Wciąż pamiętam,
jak brałeś mnie za rękę
i wiedziałeś,
dokąd prowadzić.
Nasz taniec
nie potrzebował muzyki.
Wystarczył oddech,
moja dłoń
na Twoim ramieniu.
Kieliszek wina,
wieczór bez pośpiechu.
Spojrzenie,
które rozbierało mnie
z całego dnia
i zostawiało
bezpieczną.
A dziś,
coraz częściej
szukam ciebie
i nie mogę odnaleźć.
Siedzę obok,
a mam wrażenie,
że dotykam
nieobecności.
Jesteś.
Oddychasz.
Mówisz.
A jednak
coraz mniej
Ciebie w Tobie.
Czasem mam ochotę
wyciągnąć rękę
i sprawdzić,
czy ujmie ją jeszcze
mężczyzna,
który znał mój rytm
i umiał mnie prowadzić.
Czy jesteś?
Bo najbardziej boli
nie to,
że możesz odejść.
Boli myśl,
że może już odszedłeś,
a ja wciąż
tańczę z Tobą.












