Czarnek: Tusk kombinuje przy podatkach. Spór o próg PIT i klasę średnią

dzienniknarodowy.pl 3 hours ago
Zdjęcie: Czarnek: Tusk kombinuje przy podatkach. Spór o próg PIT i klasę średnią


Donald Tusk 19 sierpnia zapowiedział podniesienie progu PIT ze 120 tys. do 130 tys. zł i nową stawkę 24 proc. dla dochodów od 130 do 150 tys. zł. Przemysław Czarnek odpowiada, iż to kosmetyka, i przypomina propozycję PiS: 12 proc. aż do 180 tys. zł.

Rząd pokazuje ulgę, Czarnek mówi o kosmetyce

Premier Donald Tusk i minister finansów Andrzej Domański przedstawili w środę plan zmian podatkowych od 2027 r. Według relacji Wirtualnej Polski rząd chce, aby 12-proc. PIT obowiązywał do 130 tys. zł, między 130 tys. a 150 tys. zł pojawiła się stawka 24 proc., a 32 proc. zaczynało się dopiero powyżej 150 tys. zł. Zmiana ma objąć ok. 3,5 mln podatników w przyszłym roku.

Czarnek skwitował to mocno. W serwisie X napisał, iż „Tusk kombinuje i robi podatkową kosmetykę”, a następnie wezwał rząd do poparcia propozycji PiS: 12 proc. PIT aż do 180 tys. zł. To jest rdzeń sporu. Nie chodzi o tabelkę dla księgowych, ale o pytanie, czy państwo ma rzeczywiście zostawiać pieniądze ludziom pracującym, czy tylko łagodzić ból po latach zamrożenia progów i inflacyjnego wypychania Polaków w wyższe daniny.

Dziś oficjalna skala PIT oznacza 12 proc. podatku do 120 tys. zł i 32 proc. od nadwyżki ponad tę kwotę. Kwota wolna od podatku wynosi 30 tys. zł. Rząd nie proponuje jej teraz podniesienia do 60 tys. zł, choć była to jedna z najgłośniejszych obietnic Koalicji Obywatelskiej z kampanii 2023 r.

Dwa progi, dwa komunikaty polityczne

W praktyce propozycja Tuska daje podatnikowi z dochodem 150 tys. zł maksymalnie 3,6 tys. zł rocznej korzyści. Tak wyliczał minister Domański, a Interia podała, iż zmiany mają zacząć obowiązywać od 2027 r. Rząd przedstawia to jako ulgę dla rosnącej klasy średniej. I tu ma częściowo rację: próg 120 tys. zł dawno przestał oznaczać prawdziwe bogactwo.

Ale Czarnek uderza w słaby punkt tej operacji. PiS proponuje przesunięcie granicy 12-proc. stawki aż do 180 tys. zł. Wcześniej w wystąpieniach politycy PiS przekonywali, iż przy wspólnym rozliczeniu małżonków próg miałby wynosić 360 tys. zł. To jest znacznie prostszy komunikat dla rodzin: więcej dochodu opodatkowanego niżej, mniej karania za awans, nadgodziny, odpowiedzialność i przedsiębiorczość.

Ten spór ma też wymiar wiarygodności. Tusk nie realizuje na dziś obietnicy kwoty wolnej 60 tys. zł. Zamiast tego proponuje przesunięcie progu i wstawienie pośredniej stawki. To może przynieść ulgę części podatników, ale nie rozwiązuje problemu systemowego. Polska klasa średnia potrzebuje stabilnych, prostych reguł, a nie kolejnej konstrukcji, którą trzeba będzie tłumaczyć na konferencjach i kalkulatorach.

Rachunek dla gospodarki

Rząd nie ukrywa, iż chce bilansować obniżkę PIT innymi daninami. W pakiecie znalazła się zapowiedź podniesienia CIT z 19 do 22 proc. dla podmiotów z przychodami ponad 50 mln euro, czyli ok. 200 mln zł. Do tego dochodzi podniesienie daniny solidarnościowej z 4 do 5 proc. dla dochodów powyżej 1 mln zł rocznie oraz zmiany w ryczałcie.

To brzmi politycznie wygodnie: mniej dla klasy średniej, więcej od dużych firm. Problem polega na tym, iż gospodarka nie działa według haseł z mównicy. Wyższy CIT dla dużych podmiotów może wrócić w cenach, inwestycjach, wynagrodzeniach i decyzjach o lokowaniu kapitału. Polska potrzebuje narodowego kapitału, silnych firm i przewidywalności, a nie sygnału, iż każdy podatkowy prezent będzie zaraz sfinansowany nowym ciężarem w innym miejscu.

Dlatego wcześniejszy tekst Dziennika Narodowego o PIT 24 proc. dobrze pokazuje drugie dno tej propozycji. Rząd próbuje jednocześnie opowiedzieć o uldze i o odpowiedzialności budżetowej. Tyle iż odpowiedzialność nie polega na komplikowaniu systemu. Polega na ograniczaniu apetytu państwa i zostawianiu rodzinom większej części owoców ich pracy.

Budżet nie jest z gumy

Tusk i Domański tłumaczą, iż zmiany mają się bilansować. To ważne, bo finanse państwa są napięte. Niedawno Dziennik Narodowy opisywał 141,1 mld zł dziury w budżecie i ostrą reakcję Czarnka. W takim otoczeniu każda obietnica podatkowa jest testem powagi rządzenia.

Nie wystarczy powiedzieć ludziom: dostaniecie ulgę. Trzeba jeszcze powiedzieć, kto realnie za nią zapłaci i czy nie wróci ona do obywatela jako wyższa cena, mniejsza premia, niższa inwestycja albo kolejna opłata. Polacy znają tę metodę aż za dobrze. Najpierw wielka konferencja, potem ustawy, rozporządzenia i rachunek ukryty w gospodarce.

Stawka dla Polski

W tej sprawie stawką jest coś więcej niż roczny zysk kilku tysięcy złotych. Chodzi o zasadę: czy państwo traktuje pracujących Polaków jak źródło nieustannego finansowania własnych obietnic, czy jak fundament narodowej gospodarki. Rodzina, która zarabia więcej dzięki pracy i odpowiedzialności, nie powinna być karana za to, iż chce iść wyżej.

Czarnek ma rację, gdy mówi, iż kosmetyka nie wystarczy. Rządowa propozycja może przynieść ulgę części klasy średniej, ale jest zbyt mała i zbyt mocno obudowana nowymi ciężarami. Polska potrzebuje odwagi podatkowej: niższych, prostszych podatków, ochrony polskiej pracy i końca traktowania awansu jako powodu do fiskalnej kary.

Źródło: Do Rzeczy, X Przemysława Czarnka, Wirtualna Polska, Interia, podatki.gov.pl.

Źródło: Do Rzeczy

Read Entire Article