Z cyklu „Sprawdzam. Kartka z kalendarza”. Wracamy do felietonu Jerzego Biernackiego z maja 2013 roku i sprawdzamy, ile z jego ostrzeżeń obronił czas.
O czym jest ten tekst: Jerzy Biernacki podchwytuje formułę o Polsce jako kondominium niemiecko-rosyjskim i opisuje jej, jak twierdzi, dowody: gazociąg Nord Stream omijający Polskę, uległość wobec Berlina i Moskwy, rosyjską penetrację służb. Po latach — i po 2022 roku — zestawiamy te tezy z faktami.
Trzy tezy autora warto dziś sprawdzić:
- Oś energetyczna Berlin–Moskwa. Sprawdzenie: to, co autor opisywał jako fundament „kondominium”, rozpadło się po 2022 roku. Nord Stream 2, ukończony w 2021 r., z powodu wojny nigdy nie został uruchomiony, a we wrześniu 2022 r. podłożone na dnie Bałtyku ładunki wybuchowe uszkodziły trzy z czterech nitek gazociągów Nord Stream koło Bornholmu (czwarta ocalała). Śledztwa uznały to za sabotaż; sprawców dotąd oficjalnie nie osądzono.
- Nord Stream z pominięciem Polski. Sprawdzenie: dokładnie tak działał gazociąg po dnie Bałtyku — wiązał Niemcy z Rosją, omijając Polskę. Dopiero rosyjska napaść na Ukrainę zmusiła Niemcy do odcięcia się od rosyjskiego gazu.
- Rosyjska penetracja służb. Sprawdzenie: zawarte w 2013 r. porozumienie o współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską FSB wywołało skandal i zostało zerwane; temat rosyjskich wpływów wrócił z całą siłą po 2022 roku.
Tekst pierwotnie ukazał się w „Naszej Polsce”.
Poniżej oryginalny felieton Jerzego Biernackiego — tekst archiwalny.
Czy jesteśmy kondominium niemiecko-rosyjskim?
Jerzy Biernacki
Tak się składa, iż gdy Jarosław Kaczyński coś szczególnego powie lub napisze, to najpierw budzi to oburzenie całej socliberalnej ferajny, po czym, po kilku miesiącach okazuje się, iż on miał rację albo przynajmniej, iż coś było na rzeczy. Tak było na przykład z tym, co napisał swego czasu o Angeli Merkel, a dziś powszechnie mówi się o jakichś co najmniej wątpliwościach dotyczących jej działalności w okresie enerdowskim. Tak było również, gdy określił dzisiejszą Polskę jako kondominium niemiecko-rosyjskie.
A co się dzisiaj dzieje? Pan Putin zachowuje się tak, jakby był carem Mikołajem I, zwanym przez Polaków „Pałkinem”, rządzący zaś Polską podkulają ogon pod siebie i choćby nie udają, iż Polska, także wobec Rosji, jest suwerennym państwem, demokratycznym, wolnym krajem. Bo chyba nie jest. Ale po kolei.
Zanim nastąpiło sławetne przemówienie polskiego ministra spraw zagranicznych w Bundestagu, w którym prosił on Niemcy, by wzięły w swoje ręce przywództwo w Europie (co one i bez tego od lat praktykują), zaczął działać Nordstream, czyli gazociąg rosyjsko-niemiecki, po dnie Bałtyku tak ułożony, by do przyszłego gazoportu w Świnoujściu nie mogły wpływać tankowce o głębokim zanurzeniu. A gazoport (którego budowa dziwnie się opóźnia) to jeden z istotnych punktów naszego planu dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych.
O tym, iż kanclerz Merkel lubi Donalda Tuska, wróble ćwierkają na dachach, pytanie, czy go ceni i za co? Pewnie za uległość. Ważniejsze jest, iż Angela Merkel swój prawdziwy stosunek do Polski i Polaków ujawniła pośrednio, ale bardzo precyzyjnie, gdy perswadując Francuzom konieczność poniesienia kosztów europejskiego kryzysu, zagroziła: „czy chcecie znaleźć się za drzwiami, tak jak Polacy i inni nieważni.” Zanotował to i przekazał jedynie prof. Zdzisław Krasnodębski w jednym ze swoich artykułów. Mainstream skrzętnie to przemilczał!
My, Polacy często (a już rządzący w tej chwili to zawsze) dajemy się łapać na „czułe słówka” mówione oficjalnie, a to co usłyszymy lekceważącego nas lub zgoła niechętnego (a szczerego), bagatelizujemy lub rychło zapominamy. Albo zwyczajnie nie wiemy o tym, na skutek niewypełniania przez media ich podstawowego obowiązku: obiektywnego i kompletnego (a nie wybiórczego) informowania.
