Propozycja przekazania 15 wysłużonych autobusów ukraińskiej Winnicy wywołała w Kielcach polityczną burzę. Pojazdy ostatecznie nie zostaną podarowane. Po fali krytyki i oskarżeń o dezinformację, mer Sergiej Morgunow wycofał wniosek, by nie psuć relacji. Prezydent Kielc Agata Wojda zwraca uwagę na mowę nienawiści, a opozycja mówi o sukcesie presji społecznej.
Autobusy z Kielc nie trafią do Ukrainy. Politycy prawicy wywołali awanturę

Sprawa przekazania 15 wycofanych z eksploatacji autobusów marki Solaris dla ukraińskiego miasta partnerskiego Winnica stała się zarzewiem konfliktu w kieleckim samorządzie. Maszyny ostatecznie nie trafią do Ukrainy i najprawdopodobniej wylądują na złomie.
Podczas wtorkowej konferencji prasowej prezydent Kielc Agata Wojda, poinformowała, iż mer Winnicy Sergiej Morgunow zdecydował o wycofaniu prośby o wsparcie, aby nie pogłębiać negatywnych emocji narastających wokół tej inicjatywy. Jak podkreśliła, mer "wycofał swoją prośbę, żeby nie budzić negatywnych emocji, żeby ta kooperacja nie była oceniana przez pryzmat ostatnich dni".
Awantura o autobusy z Kielc. Nie trafią do Ukrainy
Wcześniej politycy PiS i Konfederacji rozpętali medialną burzę wokół autobusów. Twierdzili, iż ukraińskie miasto - ze względu na ostatnie napięcia polityczne - nie powinno otrzymywać żadnej pomocy z Kielc.
Marcin Stępniewski z PiS uznał wycofanie wniosku za sukces presji radnych i mieszkańców, którzy sprzeciwili się przekazywaniu majątku w obliczu trudnych relacji historycznych. Wcześniej przekonywał on w rozmowie z "Echo Dnia", iż "polskie autobusy będą jeździły po ulicy Bandery".
ZOBACZ: Incydent na Targach Kielce. Czerwona ciecz zalała izraelskie stoisko
- Kielczanie wprost sprzeciwili się przekazywaniu majątku w sytuacji, w której rządzący Ukrainą tak naprawdę jakkolwiek nie szanują tej pomocy - stwierdził w rozmowie z dziennikarzami przewodniczący klubu radnych PiS w kieleckiej radzie miasta. Przywołał decyzję prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który niedawno nadał jednostce specjalnej wojska imię "Bohaterów UPA" oraz przykład zmiany nazwy ulicy w Winnicy na im. Stefana Bandery.
- Koniec z poddańczą polityką Polski wobec Ukrainy (...) Dzięki naszej presji i innych środowisk udało się powstrzymać przekazanie za darmo 15 autobusów miejskich do Winnicy, w której znajduje się ulica nazwana imieniem zbrodniarza Bandery - ogłosił w trakcie konferencji prasowej Michał Cichy z Konfederacji.
Władze miasta: Pojazdy mają minimalną wartość rynkową
Według władz miasta, radni w mediach społecznościowych pominęli najważniejszy fakt, iż chodzi o pojazdy 17-letnie, które są wycofywane z użytku ze względu na standardy obowiązujące w Polsce, a ich wartość rynkowa jest minimalna.
Dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego Barbara Damian wyjaśniła bowiem jak wygląda kwestia stanu technicznego taboru.
- Na bazie przy ulicy Ściegiennego znajdowało się dokładnie 39 autobusów. Dwa nie są spalone i dwa nie są rozebrane na części - poinformowała dyrektor. Dodała, iż szacunkowa wartość każdego z tych autobusów to około 30 tysięcy złotych, a ich stan techniczny wynika z wieloletniego przebiegu, sięgającego nawet 1,4 mln kilometrów.
ZOBACZ: Dłuższy niż dwa autobusy. Odkryli największego gada morskiego w historii
W obronie inicjatywy stanął przewodniczący klubu radnych KO Michał Piasecki, który oskarżył opozycję o "palenie mostów" i rozpętanie antyukraińskich nastrojów dla doraźnych zysków politycznych.
Prezydent Wojda przypomniała o idei solidarności, zauważając, iż Kielce same korzystają z ogromnego wsparcia unijnego na zakup nowoczesnych "elektryków". - Boję się, iż nie stać nas po ludzku na mniejsze gesty - podkreśliła. Wskazała na dramatyczną sytuację Winnicy, która boryka się ze skutkami rosyjskich ostrzałów i potrzebuje autobusów jako zabezpieczenia na wypadek blackoutów.










