Za kilka dni, 26 sierpnia, minie dokładnie 70 lat od złożenia Jasnogórskich Ślubów Narodu. To jedna z tych rocznic, które nie pozwalają przejść obojętnie – zwłaszcza tym, którym bliska jest obrona życia człowieka od poczęcia.
Prymas Tysiąclecia, ks. kard. Stefan Wyszyński, pisał tekst Ślubów w maju 1956 roku, zaledwie kilka tygodni po tym, jak stalinowski parlament PRL uchwalił jedną z najbardziej liberalnych ustaw aborcyjnych w ówczesnej Europie. Nie było to przypadkowe. Już wtedy na drugim miejscu wśród siedmiu przyrzeczeń postawił ochronę „każdego dziecka i każdej kołyski”. Życie dzieci nienarodzonych nazwał „najcenniejszym skarbem Narodu”.
Te słowa nie straciły nic ze swojej ostrości. Wręcz przeciwnie – dziś brzmią jak wezwanie skierowane wprost do nas.
Warto na chwilę wrócić do historii. Do 1932 roku aborcja w Polsce była zakazana. Kodeks karny z tego roku dopuszczał ją jedynie w ściśle określonych przypadkach – zagrożenia życia lub zdrowia matki oraz gdy dziecko poczęło się w wyniku czynu zabronionego. Okupacja niemiecka przyniosła dekryminalizację i wręcz promocję aborcji wśród Polek, przy jednoczesnym surowym zakazie dla Niemek. Po wojnie przywrócono przedwojenne prawo. Aż do 1956 roku. Wtedy parlament PRL otworzył drzwi do aborcji z przyczyn społecznych – w praktyce bez ograniczeń.
Dopiero ustawa z 1993 roku ograniczyła tę swobodę, pozostawiając trzy wyjątki. Trybunał Konstytucyjny w 1997 roku definitywnie odrzucił przesłankę społeczną. W 2020 roku ten sam Trybunał uznał za niekonstytucyjną przesłankę eugeniczną. Wydawało się, iż prawo wreszcie staje po stronie najsłabszych. Tymczasem po 2023 roku, metodą ministerialnych rekomendacji, otwarto szeroką interpretację przesłanki zagrożenia zdrowia matki. Wystarczy zaświadczenie o komplikacjach psychicznych, by aborcja stała się możliwa praktycznie bez ograniczeń czasowych. To, co oficjalnie nazywa się „przesłanką psychiatryczną”, w praktyce przywraca aborcję na żądanie.
Do tego dochodzi rządowy program finansowania in vitro, liberalizacja dostępu do środków o możliwym działaniu wczesnoporonnym (sprzedawanych pod mylącą nazwą „antykoncepcji awaryjnej”), powszechne stosowanie antykoncepcji hormonalnej, w której mechanizm wczesnoporonny jest wpisany, oraz promocja permisywnej edukacji seksualnej pod szyldem „edukacji zdrowotnej”. Na ten obraz nakłada się katastrofalny kryzys demograficzny, malejąca liczba małżeństw także sakramentalnych i rosnąca liczba związków nieformalnych.
Jasnogórskie Śluby były też duchowym fundamentem Wielkiej Nowenny przed Tysiącleciem Chrztu Polski. Trzeci rok Nowenny (1959–1960) poświęcono właśnie ochronie życia pod hasłem „Życie jest światłością ludzi”. Kościół budował wtedy pierwsze struktury katolickiego poradnictwa rodzinnego i rozwijał duszpasterstwo służby zdrowia. Dziś ta historia powinna nas mobilizować, a nie usypiać.
Jak wykorzystać tę rocznicę?
Przede wszystkim odzyskać klarowność. Obrońcy życia nie mogą stać się dodatkiem do żadnej partii. Jak podkreśla dr Piotr Guzdek w wywiadzie udzielonym dla „Nasz Dziennik”:
„Obrońcy życia mają być rzecznikami interesu nienarodzonych dzieci, niezależnie od tego, kto aktualnie sprawuje władzę. Ich celem nie jest i nie może być ocieplanie wizerunku jakiejkolwiek partii.”
Nie chodzi o ocieplanie wizerunku polityków ani o udział w kampaniach, po których obietnice dotyczące ochrony życia najczęściej pozostają na papierze.
Niedawno ogłoszone dokumenty „Dekalog wartości” i „Pakt demograficzny” nie napawają optymizmem właśnie dlatego, iż omijają najbardziej palące sprawy. Nie znajdziemy w nich jasnego zobowiązania do zniesienia finansowania in vitro z budżetu państwa, usunięcia przesłanki psychiatrycznej, delegalizacji środków wczesnoporonnych sprzedawanych jako „antykoncepcja awaryjna”, zdecydowanej walki z nielegalnym handlem tymi środkami w internecie ani twardego zabezpieczenia przed legalizacją związków jednopłciowych i adopcją dzieci przez takie pary.
Promocja małżeństwa mężczyzny i kobiety nie może być jedynie deklaracją, która nie przekłada się na konkretny sprzeciw wobec innych rozwiązań. Podobnie promocja godziwych metod leczenia niepłodności nie zastąpi jasnego powiedzenia „nie” programowi in vitro.
Pozytywna komunikacja pro-life nie wyklucza mówienia wprost. Wręcz przeciwnie, wymaga tego. Wyrafinowana poprawność polityczna, także językowa, łatwo przenika do naszego myślenia i osłabia przekaz. 70 lat temu przyrzekaliśmy stanąć na straży budzącego się życia i walczyć w obronie każdego dziecięcia. Dzisiaj ta sprawa zbyt często wpisuje się w partyjne kalkulacje. Można mówić dużo o polityce prorodzinnej i jednocześnie omijać to, co dla nienarodzonych dzieci jest naprawdę decydujące.
Rocznica Ślubów to dobry moment, by na nowo odkryć charyzmat służby życiu. Bez partyjnych filtrów. Bez lęku przed nazywaniem rzeczy po imieniu. Bo życie, to najcenniejszy skarb Narodu. I przez cały czas wymaga obrońców.
jb
Artykuł powstał na podstawie wywiadu, którego dr Piotr Guzdek, familiolog z Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka, udzielił Małgorzacie Bochenek. Wywiad ukazał się w „Naszym Dzienniku” 7 sierpnia 2026 r.











