
Strzeżcie się ludzi, którzy przeczytali tylko jedną książkę przed laty mawiał św. Tomasz z Akwinu.
Zwrot ten oznacza wskazówkę aktualną dla wszystkich pod każdą szerokością geograficzną – należy wystrzegać się ludzi wiedzących jak jest i nieprzemakalnych na choćby najbardziej racjonalne argumenty. Co więcej taki osobnik (a także osobniczka czy osobiszcze) uznaje swój pogląd za absolut zaś każda próbę krytyki traktuje wyłącznie w kategoriach ataku skierowanego na siebie. Bowiem nie da się dyskutować z faktami, a te akurat są w posiadaniu takiego osobnika(~niczki lub ~iszcza).
I chociaż wiemy za Kantem, iż nie istnieje rzeczywistość obiektywna, która nie byłaby projekcją podmiotu orzekającego (noumeny, czyli rzeczy same w sobie są dla nas niedostępne), co oznacza, iż spór dotyczy wyłącznie naszych własnych pojęć będących wynikiem nałożonych na rzeczywistość filtrów umysłowych i kulturowych, jednak osoby wiedzące będą uważały, iż dostępna jest im niepodlegająca dyskusji prawda. Naga prawda, czy raczej nagi noumen. Tymczasem rzeczywistość jest o wiele bardziej zabawna, niż z powyższego wstępu mogło się wydawać.
62 lata temu pisarz-filozof Stanisław Lem w Summa technologiae zauważył:
Ludzie są przekonani, iż dostojne głowy bzdur opowiadać nie mogą. Otóż mogą. I to tym większe, im dostojniejsze są te głowy.
Wielki polski filozof Henryk Elzenberg tłumaczył to zjawisko:
Najinteligentniejsi ludzie najwięcej miewają głupich pomysłów; ich umysł jest niespokojny, w ciągłym ruchu, więc wciąż się potyka. Głupcy mało mają głupich pomysłów.
Tyle tytułem wstępu. Przejdźmy do istoty problemu.
Pan zetjot raczył zauważyć pewną istniejącą wg niego regułę:
Stawiam tezę, opartą na obserwacji ,,dyskusji" w s24 czy Niepoprawnych, że zapanował zupełny irracjonalizm wygenerowany przez liberalizm, który odrzucił kryterium prawdy i teraz hulaj dusza, piekła nie ma. Przy okazji warto zauważyć, iż jednostka, w tym przypadku, komentator czy bloger, jest, w takiej sytuacji działania na własną rękę, zupełnie bezradna i skazana, o ile się mocno nie kontroluje, na wyplatanie bzdur. Upadł mit wszechmocnej, racjonalnej jednostki.
Zacznijmy od końca. Zetjot stwierdza zupełnie otwarcie:
…jednostka, w tym przypadku, komentator czy bloger, jest, w takiej sytuacji działania na własną rękę, zupełnie bezradna i skazana, o ile się mocno nie kontroluje, na wyplatanie bzdur.
Z oczywistych powodów słowa te przypominają wersy wielkiego poety rewolucyjnej Rosji Włodzimierza Majakowskiego. Pisał podobnie w poemacie poświęconym Wodzowi Rewolucji:
Jednostka – zerem, jednostka – bzdurą,
sama – nie ruszy pięciocalowej kłody,
choćby i wielką była figurą.
Podobnie i bloger/komentator w ujęciu zetjota nie może działać na własna rękę. Czyli co? Musi należeć co najmniej do „silnych w kupie” czy też jakiejś moskiewskiej hejterskiej stajni?
To oczywiście żart. Tak naprawdę zetjotowi chodzi o to, aby bloger/komentator wyczuł słuszną linię i pozostawał na bazie, jak mówiono podczas najwyraźniej nie całkiem minionego ustroju. Czyli ma iść razem ze stadem.
Ale ta baza określona wyżej została zagrożona przez liberalizm. Jak pisze ów samozwańczy strażnik ortodoksji myśli - zapanował zupełny irracjonalizm wygenerowany przez liberalizm, który odrzucił kryterium prawdy i teraz hulaj dusza, piekła nie ma.
Ciekawie robi się dalej. Otóż nasz prawdomówny i racjonalny bloger podaje najważniejszy wymóg:
Portal służy, teoretycznie, wymianie informacji. Kryterium zasadniczym jest prawdziwość tej informacji. Musi więc autor, w ostatecznym rozrachunku, odwołać się do nauki, bez nauki to tylko ble, ble, ble.
Tak się szczęśliwie złożyło, iż zetjot udzielił wskazówki na miejscu innemu blogerowi zalecając mu zapoznanie się z naukowym jego zdaniem obrazem świata.
Książka stanowiąca prawdziwe objawienie historii świata wedle tego blogera nosi tytuł Narodziny wszystkiego. Nowa historia ludzkości autorstwa Davida Graebera i Davida Wengrova (polskie wydanie 2023). Główną tezą, która przyświeca autorom, jest… współczesna utrata wolności dostępnych jakoby Starożytnym.
Rzekomo utraciliśmy:
- wolność do odejścia
- wolność do nieposłuszeństwa
- wolność kształtowania relacji społecznych.
Co więcej autorzy stawiają tezę, iż starożytne społeczeństwa świadomie eksperymentowały… z modelami społecznymi.
Na bazie kilku odkryć archeologicznych stawiają kolejna tezę, zdecydowanie bardziej literacką niż naukową. Otóż ich zdaniem w opuszczonym od blisko 11 wieków Teotihuacan doszło do rewolucji w wyniku której satrapię zastąpiła demokracja libertariańska.
