Daniel Dziewit: Homo Enter or how not to get caught

instytutsprawobywatelskich.pl 2 hours ago

„Bill Gates stał się prorokiem przyszłości. Sztuczne jedzenie według niego jest przyszłością ludzkości. Mamy polegać na technologiach i syntetycznym mięsie. Może to smacznie nie zabrzmi, ale technologie z cyfrowych dzieci zrobiły mięso armatnie. Technologie Cyfrowe to maszynka do całkiem realnego mielenia miliardów dolarów” – „Homo Enter”.

Wydawcy BDM Edu sp. z o.o. dziękujemy za udostępnienie fragmentu do publikacji. Zachęcamy do lektury całej książki.

O wszystkich

W pewnym klasztorze stary zakonnik powiedział do swoich studentów: starajcie się unikać słów – wszyscy, każdy i wszędzie. Dzieci tak mówią (nie wszystkie, nie każde i nie wszędzie) próbując coś z rodzicami ugrać. Chodzi o to, aby uzyskać coś w zamian. Z czasem jak już to mają, to chcą z tym i w tym być. Tablety, iPhone’y, iPady, telefony, smartwatche, health device, telefony, gry czy konsole. Dorośli są ostatnim ogniwem łańcucha dostaw. Dlaczego? Bo wszyscy tak mają, to mają i tam są.

Dzieci wiedzą, jak zmiękczyć serce. Są najmłodszymi handlowcami tabletów.

Celem łańcucha dostaw. Prawo do internetu wpisano do Karty Praw Człowieka. Nie można go łamać. Nawet, gdy łamie słabą konstrukcję dziecka. Zmanipulowanych dzieci i badań „naukowych” o dobrostanie najmłodszych przybywa.

O narodzinach

Zęby rosną tak, jak chcą. Niemowlę ssie tak, jak chce. Wie, ile ma zjeść i jak. Mądrość ludowa twierdzi, iż coś wyssaliśmy z mlekiem matki. Czyli chodzi o cechy nabyte, podpatrzone, wyuczone lub charakterologiczne. Kiedy zamknięto szpitale z powodu wirusa nazwanego COVID-19, rodziny mogły zobaczyć nowo urodzonego obywatela w okienku telefona w prywatnej relacji na żywo. Maluch był bohaterem pierwszej zdalnej relacji. „Ochów” i „achów” nie było końca. 10 w skali Abgar po raz pierwszy wybrzmiało w sieci. Nowy obywatel telefonowej rodziny przeszedł inicjację cyfrowego życia zaraz po tym, jak ledwie co otworzył czy.

Najpiękniejszy dar – jakim jest wzrok – będzie się przyzwyczajał do cyfrowej rzeczywistości.

Nastoletni dziś „dzidziuś” szybciej zostanie „profesorem” u optometrystów. Przejdzie wszystkie szczeble okulistycznego wtajemniczenia, które jakby wyssał z mlekiem matki. Taki Pan Hilary, który wciąż krzyczy, pytając: „Gdzie są moje okulary?

O liczeniu

Palce są pierwszym liczydłem dla dziecka. Nauka liczenia palców jest pierwszą lekcją matematyki. Najpierw do dziesięciu, potem do dwudziestu. Aby ułatwić sobie życie, ktoś wymyślił liczydło, potem kalkulator, komputer i wreszcie na końcu algorytm. Maszyny zastąpiły liczenie w głowie. Jeden klik i jest wynik. Tradycyjna tabliczka mnożenia i liczenie w pamięci są przydatne przez całe życie – w szkole, w pracy, na wakacjach. Nikt nie lubi przepłacać i być oszukiwanym. Głowa, licząc sama, ćwiczy i wysila się – dzięki temu mózg człowieka „rośnie”. Biceps wymaga ćwiczenia. Bez ruchu i ćwiczeń obumiera.

Myszka i ekran, pomagające w liczeniu, jednocześnie deformują małym dzieciom palce. Palce nie chcą słuchać dzieci. Chcą klikać, nie liczyć, nie pisać.

