Czyny, nie słowa. Nowa strategia UE wobec rosyjskich tankowców

polska-zbrojna.pl 1 hour ago

Abordaż dwóch tankowców na Morzu Śródziemnym, czego świadkami byliśmy na przełomie lipca i sierpnia, otwiera nowy rozdział w historii zmagań Zachodu z rosyjską flotą cieni. Po raz pierwszy bowiem operacje takie zostały przeprowadzone pod auspicjami Unii Europejskiej. To znak, iż wspólnota – bez względu na ostatnie zawirowania w relacjach transatlantyckich – jest gotowa zwiększać presję wywieraną na Kreml. Co więcej – ma narzędzia, by to robić.

Do pierwszego zdarzenia doszło pod koniec lipca, w okolicach Półwyspu Apenińskiego. Wówczas to włoska grupa abordażowa wkroczyła na pokład tankowca MV „South Star”. Statek figuruje na listach sankcyjnych Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii i kilku innych państw. Jest podejrzewany o przynależność do rosyjskiej floty cieni, czyli armady statków przewożących objętą zakazami ropę. Na MV „South Star” żołnierze dotarli śmigłowcem, który wystartował z pokładu okrętu patrolowego ITS „Paolo Thaon di Revel”. Przeprowadzili szczegółową inspekcję i zabezpieczyli dokumenty, które potem zostały poddane analizie prawnej. gwałtownie się okazało, iż załoga tankowca bezprawnie posługiwała się banderą Kamerunu. W rzeczywistości jednostka wcześniej wypadła z tamtejszego rejestru statków.

W abordażu z początku sierpnia mechanizm, cel i miejsce operacji były podobne. Tym razem jednak skontrolowany został tankowiec „Toa Payoh”. On też formalnie płynął pod kameruńską banderą, ale kapitan, poproszony przez radio o podanie szczegółów, odmówił współpracy. Z włoskiego patrolowca poderwał się więc śmigłowiec, a kilkanaście minut później żołnierze piechoty morskiej sprawdzali już podejrzaną jednostkę. W Polsce druga z akcji odbiła się choćby szerszym echem niż pierwsza, ponieważ z powietrza wsparła ją załoga polskiego samolotu patrolowego M28 Bryza.

REKLAMA

Obydwie operacje łączyło jednak jeszcze coś – zostały przeprowadzone w ramach unijnej misji EUNAVFOR MED „Irini”. Do tej pory jej uczestnicy byli skupieni głównie na monitoringu szlaków żeglugowych pomiędzy Europą i Afryką Północną, tak by ukrócić nielegalny handel bronią i wywóz ropy z objętej sankcjami Libii, a także zapobiec przemytowi ludzi oraz nielegalnej migracji. W czerwcu jednak Unia Europejska zdecydowała się rozszerzyć zakres operacji. Co więcej, podobne kompetencje otrzymali uczestnicy innej unijnej misji EUNAFVOR „Atalanta”, do tej pory skupieni na zabezpieczaniu żeglugi w pobliżu tzw. Rogu Afryki, gdzie aktywni są somalijscy piraci. „Zwiększamy presję na rosyjską flotę cieni. Uzupełniamy nasze sankcje działaniami na morzu” – ogłosiła w serwisie X Kaja Kallas, wysoka przedstawicielka Unii Europejskiej ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa.

