Czarnek zapowiada ustawę o wyjściu z ETS po decyzji Senatu

dzienniknarodowy.pl 2 hours ago
Zdjęcie: Czarnek zapowiada ustawę o wyjściu z ETS po decyzji Senatu


PiS zapowiada projekt ustawy o wyjściu Polski z systemu ETS po tym, jak Senat odmówił zgody na referendum klimatyczne prezydenta Karola Nawrockiego. Według stenogramu głosowało 95 senatorów: 32 za, 62 przeciw, 1 wstrzymał się od głosu. Stawką są rachunki za energię, konkurencyjność polskich firm i prawo narodu do decyzji w sprawie, którą Bruksela zamieniła w kosztowny przymus.

Senat zatrzymał referendum

Prawo i Sprawiedliwość odpowiada projektem ustawy po głosowaniu Senatu w sprawie referendum dotyczącego unijnej polityki klimatycznej. Jak wynika ze stenogramu posiedzenia Senatu, prezydencki projekt postanowienia trafił do Izby 7 maja 2026 roku, a sprawa była rozpatrywana jako punkt dotyczący zgody na zarządzenie ogólnokrajowego referendum.

Wynik głosowania był jasny. W Senacie głosowało 95 senatorów, za zgodą było 32, przeciw 62, a 1 senator wstrzymał się od głosu. Marszałek Małgorzata Kidawa-Błońska stwierdziła po głosowaniu, iż Senat nie wyraził zgody na referendum. Formalnie sprawa została zamknięta. Politycznie dopiero się zaostrza.

To nie była techniczna dyskusja o kolejnym druku. Chodziło o to, czy Polacy mają prawo wypowiedzieć się w sprawie polityki klimatycznej, która wpływa na ceny prądu, koszty ogrzewania, przemysł i rolnictwo. Tego nie da się zamknąć w senackiej procedurze. Rachunki przychodzą do domów, nie do klubów parlamentarnych.

PiS przenosi spór do Sejmu

Według Polsat News Przemysław Czarnek ogłosił po decyzji Senatu, iż PiS składa projekt ustawy o wyjściu z ETS. To konsekwencja linii, którą polityk buduje od miesięcy. W marcu w programie "Gość Wydarzeń" mówił, iż wyjście Polski z europejskiego systemu opłat emisyjnych będzie jednym z głównych punktów jego programu.

Czarnek stawia sprawę ostro, bo ETS jest symbolem szerszego problemu: coraz większej ingerencji Brukseli w podstawy polskiej gospodarki. System handlu emisjami przedstawiano jako narzędzie klimatyczne, ale dla wielu rodzin i firm stał się realnym kosztem życia. DN pisał już, iż ETS uderza w polski rachunek za energię, a spór o jego przyszłość nie jest akademicki.

Rząd i większość senacka mogą zasłaniać się argumentami proceduralnymi. Mogą powtarzać, iż pytanie było wadliwe albo iż polityka klimatyczna UE nie nadaje się do referendum w tej formule. Tyle iż obywatel ma prawo zapytać prościej: dlaczego w sprawie tak kosztownej dla domowych budżetów naród ma pozostać widzem?

Brukselski koszt w polskim portfelu

ETS nie działa w próżni. Dotyka energetyki, ciepłownictwa, przemysłu i transportu kosztów. Im droższa energia, tym słabsza konkurencyjność polskich zakładów. Im większe obciążenia regulacyjne, tym więcej powodów, by produkcję przenosić tam, gdzie energia jest tańsza, a polityka bardziej trzeźwa.

Szczególne znaczenie ma tu także ETS2, czyli rozszerzenie systemu na budynki i transport drogowy. W praktyce oznacza to groźbę nowych kosztów dla rodzin ogrzewających domy i dla ludzi dojeżdżających do pracy. DN analizował już, skąd bierze się prognoza kosztów ETS2 dla gospodarstw domowych. Tego rodzaju obciążenia nie są abstrakcją. To pieniądze wyjęte z kieszeni Polaków.

Dlatego projekt PiS, niezależnie od dalszej drogi parlamentarnej, trafia w sedno sporu o suwerenność. Polska nie może być biernym wykonawcą każdej ideologicznej decyzji unijnych instytucji. Państwo ma bronić swoich obywateli, a nie tłumaczyć im, iż muszą płacić więcej, bo tak zapisano w klimatycznej tabelce.

Pytanie o władzę narodu

W komisjach senackich pojawiały się głosy prawników krytykujących konstrukcję pytania referendalnego. Profesor Marek Chmaj mówił podczas prac komisji, iż sprawy unijne nie powinny być przedmiotem tak rozumianego referendum. To istotny argument formalny. Nie unieważnia jednak politycznej stawki.

Bo jeżeli najdroższe decyzje dla polskiego przemysłu, rolnictwa i rodzin zapadają poza zasięgiem realnej kontroli obywateli, to problemem jest nie tylko ETS. Problemem jest model państwa sprowadzanego do roli wykonawcy cudzej polityki. Naród nie może być traktowany jak płatnik bez prawa głosu.

Senat zablokował referendum. PiS odpowiada ustawą. Teraz każdy klub będzie musiał powiedzieć, po której stronie stoi: po stronie polskich rachunków, miejsc pracy i suwerenności energetycznej czy po stronie brukselskiej konstrukcji, która coraz mocniej zaciska się na gospodarce.

Źródło: Polsat News, Senat RP, gov.pl, Dziennik Narodowy.

Źródło: Polsat News

Read Entire Article