Czy wiosenna ofensywa Rosji może być ostatnim aktem wojny na Wschodzie?

polska-zbrojna.pl 11 hours ago

Według części zachodnich i ukraińskich ekspertów Moskwa przygotowuje kolejną dużą ofensywę, próbując jeszcze raz przełamać front. Ale czy rosyjska armia dysponuje dziś potencjałem pozwalającym na przełamanie frontu – i czy ewentualne niepowodzenie takiej operacji rzeczywiście ograniczyłoby zdolność Kremla do prowadzenia dalszych działań ofensywnych?


Pierwsze miesiące 2026 roku nie przyniosły zasadniczej zmiany sytuacji na froncie rosyjsko-ukraińskim. Walki pozostają intensywne, jednak postępy rosyjskiej armii mają charakter bardzo ograniczony i są osiągane kosztem bardzo dużych strat. Ba, na Zaporożu to Ukraińcy spychają Rosjan z dotychczas zajmowanych pozycji – trudno to nazwać ofensywą, zyski terytorialne są symboliczne, niemniej inicjatywa należy tam do obrońców.

REKLAMA

Taki obraz walk – powolny, wyniszczający i niezwykle kosztowny – stawia pod znakiem zapytania doniesienia o możliwej wiosennej ofensywie Rosjan. Ale takie głosy pojawiają się już od kilku tygodni. Przemawiać za nimi mają zarówno dane wywiadowcze, jak i obserwacje dotyczące koncentracji wojsk, rotacji jednostek i zwiększonej aktywności logistycznej na zapleczu frontu. Ukraińskie dowództwo ostrzega wprost, iż Rosja może przygotowywać operację zaczepną na kilku odcinkach frontu w Donbasie. To właśnie tam od lat koncentrują się główne wysiłki rosyjskiej armii, a zdobycie całego obwodu donieckiego pozostaje jednym z kluczowych celów politycznych Kremla.

Z operacyjnego punktu widzenia oznaczałoby to próbę przełamania ukraińskiej obrony na linii miast stanowiących dziś najważniejszy system umocnień: Pokrowsk, Konstantyniwka, Kramatorsk i Słowiańsk. Są to ośrodki o znaczeniu nie tylko symbolicznym, ale także logistycznym: ich utrata poważnie skomplikowałaby zdolność Ukrainy do utrzymania obrony we wschodniej Ukrainie. Nie można jednak wykluczyć również działań pomocniczych na innych odcinkach frontu. Na południu Rosja mogłaby próbować odepchnąć ukraińską artylerię od korytarza lądowego łączącego Krym z Donbasem, natomiast na północy – w rejonie Charkowa lub Sum – prowadzić operacje wiążące, zmuszające Ukraińców do rozproszenia sił.

Siły i słabości rosyjskiej armii

No więc czy byłoby „czym robić” – patrząc z rosyjskiej perspektywy? System kontraktów wojskowych, uzupełniany przez kolejne fale mobilizacji, pozwala Kremlowi utrzymywać wysoką liczebność jednostek na froncie. Problemem pozostaje jednak jakość nowych żołnierzy – wielu z nich przechodzi jedynie skrócone szkolenie i trafia do jednostek już zaangażowanych w walki.

Jeszcze większym wyzwaniem jest kwestia sprzętu. Straty rosyjskiej armii poniesione od początku wojny są ogromne i obejmują tysiące czołgów, bojowych wozów piechoty oraz systemów artyleryjskich. Choć rosyjski przemysł obronny znacząco zwiększył produkcję amunicji i części uzbrojenia, wiele jednostek korzysta dziś z pojazdów wycofanych z magazynów lub zmodernizowanych konstrukcji starszych generacji.

Nie oznacza to jednak całkowitego wyczerpania rosyjskiego potencjału. Przestawienie gospodarki na tryb wojenny oraz wsparcie ze strony państw partnerskich pozwoliły Rosji utrzymać stosunkowo wysoką produkcję sprzętu i amunicji, co umożliwia kontynuowanie wojny materiałowej. Dotychczasowe działania ofensywne Rosji pokazują jednak wyraźnie, iż choćby przy dużym zaangażowaniu sił postępy na froncie są bardzo ograniczone.

