CIT w górę o 8,6 mld zł. Firmy zapłacą za podatkową obietnicę Tuska

dzienniknarodowy.pl 2 hours ago
Zdjęcie: CIT w górę o 8,6 mld zł. Firmy zapłacą za podatkową obietnicę Tuska


Rząd Donalda Tuska chce od 2027 r. podnieść CIT z 19 do 22 proc. dla firm z przychodami powyżej 50 mln euro, a Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich szacuje koszt na ok. 8,6 mld zł rocznie. To znaczy: ulga dla części podatników ma zostać opłacona rachunkiem wystawionym dużemu biznesowi.

Podatkowa ulga z cudzej kieszeni

Rząd zapowiada korektę skali PIT, ale rachunek za polityczną obietnicę ma w dużej mierze trafić do przedsiębiorstw. Jak podał PAP Biznes, w planie jest podniesienie CIT z 19 do 22 proc. dla firm z rocznymi przychodami powyżej 50 mln euro, czyli około 200 mln zł. To nie jest drobna korekta techniczna. To sygnał, iż władza szuka pieniędzy tam, gdzie najłatwiej wskazać politycznego płatnika.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, ocenił w Money.pl, iż koszt tej podwyżki można szacować na około 8,6 mld zł rocznie. Taka kwota w gospodarce nie znika w próżni. Zostanie wpisana w ceny, inwestycje, marże, decyzje o zatrudnieniu i zdolność polskich firm do rywalizacji z silniejszym kapitałem zagranicznym.

Wielkie firmy, realny koszt

Donald Tusk i minister Andrzej Domański przedstawiają pakiet jako pomoc klasie średniej. Drugi próg PIT ma wzrosnąć ze 120 do 130 tys. zł, a dochody między 130 a 150 tys. zł mają zostać objęte nową stawką 24 proc. Problem polega na tym, iż rząd jedną ręką pokazuje ulgę, a drugą buduje nowy pobór. O tym mechanizmie DN pisał już przy sporze o PIT 24 procent i podatkowy rachunek rządu.

W praktyce podwyżka CIT ma dotyczyć dużych podmiotów, ale w polskich warunkach nie zawsze oznacza to anonimowe koncerny oderwane od realnej gospodarki. W próg przychodowy mogą wpadać firmy produkcyjne, handlowe, logistyczne i rodzinne przedsiębiorstwa, które urosły dzięki pracy, a nie dzięki politycznym układom. Państwo powinno takie podmioty wzmacniać, bo to one budują suwerenność ekonomiczną. Rząd wybiera inną drogę: najpierw zabrać, potem tłumaczyć, iż to sprawiedliwość.

Budżet pod presją, podatnik pod presją

Tło jest jasne. Ministerstwo Finansów podało, iż po lipcu 2026 r. deficyt budżetu państwa wyniósł 141,1 mld zł, przy dochodach 333,9 mld zł i wydatkach 475,0 mld zł. To dane, które tłumaczą nerwowość rządu lepiej niż konferencyjne hasła o trosce o klasę średnią. Gdy kasa państwa trzeszczy, łatwo sprzedać społeczeństwu opowieść o opodatkowaniu „największych”. Trudniej przyznać, iż koszty decyzji władzy zawsze wracają do obywatela.

Dla polskiego przedsiębiorcy większy CIT oznacza mniejszą poduszkę na inwestycje. Dla pracownika może oznaczać wolniejszy wzrost płac. Dla klienta, wyższe ceny. Dla państwa, słabszą bazę narodowego kapitału w czasie, gdy Polska potrzebuje własnych silnych firm, a nie kolejnego systemu redystrybucji zależnego od politycznego nastroju dnia.

Stawka jest większa niż jeden podatek

Władza może mówić o sprawiedliwości, ale sprawiedliwość podatkowa nie polega na tym, by stale przesuwać ciężar z jednej grupy na drugą. Polska potrzebuje prostego, przewidywalnego systemu, który nagradza pracę, oszczędzanie i rozwój firm. Potrzebuje kapitału, który zostaje nad Wisłą. Każda podwyżka obciążeń dla przedsiębiorstw powinna być oceniana przez ten pryzmat.

Dlatego reakcja przedsiębiorców jest ważna. Nie chodzi o obronę komfortu wielkich graczy. Chodzi o zasadę: państwo, które obiecuje ulgę pracującym Polakom, nie może jednocześnie udawać, iż 8,6 mld zł nowego ciężaru nałożonego na gospodarkę nie wróci do tych samych Polaków inną drogą. Właśnie tak rozmywa się wolność gospodarcza. Po cichu, podatkiem po podatku.

Źródło: Money.pl, PAP Biznes, Ministerstwo Finansów

Źródło: Money.pl

Read Entire Article