
W dwóch poprzednich częściach pokazałem, iż wiedza zawarta w JPK i KSeF nie jest abstrakcją księgową, tylko realnym zasobem konkurencyjnym. Pokazałem też, iż KSeF nie poszerza istotnie zakresu obserwowanego rynku, lecz dramatycznie zwiększa rozdzielczość tej obserwacji. Teraz trzeba zrobić krok trzeci.
Ta wiedza nie należy do nikogo w sensie metaforycznym. Ona nie jest państwowa jak godło na ścianie. Ona jest zgromadzona w konkretnych systemach informatycznych, do których dostęp mają konkretni ludzie — administratorzy, analitycy, operatorzy infrastruktury, urzędnicy. Ludzie z loginem, hasłem i uprawnieniami. I w tym momencie kończy się bajka o neutralności.
Wiedza zawarta w JPK i KSeF ma kolosalną wartość rynkową. Nie publicystyczną. Nie ideologiczną. Rynkową! Przekazanie jej jednej dużej firmie pozwala tej firmie przejąć klientów konkurencji. Nie spektakularnie, ale subtelnie, bez wojny cenowej, bez śladów. Zawsze minimalnie lepiej, dokładnie tam, gdzie boli.
To są miliony. Często setki milionów. W skali całych branż – miliardy. W skali gospodarki – procenty PKB. To nie są potencjalne korzyści. To są realne transfery renty informacyjnej. I teraz rzecz kluczowa: taki transfer informacji jest niewykrywalny.
Nie ma żadnego wycieku danych. Nie ma kopiowania plików. Nie ma śladów w logach. Jest tylko jedna firma, która nagle podejmuje idealne decyzje rynkowe. Zawsze na czas. Zawsze precyzyjnie. Zawsze minimalnie skuteczniej niż konkurencja.
Z zewnątrz wygląda to, jak świetne zarządzanie. Jak geniusz strategii. Jak naturalna przewaga rynkowa. Nie da się udowodnić, iż to efekt dostępu do cudzych danych. Rynek po prostu się przestawia. To oznacza jedno: ryzyko korupcyjne tego systemu jest strukturalne, nie incydentalne.
Nie ma znaczenia, czy administrator jest uczciwy, nie ma znaczenia, jakie ma poglądy, nie ma znaczenia, czy jest dobrym człowiekiem. Przy takiej asymetrii bodźców nie istnieje system, który byłby w stanie zagwarantować, iż nie wykorzysta wiedzy, na której może zarobić miliardy. To nie jest problem etyki. To jest problem mechaniki.
W Parku Jurajskim drapieżne dinozaury wydostały się poza laboratorium nie dlatego, iż administrator za mało zarabiał, bo niezależnie od jego pensji, zysk z pozyskania tajnych danych jest zawsze wielokroć większy od największej pensji.
Tam, gdzie dostęp do informacji daje władzę rynkową, wykorzystanie tej władzy jest niewidoczne, a stawka liczona jest w miliardach, tam nie zadaje się pytania „czy”, tam zadaje się pytanie „kiedy” i „na jaką skalę”! A teraz najważniejszy fragment.
Ten system ktoś zaprojektował. Ktoś go wymyślił. Ktoś forsował. Ktoś wdrażał. Robiono to świadomie, wiedząc, jaką wartość mają te dane. To nie jest niewinny projekt fiskalny. To jest infrastruktura koncentracji wiedzy strategicznej o gospodarce.
Dlatego opowieść, iż państwo tylko zbiera dane, jest intelektualnie naiwna. Państwo stworzyło centralny punkt widzenia rynku. A każdy taki punkt automatycznie staje się źródłem władzy. Formalnej albo nieformalnej. Legalnej albo szarej. Widocznej albo całkowicie ukrytej.
Rynek przestaje być procesem odkrywania cen. Staje się procesem eksploatacji informacji. Konkurencja przestaje być grą rozproszoną. Staje się grą, w której ktoś siedzi wyżej i widzi więcej. I to jest sedno problemu KSeF. Nie to, iż państwo więcej wie, nie to, iż więcej firm raportuje. Tylko to, iż klucze do sejfu z wiedzą wartą więcej niż niejedna gałąź przemysłu zawsze są w czyichś rękach. A tam, gdzie stawka jest tak wysoka, nie ma niewinności. Są tylko bodźce.
Grzegorz GPS Świderski
]]>Kanał Blogera GPS]]>
]]>GPS i Przyjaciele]]>
]]>X.GPS65]]>
PS. Ciąg dalszy nastąpi — będą w sumie 4 części:
- Część I. KSeF nie poszerza inwigilacji. KSeF zwiększa rozdzielczość.
- Część II. Praktyka KSeF: HurtPol kontra Kowalski i Synowie.
- Część III. Administrator KSeF. Czyli gdzie naprawdę leży władza.
- Część IV. Technologia KSeF – suwerenność kończy się tam, gdzie kończy się kabel!
Tagi: gps65, KSeF, JPK, finanse, gospodarka, podatki, biznes, państwo.











