Rafał Brzoska 3 września 2026 r. pokazał fałszywe reklamy inwestycyjne wykorzystujące wizerunki prezydenta Karola Nawrockiego i marszałka Sejmu Krzysztofa Bosaka. Zaapelował o poparcie petycji, pod którą było już ponad 143 tys. podpisów. Dla Polaków stawką są oszczędności, dane osobowe i odpowiedzialność globalnej platformy.
Politycy jako przynęta na pieniądze
Rafał Brzoska opublikował przykłady reklam, które miały nakłaniać odbiorców do rzekomych inwestycji. Materiały wykorzystywały wizerunki Karola Nawrockiego i Krzysztofa Bosaka, choć nie oznacza to, iż politycy mieli z nimi jakikolwiek związek. Mechanizm jest znany: oszust podszywa się pod rozpoznawalną osobę, obiecuje szybki zysk i prowadzi ofiarę do formularza wyłudzającego dane albo pieniądze.
Założyciel InPostu zapytał publicznie, kto zatrzyma reklamy serwowane Polakom przez Metę. Zachęcił też do podpisania petycji inicjatywy „150% Stop Scam”. Według stanu wskazanego 3 września poparło ją ponad 143 tys. osób. Strona inicjatywy łączy petycję z systemem ScamWatch, który dokumentuje podejrzane kampanie.
Meta podaje liczby, ale problem nie znika
Spółka przekonuje, iż usuwa ogromną większość szkodliwych materiałów jeszcze przed zgłoszeniami użytkowników. Z korespondencji opublikowanej przez Ministerstwo Cyfryzacji wynika, iż od lipca 2025 r. do czerwca 2026 r. Meta miała usunąć 380 tys. pochodzących z Polski treści naruszających zasady dotyczące oszustw. W tej liczbie było 137 tys. reklam; według firmy ponad 88 proc. zniknęło zanim zgłosili je użytkownicy.
Te dane nie zamykają sprawy. Skoro fałszywe kampanie z twarzami najważniejszych osób w państwie przez cały czas docierają do odbiorców, system kontroli reklamodawców przepuszcza treści, których wiarygodność można podważyć na pierwszy rzut oka. Meta sama zapowiedziała rozszerzenie weryfikacji tak, aby do końca 2026 r. zweryfikowani reklamodawcy odpowiadali za 90 proc. jej światowych przychodów reklamowych. Oznacza to, iż pełna kontrola wciąż nie obejmuje całego rynku.
Globalna platforma, polskie straty
Fałszywa reklama nie jest błahym wpisem w mediach społecznościowych. Platforma sprzedaje jej zasięg, dobiera odbiorców i czerpie przychód z emisji. Zwykły Polak ponosi ryzyko utraty oszczędności. Osoba, której twarz skradziono, traci kontrolę nad wizerunkiem i wiarygodnością.
Państwo polskie nie może przerzucać całej odpowiedzialności na użytkownika, który miał być „bardziej ostrożny”. Obowiązki muszą sięgać także podmiotu zarabiającego na reklamie i posiadającego narzędzia do jej masowej dystrybucji. Spór Brzoski z Metą trwa od wielu miesięcy, a powtarzalność takich kampanii pokazuje, iż dotychczasowe zabezpieczenia są niewystarczające.
Potrzebna odpowiedzialność, nie cenzura
Twarde egzekwowanie odpowiedzialności za płatne oszustwo nie oznacza przyzwolenia na polityczną cenzurę. Te dwie sprawy trzeba rozdzielić. Wolność słowa chroni debatę i opinię, ale nie daje prawa do podszywania się pod cudzą tożsamość ani wyłudzania pieniędzy.
Polska potrzebuje skutecznej współpracy policji, prokuratury, UOKiK, UODO i resortu cyfryzacji. Potrzebuje też presji na platformy, aby weryfikowały płatników reklam oraz gwałtownie zabezpieczały dane kampanii dla śledczych. Suwerenność cyfrowa zaczyna się tam, gdzie globalna korporacja przestaje sama ustalać koszt szkody wyrządzonej polskiemu obywatelowi.
Źródło: Dobreprogramy, Ministerstwo Cyfryzacji.