Ostatnio dotarło do Polaków (tych, którzy chcą wiedzieć), iż na terenie Niemiec nie ma żadnego monumentu upamiętniającego to, co Niemcy zrobili Polakom w czasie wojny i okupacji. Oni przyznają się jedynie do sprawstwa zagłady Żydów (podstawiając coraz częściej Polaków, jako rzekomych swoich pomocników w tym „dziele”) i odbywają z tej racji jakąś tam ekspiację. Zamordowanie milionów polskich obywateli, w tym systematyczne ludobójstwo wobec dziesiątków tysięcy przedstawicieli polskiej inteligencji (nie tylko na Pomorzu), nie jest objęte tą „pokutą”, o jakiejkolwiek skrusze nie mówiąc. Niemcy są w tej mierze tacy sami jak Rosjanie w związku z ludobójstwem katyńskim, o hekatombie ofiar czterech wywózek nie wspominając. A udają przyjaźń i poparcie dla naszych europejskich aspiracji (jak gdybyśmy byli ich młodszym bratem w Europie!?), zarazem uzależniając od siebie naszą gospodarkę i nie tylko. Przy czym dzieje się to nie bez udziału i pomocy nowych polskich „folksdojczów”, tym razem działających – mówiąc po marksistowsku – w sferze nadbudowy.
W ten sposób wróciliśmy na Wschód, by mówić o kwestii wpływów rosyjskich wielorako odbudowywanych. Sporo o tym ostatnio się pisze. Wypowiedzi Putina zarządzające budowę Jamału II, a także współpracę Federalnej Służby Bezpieczeństwa (następczyni KGB) z polską Służbą Kontrwywiadu Wojskowego, które zaskoczyły choćby premiera (nie wiedział, biedak, iż zbiera żniwo swej uległości w sprawie tragedii smoleńskiej i iż Putin zaczyna swoje rządy w Polsce) – są groźnym skutkiem długotrwałej penetracji rosyjskich służb, tajnych i jawnych, w Polsce. Penetracji, której rozmiarów nie znamy, a która od 2007 roku jest na wszelkie sposoby ułatwiana poprzez działanie tak ośrodka prezydenckiego (m.in. gen. Koziej, szef BBN kilka miesięcy temu zawarł z odpowiednikiem rosyjskim umowę o bliskiej współpracy), jak i kancelarii premiera. I przez bierność polskich służb specjalnych, cywilnych i wojskowych, na tym kierunku.
Mam pytanie dodatkowe: Kiedy wyrzucą nas z NATO? No bo po co im taki sojusznik, kompletnie bezbronny i bez charakteru?
(maj 2013 r.)
Od redakcji, 2026
Dziewięć lat później rzeczywistość dopisała do tego felietonu zakończenie, którego sam autor mógłby nie wymyślić. „Kondominium niemiecko-rosyjskie” brzmiało w 2013 roku jak publicystyczna przesada — dziś brzmi jak diagnoza. Bo cała konstrukcja, którą Biernacki opisywał, opierała się na jednej rurze: na Nord Streamie, gazociągu ułożonym po dnie Bałtyku tak, by wiązać Berlin z Moskwą i omijać Polskę. To nie była teoria — to były beton, stal i miliardy metrów sześciennych gazu, którymi Niemcy i Rosja przez lata urządzały Europę ponad naszymi głowami.
A potem przyszedł rok 2022 i ta sama rura stała się symbolem klęski całego projektu. Nord Stream 2, ukończony w 2021 roku, z powodu wojny nigdy nie został uruchomiony. We wrześniu 2022 roku podłożone na dnie Bałtyku ładunki wybuchowe uszkodziły trzy z czterech nitek gazociągów koło Bornholmu — czwarta ocalała. Śledztwa uznały to za sabotaż, choć sprawców do dziś oficjalnie nie osądzono. Niemcy, przez lata uzależnione od taniego rosyjskiego gazu, musiały się od niego odcinać w popłochu. Energetyczne małżeństwo Berlina i Moskwy, o którym pisał felietonista, rozpadło się — ale dopiero wtedy, gdy rosyjskie czołgi ruszyły na Kijów, a nie wtedy, gdy ostrzegali przed nim Polacy.
I to jest najgorzkawszy morał tego tekstu. Biernacki nie był jasnowidzem — pisał o rzeczach, które było widać gołym okiem: o rurze omijającej Polskę, o gazoporcie w Świnoujściu, którego budowa „dziwnie się opóźniała”, o uległości wobec Berlina i o cichej obecności rosyjskich służb. Mówiono mu wtedy, iż sieje panikę. Dekadę później cała Europa płaci rachunek dokładnie za to lekceważenie. Pytanie, czy Polska jest podmiotem, czy tylko terenem rozgrywki silniejszych, wcale nie zdezaktualizowało się po 2022 roku — ono dopiero nabrało ostrości.
Źródła: termin „kondominium niemiecko-rosyjskie” w polskiej debacie publicznej; gazociągi Nord Stream i Nord Stream 2 (NS2 ukończony 2021, nieuruchomiony z powodu wojny); uszkodzenie trzech z czterech nitek Nord Stream serią podmorskich eksplozji we wrześniu 2022 r. (sabotaż wg śledztw, bez prawomocnego osądzenia sprawców); odcięcie Niemiec od rosyjskiego gazu po 2022 r.; porozumienie o współpracy SKW z FSB z 2013 r. i jego zerwanie.
Czytaj dalej z archiwum „Naszej Polski”
- Aneksja Krymu (Jerzy Biernacki, 2014) — felieton, który przewidział napaść na Ukrainę
- Dlaczego Tusk został szefem Rady Europejskiej? (Jerzy Biernacki, 2014) — kariera, która zatoczyła koło
- Czy nasze serwery wyborcze są przez cały czas w Rosji? (Jerzy Biernacki, 2014) — Rosja w tle polskich wyborów