Jednym z najważniejszych powodów takiego stanu rzeczy jest charakter ukraińskiej obrony. W wielu rejonach frontu Ukraina stworzyła system wielowarstwowych umocnień, wspieranych przez artylerię, drony rozpoznawcze i uderzeniowe oraz precyzyjne systemy rakietowe. Ogromną rolę odgrywa także rewolucja technologiczna, która dokonała się na polu walki w ciągu ostatnich dwóch lat. Masowe użycie dronów sprawia, iż koncentracja wojsk – niezbędna do przeprowadzenia klasycznej operacji przełamania – staje się niezwykle trudna do ukrycia i natychmiast naraża nacierające jednostki na ogień artylerii.

W efekcie rosyjskie natarcia mają charakter lokalnych, powtarzających się ataków prowadzonych przez niewielkie grupy piechoty wspierane przez artylerię i drony. Taka taktyka pozwala stopniowo zdobywać teren, ale nie daje możliwości szybkiego przełamania frontu.

Co po sukcesie lub porażce?

Gdyby Rosji udało się przeprowadzić skuteczną operację zaczepną, jej skutki mogłyby być poważne. Ograniczony wariant oznaczałby zdobycie kilku ważnych ośrodków miejskich w Donbasie i przesunięcie linii frontu o kilkadziesiąt kilometrów na zachód. Taki rezultat miałby przede wszystkim znaczenie operacyjne, poprawiając położenie rosyjskich wojsk i utrudniając Ukrainie utrzymanie obecnych linii obrony.

Znacznie poważniejsze konsekwencje miałoby jednak załamanie ukraińskiego systemu obrony w północnej części Donbasu. Gdyby rosyjskim wojskom udało się zmusić Ukrainę do wycofania się z rejonu Kramatorska i Słowiańska, oznaczałoby to konieczność budowy nowych linii obronnych dalej na zachód i wyraźnie zmieniłoby sytuację operacyjną na froncie. Jednocześnie pozwoliłoby Kremlowi ogłosić osiągnięcie jednego z głównych celów wojny – opanowanie całego obwodu donieckiego.

Najbardziej ambitny scenariusz zakładałby natomiast głębsze przełamanie frontu i przejście do operacji manewrowej z udziałem dużych związków pancernych i zmechanizowanych. Taki wariant mógłby otworzyć drogę do dalszych działań w głąb Ukrainy. Rzecz w tym, iż rosyjska armia od dłuższego czasu nie była w stanie przeprowadzić operacji manewrowej na większą skalę.

A czy niepowodzenie ofensywy oznaczałoby zakończenie wojny? To mało prawdopodobne. Rosja wciąż dysponuje dużymi zasobami ludzkimi i znaczącym potencjałem przemysłowym, a jej system polityczny jest zdolny narzucać społeczeństwu długotrwały wysiłek wojenny. Dlatego nadchodząca kampania może być nie tyle „ostatnią ofensywą”, ile ostatnią próbą przełamania frontu przy obecnej skali mobilizacji i dotychczasowym modelu prowadzenia wojny.

Jeśli się nie powiedzie, konflikt prawdopodobnie wejdzie w długotrwałą fazę wyniszczeniową. Front prawdopodobnie pozostanie względnie stabilny, a główną rolę przez cały czas będą odgrywać artyleria, drony i uderzenia dalekiego zasięgu. Obie strony pozostaną w zwarciu, wymieniając kolejne ciosy – bez prób ryzykownego przełamania, raczej z nadzieją, iż z czasem „wypunktują” przeciwnika. Wojna jeszcze wyraźniej stanie się starciem gospodarek, przemysłów i systemów mobilizacyjnych, w którym ostatecznie może zadecydować wytrzymałość państw zaangażowanych w konflikt.

Marcin Ogdowski , dziennikarz „Polski Zbrojnej”, korespondent wojenny, autor bloga bezkamuflazu.pl
Read Entire Article