Niedawno obejrzałem film pt. „Kos”, w którym przestawiono - chyba zmyślone, ale prawdopodobne - zdarzenie z życia Kościuszki. Na początku filmu Kościuszko opowiada swojemu czarnoskóremu adiutantowi o planie zjednoczenia wszystkich stanów pod hasłem ratowania ojczyzny. Potem następują wydarzenia których zakończeniem jest krótka, chaotyczna walka oddziałku wojsk rosyjskich z polską zbieraniną, w wyniku której ginie część bohaterów filmu i doszczętnie płonie stary dworek. Stojąc przy dymiących jeszcze zgliszczach, Murzyn pyta Kościuszkę: „I to jest ten twój plan?”
Postawmy więc pytanie: Czy Kościuszko miał jakiś dobry plan przeprowadzenia powstania?
Nie ulega wątpliwości, iż Kościuszko miał solidne przygotowanie wojskowe nabyte w Warszawskiej Szkole Rycerskiej i uzupełnione w Akademii Wojskowej w Wersalu, gdzie poznał najnowsze metody fortyfikacji i inżynierii wojskowej. Tak więc Kościuszko umiał nie tylko - jak większość ówczesnych polskich oficerów - jeździć na koniu i machać szablą. We Francji, która była w przededniu rewolucji, zapoznał się też z hasłami wolności, równości i braterstwa - cokolwiek one znaczyły.
Wykształcony wojskowo i z głową pełną rewolucyjnych pomysłów Kościuszko wrócił do Polski, ale pogrążona w anarchii po pierwszym rozbiorze ojczyzna go nie chciała. Nie wypaliły też plany małżeńskie. Niewielkim majątkiem rodowym rządził brat, więc Kościuszko postanowił szukać pracy w „swoim zawodzie” za granicą. Próbował szczęścia w Dreźnie, a potem w Paryżu. Tam poznał dramatopisarza Pierra Beaumarchais, który poza pisarstwem - a może przede wszystkim - był człowiekiem do specjalnych poruczeń króla Francji. Na jego rozkaz założył fikcyjną firmę handlową, która potajemnie dostarczała broń i zaopatrzenie walczącym o wolność Amerykanom. Dla niego wykształcony, bezrobotny i bez grosza przy duszy oficer, nadawał się doskonale do „wyeksportowania” za ocean. Kościuszko się nie wzbraniał, bo przecież tam walczono o wolność.
W Ameryce jego wojskowe wykształcenie nareszcie się przydało. Ufortyfikował Filadelfię, zbudował fortyfikacje do bitwy pod Saratogą i do kilku innych, zaprojektował i rozpoczął budowę twierdzy West Point. W czasie ośmioletniego pobytu w Ameryce Kościuszko dosłużył się stopnia generała, a w uznaniu zasług otrzymał nadanie gruntu oraz znaczną sumę pieniędzy. Mógł więc dostatnio żyć w Ameryce, ale z czasem coraz niej mu się tam podobało. Okazało się bowiem, iż naród któremu pomagał uzyskać wolność, budował swoją siłę na pracy niewolników i wybijaniu rdzennej ludności. Zawiedziony tym Kościuszko wyjechał do Polski, a cały majątek przeznaczył na wykupowanie oraz kształcenie czarnoskórych niewolników.
Można by powiedzieć, iż postąpił szlachetnie, ale czy na pewno? W tamtych czasach wiadomości z rozbiorowej Polski do objętej wojną Ameryki docierały powoli lub nie docierały wcale. Kościuszko nie mógł więc dokładnie znać sytuacji w kraju, ani w rodowym majątku. Postąpił więc lekkomyślnie, wyjeżdżając prawie bez grosza przy duszy. Amerykański majątek i wykonanie swojej woli powierzył Thomasowi Jeffersonowi, który nie widział w niewolnictwie nic złego i sam miał niewolników. Naiwnością było więc powierzanie takiemu człowiekowi misji wykupowania ich i kształcenia. Jak się z resztą okazało, Jefferson choćby nie kiwnął palcem w tej sprawie. Na szczęście nie sprzeniewierzył majątku i amerykański sąd dopiero po wielu latach przyznał go dalekim krewnym generała.
