą władzę i jeszcze większe zyski. Nad nami i kosztem nas.
Dlatego swoje wystąpienie zilustrowałem okładką książki prof. Shoshany Zuboff „Wiek kapitalizmu inwigilacji. Walka o przyszłość ludzkości na nowej granicy władzy”. Emerytowana profesor Harvard Business School na 830 stronach pokazuje zblatowanie władzy politycznej i biznesowej. Patrząc na trzy dekady mojej działalności na frontach kampanii obywatelskich, mogę powiedzieć jedno: niezależnie od kolorów partyjnych i logotypów biznesowych, intencje pozostają te same – żądza władzy i chciwość.
Ostro i bez znieczulenia
– tak działamy od 2020 roku. Dziennikarstwo, które nie jest obojętne. Tygodnik Spraw Obywatelskich nagłaśnia nadużycia, edukuje i daje narzędzia do realnej, obywatelskiej zmiany.
Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą

Pamiętam protesty przeciwko Wielostronnemu Układowi o Inwestycjach (MAI) w latach 90. Umowa pozwalała korporacjom pozywać państwa, jeżeli regulacje ograniczały ich zyski. Dziś wielki biznes broni się przed regulacjami równie zaciekle – tylko w białych rękawiczkach i przy użyciu cyfrowej dezinformacji. Przykład? Nazywanie antyspołecznościowych platform reklamowych mediami społecznościowymi to szczyt dezinformacji.
Demokracja? Zróbmy losowanie
Podczas swojego wystąpienia zaproponowałem trzy poprawki do rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (druk nr 1757).
Po pierwsze: postulowałem losowanie kandydatów do Krajowej Rady ds. Usług Cyfrowych — ciała, które w praktyce ma współdecydować o tym, jak w Polsce będzie działać DSA. Dlaczego? Bo w projekcie ustawy czytamy, iż „przewodniczący Rady, zastępca przewodniczącego Rady oraz pozostali członkowie Rady są powoływani przez koordynatora do spraw usług cyfrowych”. A kim jest ten koordynator, stojący na szczycie całego systemu nadzoru nad platformami w Polsce? To Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. A kto powołuje Prezesa UKE? Premier na wniosek Ministra Cyfryzacji. Sejm tylko formalnie przyklepuje decyzję, jak automat do stemplowania politycznych nominacji. Trudno mówić o niezależności, skoro człowieka odpowiedzialnego za wolność słowa w Internecie wybiera de facto ta sama władza, którą ma później kontrolować. Czego jeszcze nie rozumiesz?
Dlatego mój postulat jest prosty: skoro koordynator do spraw usług cyfrowych jest politycznym nominatem, to przynajmniej członków Rady wybierajmy losowo — spośród kandydatów reprezentujących różne środowiska, a nie tylko tych, którzy dobrze wyglądają na zdjęciach z ministrami. To zachowuje unijne ramy i ogranicza pokusę upolitycznienia wyboru. Dziś rządzi jedna partyjna grupa interesu, jutro druga. Mechanizm losowania przynajmniej ogranicza pokusę zawłaszczania instytucji przez aktualnych zwycięzców. jeżeli politycy i liderzy organizacji pozarządowych tak chętnie mówią o demokracji, wolności i równych szansach, to niech przypomną sobie, iż w starożytnej Grecji urzędy obsadzano właśnie przez losowanie — żeby ograniczyć korupcję, wpływy bogaczy i dać głos tym, których nikt nie zaprasza na rauty.
Druga sprawa: projekt mówi, iż kandydatów do Rady mogą zgłaszać „organizacje społeczne oraz gospodarcze związane z rynkiem usług cyfrowych”. Zaproponowałem dopisanie: „związane i niezwiązane z rynkiem usług cyfrowych”. Dlaczego? Bo każda władza uwielbia otaczać się „swoimi” organizacjami, które zawsze wiedzą, co powiedzieć i kiedy milczeć. Obywatele potrzebują różnorodności głosów, nie tylko tych wygodnych dla rządzących. Obecny zapis jest uprzywilejowaniem lobby branżowego, czyli w większości podmiotów po uszy uzależnionych od interesów korporacji technologicznych, operatorów sieci komórkowych i producentów ekranów.
I wreszcie trzeci postulat: artykuł 11 ustawy przewiduje jedynie 14 dni na odwołanie od decyzji prezesa UKE nakazującej usunięcie treści lub ograniczenie dostępu do niej. Czternaście dni — jakbyśmy wszyscy byli robotami bez chorób, obowiązków, rodzin i życia poza ekranem. Zaproponowałem wydłużenie tego terminu do 60 dni, bo w realnym świecie ludzie mają pracę, dzieci, problemy zdrowotne i zwyczajnie nie zawsze mogą reagować w tempie, które odpowiada urzędnikom.