Palce protestują. Producenci zacierają ręce. Umieją liczyć, pisać, przekonywać. Nie obumierają

Ostro i bez znieczulenia

– tak działamy od 2020 roku. Dziennikarstwo, które nie jest obojętne. Tygodnik Spraw Obywatelskich nagłaśnia nadużycia, edukuje i daje narzędzia do realnej, obywatelskiej zmiany.

Przekaż 1,5% i zostań naszym współwydawcą

O dniu i nocy

Z czterdziestu odcieni niebieskiego psychologowie Facebooka wybrali właśnie ten, który do złudzenia przypomina przejście świtu w dzień – aby w środku nocy zagubić poczucie czasu. Sprawia to, iż mamy wrażenie, jakby był piękny i orzeźwiający poranek. Noc staje się zbyt krótka, a dzień przykrym obowiązkiem.

Kolejny obraz, tekst, mem, filmik, post – to wciąga, przyciąga i przykuwa uwagę.

Każda sekunda ma wartość pieniężną. Wynalezienie zegarków miało na celu wprowadzenie porządku w chaotycznym świecie. Dzięki zegarkom nie spóźniano się na dorożki, do portów, a później na płyty lotnisk czy do pracy lub szkoły. Utrata poczucia czasu prowadzi do zmęczenia, frustracji i zaburzeń tego, co ustalone. Chyba że, oglądając karaibskie wyspy, górskie pejzaże, horyzonty, zwyczajnie się zachwycamy… zapominając o świecie i z euforią stwierdzamy, iż to nie był stracony czas.

O awanturach

Awantury domowe nie są czymś nowym. Nowy jest ich „przedmiot”. Przewińmy czas o 30 lat. „Wracaj do domu!!!!”, „Ale jesteś brudny!!!!” „Znowu masz dziurawe spodnie!”. Po dniu pełnym przygód następowały oględziny siniaków i zadrapań: Pojawiała się troska i pytania: Gdzie on jest!!!??? Robi się ciemno… Jezus Maria. Coś na pewno się stało! To poczucie ulgi…, kiedy wreszcie w drzwiach stanęło ukochane dziecko. Nowy przedmiot awantur jest ciepły, niewinnie szumi, nie nabija siniaków, nie brudzi, śmieje się do dziecka. „Zamknij już ten komputer!!!… Wyp…*dolę” ci go!”. A przedmiot jest milczącym obserwatorem troski rodziców. A było tak fajnie, tyle godzin spokoju, dziecko się uczy, chce poznawać świat, nowych ludzi, ma znajomych w Kanadzie i na Fidżi. Chce się uczyć japońskiego! A potem wrzask. Oceny lecą w dół, słucha, a nie słyszy, ma oczy, a nie widzi. I konsumentów – rodziców coraz częściej trafia szlag, a potem bezsilność. Użytkowane dzieci coraz rzadziej przepraszają.

O blokadach

Dzieci są bystre z natury. Nie ma takiego płotu, choćby z drutem kolczastym, w którym dziecko nie znajdzie, albo samo nie zrobi, dziury. I takie dziury znajdują też w sieci. Co z tego, iż są zabezpieczenia, blokady rodzicielskie chroniące przed patologią czy dewiacją? Samobójstwa, gwałty na dzieciach, bicie, znęcanie się i wydalanie na żywo nazwano patotreściami. Ale ich nie usunięto raz na zawsze. Sztuczna inteligencja nie potrafi z automatu blokować tych treści. Nieudolnie robią to ludzie, manualnie usuwając je z Youtube’a, Tik-Toka, Facebooka czy Google’a. I ci ludzie tego nie wytrzymują – popadają w depresję i zespół stresu pourazowego. Jak mają sobie z tym radzić dzieci? Co mają zrobić rodzice, skoro aplikacje blokujące można obejść, instalując aplikacje odblokowujące te zabezpieczenia. Dzieci są nadzorowane przez sieć. Ograniczenie dostępu do sieci nie jest ograniczeniem Praw Człowieka. Patotreści rujnują nie tylko dziecięcą psychikę