Ostatnie działania na Morzu Śródziemnym wpisują się rzecz jasna w szerszy kontekst. Zachód, o czym pisałem już w lutym, przestał się z flotą cieni patyczkować. Dowodem stała się długa lista operacji abordażowych i kontroli. Na statki w taki czy inny sposób powiązane z Rosją wkraczali żołnierze z Wielkiej Brytanii i Francji, USA i Belgii, wkraczali funkcjonariusze szwedzkiej straży przybrzeżnej. Zawsze jednak była to inicjatywa poszczególnych państw. Teraz po raz pierwszy decyzja zapadła na poziomie instytucji – Unii Europejskiej. Co więcej, padła zapowiedź, z której wynika, iż to nie odosobnione incydenty, ale początek systemowych działań. UE powołuje się na artykuł 110 Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza. Przepis ten pozwala załodze okrętu wojennego na przeprowadzenie kontroli w określonych przypadkach – choćby w celu ustalenia przynależności państwowej statku i sprawdzenia bandery, pod którą funkcjonuje. Ważne też jest miejsce, w którym do kontroli doszło. Wcześniej do większości zatrzymań i kontroli tankowców dochodziło na akwenach oblewających Europę od północy. Teraz Zachód uszczelnia także południową flankę. Co prawda w ostatnim czasie statki należące do floty cieni i tak mają gigantyczne problemy za sprawą aktywności Ukraińców – tamtejsze siły zbrojne poinformowały niedawno, iż tylko w lipcu zaatakowały z użyciem dronów 180 jednostek na Morzu Czarnym i Azowskim – ale od przybytku głowa nie boli.

Dlaczego Unia Europejska zdecydowała się na ten ruch? Być może zachętą stały się coraz śmielsze i skuteczniejsze poczynania Ukraińców. Na pewno też niemałą rolę odegrała tutaj kalkulacja polityczna. Europa prawdopodobnie chce pokazać, iż choćby w dobie napięć w relacjach transatlantyckich jest gotowa zwiększać presję wywieraną na Kreml i zaakceptować ryzyko, które się z tym wiąże. Pozostaje pytanie: jak może odpowiedzieć Rosja?

Na razie Kreml stara się zmieniać strukturę organizacyjną floty cieni. Zachodni analitycy podkreślają, iż coraz więcej przynależnych do niej tankowców porzuca bandery egzotycznych państw na rzecz bandery rosyjskiej. Czasem odbywa się to w zaskakujących, by nie rzec – kuriozalnych okolicznościach. Wystarczy przywołać historię jednostki „Bella 1”, którą kilka miesięcy temu Amerykanie uparcie ścigali po Atlantyku. Statek początkowo używał bandery Gujany. A kiedy wyszło na jaw, iż robi to nielegalnie, w kilka godzin znalazł się w rejestrze… rosyjskim. W intencji Rosjan takie administracyjne ucieczki mają zapewnić statkom lepszą ochronę. Podobnie rzecz się ma z kapitanami tankowców. Jak wynika z wyliczeń dziennikarzy niemieckiej rozgłośni NDR i dziennika „Süddeutsche Zeitung”, jeszcze trzy lata temu ledwie jedna trzecia z nich miała rosyjskie obywatelstwo. W 2026 roku ten odsetek sięgnął już 75%. Na statkach floty cieni coraz częściej obecni są ochroniarze rekrutujący się m.in. spośród członków dawnej Grupy Wagnera, od czasu do czasu tankowce dostają też eskortę okrętów.

Rosjanie nie są jednak w stanie roztoczyć parasola nad wszystkimi statkami, które działają na ich rzecz. Flota cieni może przecież liczyć od 600–700 do choćby 1500 jednostek. Bardziej prawdopodobne, iż będą starali odgryzać się Zachodowi poprzez wzmożenie działań hybrydowych i utrudnianie życia jego tankowcom. Choć i tu możliwości mają mniejsze niż ich adwersarze. Na niekorzyść Rosji przemawia praktycznie wszystko – od geografii, poprzez łączne zasoby marynarek wojennych, aż po fakt, iż statki zachodnich właścicieli i armatorów działają zgodnie z prawem, a co za tym idzie – znacznie trudniej znaleźć podstawę do ich zatrzymywania i kontroli.

Tak więc można powiedzieć, iż pętla wokół floty cieni rzeczywiście powoli się zaciska, zwłaszcza iż UE nakłada sankcje na kolejne statki. Na pewno jednak Zachód musi być gotowy na długą batalię. Tym bardziej że, jak donoszą media, Rosja buduje już nową armadę – tym razem gazowców, które miałyby pomóc w obchodzeniu unijnych sankcji na handel skroplonym gazem. Mają one zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2027 roku

Łukasz Zalesiński , dziennikarz „Polski Zbrojnej”
Read Entire Article