Bukowiecki siódmy w Birmingham. Polski kulomiot bez medalu ME

dzienniknarodowy.pl 1 hour ago
Zdjęcie: Bukowiecki siódmy w Birmingham. Polski kulomiot bez medalu ME


Konrad Bukowiecki zakończył finał pchnięcia kulą mistrzostw Europy w Birmingham na siódmym miejscu. Najlepsza próba Polaka, 20,38 m, nie wystarczyła do walki o podium, które zaczęło się od 20,97 m. Dla kibiców to gorzka lekcja: w sporcie narodowe ambicje muszą spotkać się z formą w najważniejszym dniu.

Siódme miejsce i zimna tabela

Konrad Bukowiecki był w finale mistrzostw Europy w Birmingham, ale medalu nie zdobył. Według tabeli wyników Watch Athletics Polak uzyskał 20,38 m w drugiej kolejce i zakończył konkurs na siódmej pozycji. Jego seria wyglądała tak: 19,86 m, 20,38 m, 19,94 m, 19,88 m, 19,74 m i spalona ostatnia próba.

To nie był wynik na podium. Brązowy medal zdobył Szwed Wictor Petersson z rezultatem 20,97 m. Srebro wziął Włoch Zane Weir, który pchnął 21,12 m, a złoto obronił Leonardo Fabbri z wynikiem 22,31 m. Jak relacjonował także Przegląd Sportowy Onet, Bukowiecki po kolejnych próbach miał widoczną sportową złość. Trudno się dziwić.

Medalu nie zabiera nazwisko

Bukowiecki ma za sobą wielkie chwile: tytuł halowego mistrza Europy, medale młodzieżowych imprez, rekordy i lata obecności w elicie. W Birmingham liczyło się jednak to, co wydarzyło się w kole. Sport jest sprawiedliwy w surowy sposób. Nie honoruje biografii, jeżeli kula nie leci.

To szczególnie bolesne, bo latem pojawiły się sygnały poprawy. Interia pisała w czerwcu, iż Bukowiecki w Białymstoku pchnął 21,34 m, swój najlepszy wynik od lat. Taki rezultat w Birmingham dawałby srebrny medal. W finale ME zabrakło jednak prawie metra do tamtego poziomu i 59 centymetrów do brązu.

Drugi Polak też poza czołówką

W konkursie startował również Szymon Mazur. Zajął 11. miejsce z wynikiem 19,14 m, a dwie pozostałe próby miał spalone. To oznacza, iż polska kula męska zakończyła finał bez realnego uderzenia w podium.

Dla polskiej lekkoatletyki to sygnał ostrzegawczy. Mamy tradycję, nazwiska i pamięć wielkich występów. Warto przypominać choćby postać Jadwigi Wajsówny, endeczki i medalistki olimpijskiej, bo polski sport zawsze był czymś więcej niż tabelą wyników. Był szkołą charakteru i reprezentowania barw. Ale sama pamięć nie pcha kuli za 21 metrów.

Stawka jest większa niż jeden konkurs

Wielkie imprezy lekkoatletyczne są momentem prawdy dla całego systemu. Medal reprezentanta Polski to promocja kraju, argument za finansowaniem dyscypliny i wzór dla młodych zawodników w małych klubach. Brak medalu też coś mówi. Pokazuje, gdzie kończy się sentyment, a zaczyna twarda miara europejskiej konkurencji.

Nie chodzi o kopanie sportowca po porażce. Bukowiecki przez lata dawał Polsce powody do dumy i dalej pozostaje zawodnikiem, którego nie wolno skreślać po jednym wieczorze. Chodzi o uczciwe nazwanie faktu: na mistrzowskim poziomie różnica między nadzieją a podium bywa zapisana w centymetrach, technice i odporności głowy.

Polski kibic ma prawo wymagać. Ma też prawo szanować wysiłek. W ostatnich tygodniach widzieliśmy, iż reprezentacyjne sukcesy, takie jak to, iż polscy siatkarze obronili tytuł Ligi Narodów, budują dumę wspólnoty. Lekkoatletyka potrzebuje tego samego głodu zwycięstwa, od stadionów po zaplecze szkoleniowe.

Bez usprawiedliwień, z szacunkiem

Bukowiecki skończył siódmy. Fabbri pchnął ponad 22 metry i pokazał, gdzie dziś jest europejski szczyt. To suchy, ale konieczny punkt odniesienia. Polska kula musi do niego doskoczyć pracą, zdrowiem i spokojem w kole.

W Birmingham medalu nie było. Jest za to lekcja, której nie wolno rozmywać łagodnymi zdaniami. Barwy narodowe wymagają ambicji, ale ambicja bez wyniku zostaje tylko obietnicą. Następny konkurs musi być odpowiedzią.

Źródło: Watch Athletics, TVP Sport, Przegląd Sportowy Onet, Interia, The Guardian.

Read Entire Article