
Autokracja nie zaczyna się od likwidacji wyborów. Zaczyna się od przekonania ludzi, iż kolejne wybory nie są już potrzebne.
Autokraci, gdy dochodzą do władzy, bardzo gwałtownie zaczynają traktować demokrację jak drabinę: weszli po niej na szczyt, więc można ją odrzucić.
Przecież „naród wybrał”. Przecież „dał mandat do zmian”. Skoro więc poprzednicy byli źli, skorumpowani, zdradzieccy albo wręcz wrodzy narodowi, to po co pozwalać im kiedyś wrócić do władzy?
Najpierw ogranicza się samorządność i niezależność instytucji. Potem podporządkowuje media, sądy, prokuraturę i służby. Opozycję przedstawia się jako zagrożenie dla państwa. Następnie można ją eliminować politycznie, prawnie, ekonomicznie, a w najbardziej skrajnych systemach — również fizycznie.
Historia zna ten mechanizm doskonale. Najbardziej oczywistym przykładem pozostaje Hitler.
Ale hitleryzm w Polsce?
Nie o to chodzi, że jutro pojawi się drugi Hitler. Chodzi o coś znacznie bardziej banalnego i przez to groźnego: ludzie o autorytarnych skłonnościach istnieją w każdym społeczeństwie. Także w Polsce.
Są politycy, dla których władza nie jest narzędziem służenia państwu, ale celem samym w sobie. Są gotowi zdobywać ją kosztem podziału społeczeństwa, nienawiści i pogardy.
Mechanizm jest prosty.
Trzeba przekonać jedną połowę narodu, iż druga połowa nie jest już politycznym przeciwnikiem, lecz wrogiem. Że żyje jej kosztem. Że chce ją oszukać, okraść, upokorzyć albo zniszczyć.
A następnie wskazać jeszcze większych wrogów, z którymi ta „zdradziecka połowa” rzekomo współpracuje: Niemców, Żydów, Ukraińców, osoby LGBT, Unię Europejską — kogokolwiek, kto w danym momencie najlepiej nadaje się do roli straszaka.
Od tego zaczyna się polityka nienawiści: nie od czołgów na ulicach, ale od języka.
Od przekonywania Polaka, iż drugi Polak jest jego śmiertelnym wrogiem.
I właśnie dlatego obrzucanie błotem połowy własnego narodu jest czymś więcej niż polityczną podłością.
Jest narodowym samobójstwem.
Bo naród, który nauczy się nienawidzić samego siebie, nie potrzebuje już wrogów zewnętrznych.