O zwrotach nowych

Katalog słów zakazanych z perspektywy czasu brzmi jak stary flipper, a wydobywane wtedy dźwięki jak miła melodia dla ucha ze starej szafy grającej na dancingach. „O kur*a, „spierd**aj”, „h**”, „cip*”. choćby jak czytasz, to masz jakiś zgrzyt, coś ci tu nie pasuje. Na szkolnych korytarzach rzucano mięsem w miarę dyskretnie. Naciąganie uszu przez nauczyciela było bolesne! I wstyd przy całej klasie. Edukator Internet zmienił przyzwyczajenia językowe. Z wyszukiwarki bóógle i szkolnych korytarzy z ust 7-8 latków dolatują do uszu nauczycieli: „TY… zj*bie”, „TY szm*to”, „ja Cie zaj*bię”, „deb*lu”, „świnio”, „j**ał cię” jesteś „pop***dolony. Zmiana polega na personalizacji. Ty jesteś „zj*bany/-a”. To już nie jest bezosobowy za przeproszeniem „h**”. Rumieniec wstydu zniknął, tak jak zniknęły szafy grające. Pojawiły się coraz dłuższe kolejki do przychodni psychologiczno-pedagogicznych.

O domu

Sieć uzależnia. Kiedy „pada”, rodzi frustrację i gniew. Maile, dokumenty, faktury, oferty – nie możemy ich wysłać, przeczytać, odpowiedzieć na nie. Brak reakcji sieci zaburza cykl pracy i budzi lęk. Niecierpliwość sięga zenitu.

Kiedy wraca Internet, przychodzi poczucie ulgi.

Spada kamień z serca. Kiedy „wiesza” się Facebook”, trąbią o tym media na całym świecie. Gigant nie zarabia, a użytkownicy szaleją ze złości i martwią się o to, co się stało. Psychologowie nazywają to syndromem FOMO. Zaburzenie przypomina emocjonalną wysypkę, której swędzenie jest dokuczliwe. Jakby termity obsiadły głowę. Musimy wiedzieć, kto co napisał, kto co skomentował, kto co wysłał lub czego nie wysłał, kto nam odpisał, kto o czym powiadomił i co się dzieje na świecie. I kiedy wreszcie mamy dostęp, czujemy ulgę, iż jesteśmy wreszcie u siebie. W domu z kartonu.

O dzienniczku

Dawniej pisano pamiętniki w zeszytach. O życiu, przyjaźni, szczęściu, sukcesach, znajomościach, jak i o tym, co się wydarzyło, zmieniało. Pamiętnik był i jest milczącym powiernikiem myśli i zdarzeń, zapisem dylematów i naszej prywatnej historii. Z perspektywy czasu widzimy, iż rozwijał szereg umiejętności, np. pisania manualnego i formułowania myśli. Rejestrował nasze tajemnice. Dlatego też czytanie czyjegoś pamiętnika było tym, czym włożenie ręki do nie swojej kieszeni. Pamiętniki – nazywane też dzienniczkami uczuć – są kapitalną odskocznią w trudnych momentach. Pełnią też często rolę terapeutyczną, gdyż pomagają w łapaniu równowagi psychicznej. I emocjonalnej. Nie ma w nich forów i komentatorów. Wyrzucenie z siebie tego, co cieszy i boli – stawia na nogi. Pozwala „na odlew” pisać o wszystkim. Daje poczucie ulgi, ukojenia rozkołatanych myśli, do których wujek Google nie zajrzy. Jest wyłącznie Twoje.

O faktach

Jeżeli jesteś matką lub ojcem i jesteś rozdrażniony, zmartwiony, żyjesz w coraz większym lęku, trosce o przyszłość (ciało jest w pracy, a myśli w domu), możesz dojść do stanu totalnej bezsilności. Niekoniecznie od razu depresji. Nazwano to inaczej – współuzależnienie. Niefajne brzmi dla ucha i źle się kojarzy. Zamień więc to słowo na własny użytek i wstaw „utrata kontroli nad życiem dziecka”. O ile to z kolei brzmi popcoachingowo, o tyle liczby nie kłamią. Przelicz, ile zapłaciłeś za to cyfrowe życie, począwszy od pierwszej konsoli, poprzez całą resztę. Napisz te kwoty na kratce i dolicz kieszonkowe, które nierzadko idzie na kolejne etapy płatnych gier. Dorzuć ceny korepetycji oraz rozpoczętych, a nie dokończonych karier sportowych, muzycznych czy innych. I postaw sobie pytanie, czy to się opłaca? Po cyfrowym rachunku sumienia wiesz, co masz robić. Nie wypierać faktów, nie podmieniać słów na własny użytek. Nazywać rzeczy po imieniu.