O rozbudowie i funkcjonowaniu miasta wielkości współczesnej Częstochowy miały natomiast decydować rady dzielnicowe i sąsiedzkie zgromadzenia. Każdy, kto przynajmniej raz w życiu uczestniczył w zebraniu Wspólnoty Mieszkaniowej wie, iż jest to niemożliwe. Tymczasem wedle autorów miano tak doprowadzić do budowy blisko 2000 budynków…
Generalnie płynie z tego wniosek pożądany przez wszystkich wyznawców Mentzena i libertarian – otóż można żyć bez autorytaryzmu i my możemy to powtórzyć.
Nie tak dawno w końcu próbowano taki eksperyment wprowadzić w życie w Europie i w Azji. Rady żołnierskie i robotnicze funkcjonowały w Rosji, Niemczech, na Węgrzech a nawet… w Chinach. Jak pamiętamy zakończyło się to 100 milionami ofiar.
Teotihuacan również zbyt długo nie przetrwał…
Najzabawniejsze w tym wszystkim pozostało coś innego.
Zetjot przedstawia się jako gorliwy wyznawca ewolucji, gotowy gros naszych zachowań i uzdolnień pakować w geny. A przecież przeoczył najważniejsze.
Bo tak naprawdę Graeber i Wengrova są w pewnym stopniu… anty ewolucjonistami.
Popatrzcie sami.
Gros ludzi i naukowców uważa, iż rozwój Ludzkości dokonywał się ewolucyjnie.
Pisał o tym bloger GPS, zaś sam zetjot ewolucje nazwał… dorobkiem cywilizacji chrześcijańskiej.
Ale autorzy Narodzin wszystkiego.... rozwój ludzkości uważają za nieliniowy. Co więcej, żyjący jej współautor David Wengrow w rozmowie ze Stanisławem Wrykiem (Interia, 23 września 2023 roku) powiedział wprost:
- Nic się nie zmieniło jeżeli chodzi o nasze umiejętności intelektualne w ciągu ostatnich dwustu tysięcy lat. Naukowcy są tu zgodni. To jest kluczowa sprawa, bo możemy sobie wyobrazić, iż zarówno 200 tysięcy lat temu jak i 100 tysięcy lat temu dwoje ludzi mogło usiąść koło siebie i prowadzić podobną konwersację, jaką my prowadzimy teraz.
]]>https://tygodnik.interia.pl/tygodnik/news-mowili-jak-my-a-ich-mozg-dzial...]]>
Zamiast ewolucji mamy jedynie rozwój techniki!
Najzabawniejsze jest jednak to, iż Wengrov nie ukrywa ideologicznego przesłania tej pozycji. Na zakończenie powyższego wywiadu stwierdza:
Nasza książka nie mówi, gdzie zmierzamy, ale mówi o tym, iż możesz zrzucić kajdany, odciąć kule u nogi i być wolny. Wtedy można rozejrzeć się i zacząć szukać innych rozwiązań. To nie to samo, co sugerowanie konkretnego działania. Chodzi o to, żeby wyzwolić wyobraźnie, bo jesteśmy więźniami własnych umysłów, złych teorii niepopartych żadnymi dowodami.
op. cit.
Czyli co, panie zetjot? Przecież nawołuje pan do tego, aby ludzie zaczęli wreszcie czytać.
To zabieg czysto socjotechniczny. Książka panów Davidów jest po prostu zbyt obszerna (700 stron), nadto skacze z tematu na temat wedle nieznanego choćby autorom klucza. 😉
Stawiam dolary przeciwko orzechom, iż choćby człowiek o IQ zdecydowanie powyżej średniej odpuści sobie lekturę góra po przebrnięciu przez pierwszych 50 stron. Poza tym nakład był raczej mizerny.
Stosuje pan wyjątkowo podły chwyt erystyczny wobec interlokutora – odsyła go pan do pozycji będącej w istocie słabym manifestem ideologicznym, fatalnie napisanej i trudno dostępnej, aby w konkluzji określać go mianem nieuka, skoro nie zna tak podstawowych źródeł.
Taka postawa powoduje u części blogerów nie mających do czynienia z metodologią naukową całkiem spory poklask.
Ale pośród ludzi tworzących naukę może pan liczyć na zupełne lekceważenie; w najlepszym razie za uznanie za durnia.
Bowiem to, co powoduje postęp, to brak szacunku dla autorytetów.
Jak pisał największy współczesny polski poeta:
Płynie się zawsze do źródeł, pod prąd. Z prądem płyną śmieci.
Jeśli pan tego nie rozumie powiem bardziej przystępnie:
- pójdę dalej, jeżeli tylko nie dam się zasklepić w ramach wykonanych ongiś przez mojego Mistrza.
Inaczej jestem skazany na stagnację. Ewentualnie mogę być nauczycielem.
Zakładam, iż pamięta pan nie całkiem minione czasy, kiedy to praktycznie każdy wywód (szczególnie zaś praca doktorska) zawierały malutki wtręt do aktualnego czołowego marksisty-leninisty (genseka KC KPZS).
I mimo to robi pan dokładnie tak samo.
Zasłona z makulatury, jaką próbuje pan wprowadzić, to tylko zwykły dym. Na szczęście zamiast oczadzić innych doprowadza pan siebie do kaszlu.
Powinien pan sobie przypomnieć opinię pucybuta Kunerta dot. podporucznika Duba…
Jak ulał pasuje szanownemu panu. 😉
23.08 2026














