Spektrum autyzmu to nie tylko uciążliwe obciążenia, steamy i męczące otoczenie wąskie zainteresowania. To również korzystne cechy, nie tylko dla ich „nosicieli”. Całe spektrum dodatkowych umiejętności, które oferują nietuzinkowe, ASC-owe systemy neuronalne.
Znaleźliśmy się we wrażliwym okresie. Początek roku. Czas postanowień. Będę zdrowiej jeść, spać, ruszać się. Kupię karnet na siłkę – i to nie tylko po to, by oglądać seriale, siedząc na bieżni. Rzucę cukier. Pety. Toksyczne relacje. Ograniczę scrollowanie rolek. Będę czytać więcej niż „statystyczny Polak”. Na przykład sięgnę po reportaż Jacka Hołuba. Wszystko mam bardziej. Czyli Życie w spektrum autyzmu.
Pozwólmy sobie na chwilę refleksji. Nadwrażliwość sensoryczna. Paraliż wykonawczy. Steamy. Ale i hiperpamięć. Encyklopedyczna wiedza w zakresie danego założenia. I ta nadzwyczajna konsekwencja w realizacji założeń. Jednak mamy okres postanowień noworocznych… Diagnoza – autyzm. „Po medycznemu” – ASC. Stany ze spektrum.
Te sformułowania, w takim czy innym zestawieniu, słyszał prawdopodobnie każdy. Że obciążenia, iż „inny system neuronalny”. Popularne w tej chwili – i ważne dla świadomości społecznej słowo – neuroróżnorodność. Ale czy tak naprawdę Czytelnik wie? Z czym je się je…?
Iza nie miała w życiu łatwo. Toksyczne relacje rodzinne, problemy z integracją w szkole. Brak akceptacji. Samookaleczenia. Szkodliwe towarzystwo. A jednak to właśnie z nimi wreszcie nie czuła się wykluczona – mimo iż ciążyła na nich łatka „patologiczni”. Mimo iż nie stronili od alkoholu czy innych używek – sama nie piła, nie eksperymentowała. Nigdy. „Patologia” nie naciskała. Rówieśnicy – owszem. Nie mogła tego pojąć. Zrozumieć. Zaowocowało to brakiem przyjaciół w tej drugiej, „codziennej” grupie. Dziewczyna, którą uznawała za przyjaciółkę, śmiała się z niej w towarzystwie, iż zajmuje się dziecinnymi rzeczami.
Te doświadczenia nauczyły ją ostrożnie dobierać towarzystwo. Dzięki autyzmowi pozostała wierna swoim wartościom. – Pomyślałam sobie: przecież ktoś, kto na mnie wrzeszczy, szydzi ze mnie albo przemocą psychiczną wymusza na mnie, żebym była inna, nie jest moim przyjacielem. Na koniec najważniejsza konkluzja: Dzięki autyzmowi pozostaje wierna swoim wartościom. – Czasami choćby dopada mnie poczucie dumy, iż mimo wszystko jestem wartościowym człowiekiem. Doceniam, ile zrobiłam, żeby się rozwijać i żyć w zdrowym otoczeniu. Znalazła również akceptację w najbliższym człowieku: – Mam fajną rodzinę, kochającego męża.
– Dla mnie to nie jest osoba autystyczna. To jest Iza, moja żona – stwierdza Mariusz.
Barwy ochronne
Wyobraź sobie, że: Słyszysz. Widzisz. Czujesz. Smaki. Zapachy. Barwy. I to dokładnie w takiej konfiguracji. Jak Joanna. Bo jej system neuronalny posiada nadzwyczajną funkcję. Łączy zmysły. Dokładniej – jednym zmysłem odbiera więcej. Dodatkowy zmysł. Po „naukowemu” – synestezja. Nie jest w stanie mówić, gdy się stresuje, ale czuje kolory emocji, dźwięków i osób. I choć nie są to emocje tych osób – tylko odbiór percepcyjny Joanny – oswoiła się z tym dożywotnim stanem. Jest „lepszy” od męczącej ją agorafobii, nadwrażliwości sensorycznej czy długotrwałego PTSD (zespołu stresu pourazowego) – wszak to nic przyjemnego czuć ból fizyczny w kontakcie z odzieżą albo zamierać na widok pajęczyny.