O dystansie

Czaty, grupy, fora skróciły dystans. Komentarze „wbiły go w ziemię”, „zmiażdżyły” albo używając terminologii bokserskiej, „wybiły zęby”. „Internauci są oburzeni” albo „sieć zawrzała” w postaci „miażdżących memów”.

Trolle dbają o spektakl. Kukiełki i marionetki nie mają dystansu.

Do siebie, do świata. Internet czasami prowokuje, aby jechać „po całości”. Wydobywa z nas to, czego w realnym życiu byśmy nie napisali lub nie powiedzieli. Daje możliwość natychmiastowego ataku. O ile my możemy się uderzyć w pierś i powiedzieć – nie powinienem, ten wpis był „za gruby”. O tyle nieukształtowane dziecko jeszcze nie bardzo wie, co jest dobre a co złe. I dziecko chłonie treść jak gąbka wodę. Jest bystre. I ten brak dystansu do ludzi w sieci przerzuca do reala. Nie ma autorytetu, jakiegoś pozytywnego „strachu”, respektu. Nastąpiło przeobrażenie z „my” w JA. I ostatecznie mamy jakieś jaja. Do zmiany relacji międzyludzkich trzeba też mieć jaja. Czasami na twardo. Na miękko już było.

Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!

Dołącz do nas!

O potrzebach

Jeżeli pamiętasz koniec minionego wieku, to wiesz, jaką euforią był rower lub czarno-biała piłka biedronka. Potem wrotki, łyżwy, rolki, deskorolki, narty i skok na bungee. W międzyczasie pojawił się PC i ruszył łańcuch technologicznych dostaw. Na szczycie marzeń pojawił się telefon jako spełnienie snów, ale nie potrzeb.

O ile aktywne prezenty mobilizowały do życia, o tyle statyczne narzędzia – do fizycznego niebycia i psychicznego wycia.

Wycie: nadpobudliwość, rozproszenie, rozkojarzenie, bezsenność, otyłość, samotność, poczucie bezsensu, braku szczęścia w życiu, demencja cyfrowa, lenistwo, gnuśność, narzekanie, katalog depresji, zaburzeń. Mało? To jest rezultat łańcucha dostaw. Sztucznie wywołanych cyfrowych potrzeb pod płaszczykiem wygody i rozwoju edukacyjno-osobistego. I nie dajcie się zwieść argumentom w postaci zrzutek pieniędzy zebranych na nowotwory. Nie równoważą szkód.

O kościach słownych

Słowa ubrano w emotikony. Zastąpiły one radość, miłość, euforię, gniew, zdziwienie, oburzenie czy złość. „Łapka w górę” lub „łapka w dół”. Bez słów. Stąd też bogaty zasób słów wyrażających myśl jest dość niepowszechny. A kości słowne mogą pomóc w nauce słów. Z liter na kościach układamy wyrazy, pomagają w tym jokery. jeżeli brakuje litery, wstawiamy jokera, a czas odmierza prastara, w nowym wydaniu, klepsydra z piaskiem. Za każdy wyraz przyznawane są punkty. To nauka pisania, układania, czytania i liczenia w jednym. Wygrywa ten, kto osiągnie sto punktów. I jeżeli maluch wygra – uzyskuje „lajka” na żywo i tytuł Mistrza Słowa. Mamy „pięć” w jednym, plus szóstą korzyść – świetną zabawę. A co, jeżeli dziecko przegra? To nic, prędzej czy później wygra. Dzieci gwałtownie się uczą

Daniel Dziewit, Homo Enter czyli jak nie zostać złowionym, BDM Edu sp. z o.o, 2020

Read Entire Article