Celtic odpadł 25 sierpnia 2026 r. z eliminacji Ligi Mistrzów, choć w dwumeczu z LASK prowadził już 4:0. Austriacy wygrali rewanż 5:1 po dogrywce i awansowali 5:4. Martin O’Neill wziął odpowiedzialność na siebie, a klub stracił sportową szansę i wielkie pieniądze.
Katastrofa po przewadze 4:0
Celtic miał tę rywalizację zamkniętą. Po zwycięstwie 3:0 w pierwszym meczu i golu Calluma McGregora w rewanżu szkocki klub prowadził z LASK 4:0 w dwumeczu. UEFA potwierdziła końcowy wynik: LASK wygrał 5:1 po dogrywce i awansował do fazy ligowej Ligi Mistrzów wynikiem 5:4. To porażka, której nie da się przykryć ani statystyką, ani gadką o pechu.
W europejskiej piłce takie wieczory zostają w pamięci na lata. Celtic nie przegrał po wyrównanej walce, w której jeden detal przechylił szalę. Rozpadł się po własnej przewadze, w meczu wymagającym chłodnej głowy, organizacji i elementarnej odporności. LASK dostał impuls, poczuł krew i konsekwentnie rozbijał rywala.
LASK odrobił wszystko
Według relacji UEFA Celtic objął prowadzenie w 21. minucie po trafieniu McGregora. Potem przyszła odpowiedź gospodarzy. Moses Usor zdobył bramkę przed przerwą, Robert Ljubičić trafił na początku drugiej połowy, a Samuel Adeniran strzałem z dystansu zmniejszył stratę w dwumeczu. Florian Flecker uderzył w doliczonym czasie i doprowadził do dogrywki. W 109. minucie Adeniran trafił ponownie.
To był scenariusz brutalny dla kibiców Celticu, ale czytelny dla wszystkich, kto poważnie traktuje sport. Gdy drużyna z takim zapasem traci kontrolę, problem nie mieści się w jednym błędzie obrońcy. Chodzi o mentalność, zarządzanie wynikiem i dyscyplinę. DN pisał przy okazji innych europejskich rozgrywek, iż rewanż potrafi bezlitośnie zweryfikować papierową przewagę. Celtic dostał tę lekcję w najdroższej możliwej formie.
O’Neill bierze odpowiedzialność
Klubowy serwis Celticu opublikował pomeczową reakcję Martina O’Neilla. Menedżer przyznał, iż był to dla niego wielki zawód i wziął odpowiedzialność za drużynę. To uczciwa reakcja, ale sama uczciwość nie odbuduje pozycji w Europie. W futbolu odpowiedzialność ma sens dopiero wtedy, gdy prowadzi do korekty.
O’Neill ma 74 lata i za sobą wielką karierę, także jako szkoleniowiec Celticu. Tym mocniej brzmi kontrast między ambicją a wykonaniem. Przed dwumeczem mówiło się o Lidze Mistrzów jak o celu realnym, a nie o fantazji. Po takim rewanżu zostaje pytanie o przygotowanie zespołu, decyzje personalne i zdolność do zamykania meczów pod presją.
Miliony uciekły z Glasgow
Stawka nie była symboliczna. Sky Sports szacował przed rywalizacją, iż awans do Ligi Mistrzów mógł być dla Celticu wart około 40 mln funtów, licząc premie, udział w dystrybucji komercyjnej i wpływy z domowych meczów. choćby jeżeli dokładna kwota zależy od wielu zmiennych, skala jest jasna. To pieniądze na kadrę, akademię, transfery i utrzymanie dystansu do rywali.
Współczesny futbol nie wybacza romantycznego bałaganu. Wielkie nazwy historycznych klubów pomagają sprzedać stadion i koszulki, ale nie bronią przy stałych fragmentach ani nie ustawiają linii obrony. Rynek piłkarski jest bezwzględny. Widać to także w transferach, o których DN pisał przy okazji sprawy Alejandro Balde i zainteresowania klubów z Premier League. Kapitał płynie tam, gdzie jest jakość i przewidywalność.
Lekcja także dla polskich klubów
Dla polskiego kibica ten mecz powinien być ostrzeżeniem. Awans do europejskiej fazy ligowej nie jest ozdobą w klubowym folderze. To realny budżet, punkty do rankingu, ekspozycja zawodników i możliwość zbudowania przewagi na lata. Kto lekceważy zarządzanie wynikiem, ten płaci gotówką i reputacją.
LASK wszedł do Ligi Mistrzów po raz pierwszy. Celtic spadł do Ligi Europy z poczuciem straconej kontroli. Sport bywa sprawiedliwy w surowy sposób: nagradza drużynę, która do końca pracuje nad wynikiem, a karze tę, która za wcześnie uwierzyła, iż sprawa jest skończona.
Źródło: UEFA, Celtic FC, Sky Sports