Ale kolory. I tak niektórzy mają czerwony – delikatną otoczkę wokół postaci. Tych unika. Inni są zieloni albo żółci. Do nich lgnie, to pożądane barwy – przyjemne, jak emocje, które z sobą niosą ich właściciele. Choć Joanna ciężko odbiera relacje społeczne. Żyje w bezustannym lęku, co ciężko zauważyć; świetnie je maskuje. Większość jej znajomych dziwi się diagnozie spectrum – wszak w młodości była duszą towarzystwa. – Świadomość społeczna autyzmu jest tragiczna. Bliscy, którym przesłałam diagnozę, zignorowali to. Napisałam o diagnozie byłemu mężowi. Odpisał: Dwadzieścia lat z tobą żyłem, ty nie masz autyzmu. Przyjaciółka, z którą jestem blisko od dziecka, stwierdziła, iż przecież by się nie zaprzyjaźniła z osobą autystyczną. Bo myśli, iż ludzie w spektrum autyzmu nie mają empatii, nie próbują nawiązać relacji.
Wkurza mnie taki brak wiedzy.
Na przestrzeni lat nauczyła się stawiania granic.
– Kiedy ktoś mnie uderzy albo dotknie nie tak, jak chcę, to wiem o tym, ale jeżeli ktoś sobie ze mnie żartuje, jest sarkastyczny, docina mi, jestem zdezorientowana. Właściwa diagnoza nie przyszła łatwo. Nie pojawiła się w młodości, ale dużo, dużo później. Joanna dostała ją w wieku pięćdziesięciu dziewięciu lat! – Przez wiele lat miałam fazę na kaczki. Interesowałam się ich budową, tym, gdzie występują, dokąd odlatują, ile mogą znieść jaj, jak często, zaczęłam poznawać łacińskie nazwy. Potrafiłam gadać o kaczkach na okrągło. Później, podsłuchując rozmowy, zrozumiałam, iż może lepiej, żebym już nie mówiła o tych kaczkach. Może o pieskach. Zainteresowałam się pieskami, ale pieski nie do końca działały.
W końcu Joanna znalazła swoją niszę i środowisko – w starodrukach indyjskich. w tej chwili jest profesorką, filolożką, lingwistką. Uczelnia daje jej wytchnienie. Spektrum nie przeszkadza – tylko pomaga. Unikalne cechy funkcjonowania zdają się być niezbędne w jej specyficznej pracy.
Zatem nigdy nie jest za późno – na siebie.
Mam rytm funkcjonowania losowy
W Mam wszystko bardziej spotkamy również więcej neuro-. Neuroróżnorodną parę. Ona – z ASC. On – z ADHD. „Przeciwieństwa się przyciągają”. Podobno. Zdania mogą być podzielone, jednak w przypadku Dominiki i Grzegorza ta zasada się sprawdza. Każde z nich ma swoje deficyty. A razem? Razem się uzupełniają. I w pełni akceptują.
Grzegorzowi nadpobudliwość psychoruchowa „kasuje” obszar roboczy pamięci do zasobów rybki welonki. Czyli do minimum. A może choćby i mniej. I tak Grześ sobotnie śniadanie wybrance robi przez niemal dwie godziny. Nie z braku chęci, o, nie – te ma. Tylko te zasoby… Rybka welonka, pamiętamy.
Jak wspomina Dominika – kuchnia po tych dwóch godzinach i dwóch kanapkach jest nie do poznania. Ale nic tak nie smakuje, jak sobotnie śniadanie. choćby jeżeli przed południem. Ona i tak to ogarnie. Prawie alfabetycznie układając opakowania w szafce. Bo Dominika lubi porządek i umie w porządek. Pedantka. Gdyby mogła, prasowałaby skarpetki. Ten stan wprawia ją w stan satysfakcji. A gdy ma zbyt wiele bodźców, Grześ oderwie się od swoich czynności i ją uspokoi.
Tu miał być cytat. Ale cytatu nie będzie – żeby nie psuć wrażenia, jakie robi ta część reportażu.
Płynność wymiany zdań. Pytań. Niektóre niemalże kończone za partnera. Pełna symbioza – i luz. Bo w środowisku przystosowanym do potrzeb można rozkwitnąć. Jak Grzegorz. I Dominika.
Konkluzja
To zaledwie trzy historie – z jedenastu. Bo pozostało Piotr-asceta. I Edyta z chłopakami. Każde lepione z innej gliny. Oraz wątek gender i niebinarności, o których opowiada osiemnastoletni Mychel (Mykie). Jest również opis maskowania oraz przytoczony na zakończenie list dorosłych ze spektrum autyzmu do rodziców dzieci z autyzmem. I jeszcze. I więcej. I bardziej. I mocniej.
Bo spektrum autyzmu to nie tylko uciążliwe obciążenia, steamy i męczące otoczenie wąskie zainteresowania. To również korzystne cechy, nie tylko dla ich „nosicieli”. Całe spektrum dodatkowych umiejętności, które oferują nietuzinkowe, ASC-owe systemy neuronalne.
Jest zatem po co sięgać.
Żeby bardziej. I mocniej. I więcej.
Bo Szanowny Czytelnik też może Mieć wszystko bardziej.
Na półce.