Jak myślisz, ile z tych poprawek została uwzględniona w ostatecznym projekcie ustawy, który trafił na biurko Prezydenta? Odpowiedź – żadna.
Wystąpienie @Rafal_Gorski podczas wysłuchania publicznego ws. ustawy wdrażającej Akt o Usługach Cyfrowych (#DSA), 4 listopada 2025 roku w Sejmie.#RatujDzieci pic.twitter.com/1PoTWxox5g
— Instytut Spraw Obywatelskich (@InstytutSprawO) January 11, 2026Policja Myśli?
Innych absurdów w ustawie jest więcej. Przykładowo, prezes UKE – nominowany przez aktualną władzę – miałby nadawać status „zaufanego podmiotu sygnalizującego”. Otrzymywałyby go podmioty, „które mają szczególną wiedzę fachową i kompetencje w zakresie wykrywania, identyfikowania i zgłaszania nielegalnych treści oraz które działają w sposób niezależny, obiektywny i przejrzysty”. Brzmi pięknie. W praktyce, czysta uznaniowość. Aż strach pomyśleć, kto mógłby zostać takim „zaufanym” sygnalistą. Policja Myśli w wersji 2.0?
Zachęcam do zapoznania się z uwagami innych osób i organizacji patrzących władzy na ręce. Nie ze wszystkimi się zgadzam, ale jedno jest pewne: nad ustawą trzeba jeszcze popracować. Bo jest wiele do zmiany.
Weto Prezydenta. Co dalej
Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę 9 stycznia 2026 roku. W uzasadnieniu powiedział:
„Poprawmy to. W ciągu miesiąca możemy przygotować uczciwy projekt. W dwa miesiące możemy mieć ustawę, która chroni dzieci i respektuje Konstytucję. Zapraszam do wspólnego przygotowania dobrego projektu Ministerstwo Cyfryzacji i organizacje, które zwróciły się w tej sprawie do Prezydenta. Wolność słowa musi być chroniona przez sądy – szybko, skutecznie i niezależnie. Warto to poprawić, warto to zrobić dobrze. Nie traćmy czasu, w trosce także o najmłodszych, budujmy państwo wolności, nie państwo cenzury!”.
Zgadzam się: potrzebujemy ustawy, która chroni obywateli przed patologiami i wyzyskiem właścicieli antyspołecznościowych platform reklamowych (TikTok, Instagram, YouTube), producentów telefonów (Apple, Samsung, Xiaomi) i operatorów komórkowych (T‑Mobile, Play, Plus, Orange).
Przyjmuję weto, jako szansę na stworzenie ustawy korzystnej dla obywateli, a nie dla władzy: partyjnej, służb czy biznesowej.
Jednocześnie zwracam uprzejmie uwagę: Instytut Spraw Obywatelskich nie zwrócił się do Prezydenta w tej sprawie, ale deklaruje gotowość udziału w pracach nad uczciwym projektem. Projektem, który nie wykorzystuje dobra i bezpieczeństwa dzieci tylko po to, żeby ponownie przemycić regulacje w partykularnym interesie władzy i lobbystów, kosztem naszych praw i wolności
Na koniec – o zakazie
Zawsze w zadumę popadam, kiedy dowiaduje się, iż jakiś polityk, naukowiec, wolnościowiec, urzędnik czy inny zatroskany prezes, głosi potrzebę chronienia dzieci przed pedofilami, oszustami i trollami i jednocześnie sprzeciwia się krajowemu zakazowi przynoszenia telefonów do szkół. Bo wtedy to jest zamach na własność i na wolność. I na partycypacyjne ustalanie zasad w szkołach w gronie uczniów, nauczycieli, rodziców i dyrekcji. A dzieci wystarczy „edukować”, jak korzystać z Internetu. W ramach higieny cyfrowej oczywiście. Więc tak: jestem zwolennikiem partycypacyjnego wypracowywania rozwiązań, kiedy świeci słońce i mamy dużo czasu. Ale, kiedy dom stoi w płomieniach – a mamy od lat krajowy kryzys zdrowia psychicznego obejmujący ponad 630 tysięcy dzieci – nie wystarczy partycypacyjnie ustalać, w jaki sposób będziemy go gasić. Potrzebne jest gaszenie pożaru w trybie niepartycypacyjnym. Tak jak potrzebna jest regulacja dilerów cyfrowych narkotyków. Napiszę więcej, potrzebujemy rozbicia ich monopoli, tak jak to zrobiono z rozbiciem monopolu imperium telekomunikacyjnego AT&T