W Polsce Kościuszko zastał jeszcze większe bagno niż po powrocie ze studiów we Francji: króla jedzącego z rosyjskiej ręki, rozbestwioną i skorumpowaną szlachtę oraz zubożały lud. Polska była pod protektoratem Rosji i adekwatnie istniała już tylko na papierze.
Na szczęście jego majątek istniał jeszcze, ale przynosił niewielki dochód, więc amerykańskie pieniądze bardzo by się przydały. Mimo, iż ledwo wiązał koniec z końcem, Kościuszko zmniejszył pańszczyznę swoim chłopom, czym podpadł okolicznej szlachcie.
Niedługo potem została uchwalona Konstytucja 3 maja, która przewidywała utworzenie stutysięcznej armii. Skończyło się na siedemnastu tysiącach, z czego część dostał pod komendę Kościuszko. Cieszył się tym krótko, bo niedługo zawiązała się konfederacja targowicka i Rosja uderzyła na Polskę. Kościuszko brał udział w tej wojnie i - na miarę możliwości maleńkiej polskiej armii - odnosił choćby sukcesy. Mimo to Polacy ciągle się cofali, a po zdradzie króla Poniatowskiego działania wojenne zostały wstrzymane. Kościuszko w odpowiedzi na to podał się do dymisji.
Wkrótce po tym wyjechał do Saksonii, gdzie powstawał emigracyjny ośrodek ludzi chcących ratować resztki Polski. Można to było zrobić - choć chyba było już za późno - jedynie walcząc z Rosją, a do tego potrzebny był wódz. Wybór padł na Kościuszkę, który zaraz wziął się do roboty. Zaczął od wyjazdu do Francji, gdzie starał się o uzyskanie pomocy dla planowanego powstania. Nic nie uzyskał, a na domiar złego przedstawił swoje plany Charlesowi Dumouriezowi, który - jak się później wydało - zdradził jego zaborcom. Po raz drugi - po spawie z Jeffersonem - okazało się, iż Kościuszko był naiwny i nie znał się na ludziach.
W tym czasie nastąpił drugi rozbiór, po którym Polska stała się małym, rządzonym praktycznie przez rosyjskiego ambasadora krajem, zrujnowanym ekonomicznie i moralnie.
Po powrocie do Drezna Kościuszko zaczął opracowywać plan powstania. Planował najpierw przeprowadzić ogólnonarodową mobilizację w celu stworzenia co najmniej stutysięcznej armii, wzmocnionej milicjami obywatelskimi formowanymi na wzór amerykański, oraz pospolitym ruszeniem zorganizowanym na wzór francuski. Sfinansowane to miało być przez emisję pierwszych w Polsce pieniędzy papierowych, nałożenie nadzwyczajnych podatków, konfiskatę majątków zdrajców, a także z dobrowolnych ofiar społeczeństwa. Wszystko to miało się odbywać w ścisłej tajemnicy i przy zgodnym współdziałaniu szlachty, mieszczan oraz chłopów.
Tymczasem członkowie krajowego ośrodka sprzysiężenia chcieli uderzać na Rosjan natychmiast, mordować ich na każdym kroku, sterroryzować i tak wypędzić z kraju. Aby ostudzić te zapędy Kościuszko pisał do nich: „Tak chwalebny cel wydźwignienia Narodu z jarzma niewoli pośród najtrudniejszych zawad powinien być dobrze zważony, nie w prędkości uczucia obywatelskiego, ale w zimnym rozsądku, zastanawiającym się na wszystko, aby nie pogrążyć kraj w większą niewolę jeszcze zatraceniem choćby kiedyś nadziei odzyskania onej.” Nic to nie dało i wtedy Kościuszko, przybrawszy nazwisko Milewski - był już bowiem poszukiwany przez Rosjan - udał się do Podgórza (obecnie dzielnica Krakowa) na rozmowy z krajowymi działaczami. Nie dogadano się, powstanie odroczono na bliżej nieokreślony czas, a Kościuszko wrócił do Drezna.
Tymczasem w kraju działo się coraz gorzej. Zdradziecka Rada Nieustająca zdecydowała o redukcji - i tak już małego - wojska polskiego i werbunku zredukowanych żołnierzy do wojsk zaborców, a rosyjskie władze okupacyjne zaczęły wyłapywać członków organizacji spiskowej. W tej sytuacji Kościuszko zdecydował się na rozpoczęcie walki mimo niewykonania jego instrukcji i wrócił z Drezna do Krakowa.
Powstanie rozpoczęło się bez udziału Kościuszki, gdy 12 marca 1794 roku generał Madaliński nie zgodził się na redukcję w I Wielkopolskiej Brygadzie Kawalerii Narodowej i na jej czele wyruszył z Ostrołęki w kierunku Krakowa. Jednak za oficjalną datę jego rozpoczęcia uznaje się 24 marca, gdy po złożeniu przez Kościuszkę przysięgi na krakowskim rynku, objął on oficjalnie nad nim dowództwo.
Nie powalczył długo, bo w październiku pod Maciejowicami został ranny i dostał się do rosyjskiej niewoli. Ostatecznie powstanie upadło 16 listopada. Było to najkrótsze ze wszystkich polskich powstań narodowowyzwoleńczych, a bezpośrednim jego następstwem był trzeci rozbiór Polski. Jeszcze w trakcie jego trwania bowiem, caryca Katarzyna II pisała do władców Austrii i Prus, że: „nadszedł czas aby trzy dwory podjęły kroki nie tylko dla ugaszenia ostatniej iskry pożaru, który wybuchł w sąsiednim kraju, ale także dla zapobieżenia, aby kiedykolwiek jeszcze z popiołów powstał nowy płomień.” Tak też się stało i w rok później Polska zniknęła z mapy świata. Fakt ten gwałtownie zaakceptował papież Pius VI, nakazując pisemnie prymasowi Ignacemu Krasickiemu wpajać w naród polski obowiązek „wierności, posłuszeństwa i miłości wobec nowych panów i królów”.
W czasie powstania zginęło około dwadzieścia pięć tysięcy Polaków, z czego ponad połowa w trakcie tzw. „rzezi Pragi”. Na Syberię zesłano około dwadzieścia tysięcy osób.
Swoistym epilogiem powstania było porozumienie z listopada 1796 roku pomiędzy Kościuszką i carem Pawłem I. Były naczelnik powstania złożył carowi przysięgę wiernopoddańczą i przyrzekł, iż nie wróci do Polski, w zamian za to car uwolnił z więzień i zesłania około dwadzieścia tysięcy Polaków.
Kościuszko wyjechał do Londynu, stamtąd do Stanów Zjednoczonych, aż wreszcie osiadł w Szwajcarii, gdzie w wieku siedemdziesięciu jeden lat zmarł.
Wróćmy zatem do pytania o kościuszkowski plan powstania.
Plan był i był on z wojskowego punktu widzenia dobry. Był jednak nierealizowalny w Polsce, bo Kościuszko przygotowywał powstanie na wzór amerykańskiego w którym brał udział. Zakładał, iż szlachta, chłopi i mieszczanie staną zgodnie ramię w ramię i poświęcą dla ojczyzny życie oraz majątki, a w ówczesnej Polsce było to niemożliwe.
Po spotkaniu w Podgórzu Kościuszko wiedział już, iż jego plan nie wypali. Wiedział, iż przyjdzie mu walczyć z wielokrotnie silniejszą armią rosyjską i jako doświadczony wojskowy musiał wiedzieć, iż szanse na zwycięstwo były nikłe. Wiedział też, iż w wypadku przegranej Katarzyna II zemści się na Polakach.
Dlaczego więc podjął walkę?





![Russian missiles close Polish arms plants. Billions of investments at hazard [MAP]](https://cdn.defence24.pl/2026/08/04/1200xpx/M4glvg25FS0sDYtJ9uwTsK7R4sSQMj5aZKpJmZEq.f9sm.jpg)




