Bartosz Arłukowicz 21 sierpnia w TVN24 ocenił, iż Barbara Mróz-Gorgoń, pełnomocniczka rządu do spraw promocji marki Polski, „skompromitowała się” i słusznie odeszła po 22 dniach urzędowania. Dymisję wywołała burza wokół raportu „Polaków portret własny”. Stawka jest poważna: państwo nie może promować Polski dokumentem pełnym błędów.
Dymisja po 22 dniach
Barbara Mróz-Gorgoń złożyła dymisję z funkcji pełnomocniczki rządu do spraw promocji marki Polski w piątek 21 sierpnia. Jak podała Interia, na stanowisku była łącznie 22 dni. Sama tłumaczyła odejście skalą hejtu, która w jej ocenie uniemożliwiała dalsze pełnienie odpowiedzialnej funkcji.
Bartosz Arłukowicz, europoseł Koalicji Obywatelskiej, w programie „Fakty po Faktach” nie próbował jej bronić. Według relacji TVN24 powiedział, iż „bardzo dobrze się stało”, a była minister „nie do końca zrozumiała”, dlaczego spotkała ją dymisja. To rzadki moment, gdy polityk obozu rządzącego przyznaje wprost: sprawa była kompromitacją.
Raport, który uderzył w markę Polski
Sednem problemu był raport „Polaków portret własny”. Dokument miał opisywać tożsamość, wartości i potencjał kraju. W praktyce stał się przykładem tego, jak państwowa opowieść o Polsce może zostać wystawiona na śmieszność przez błędy, brak nadzoru i lekkomyślne podejście do narzędzi sztucznej inteligencji.
Interia opisywała przykłady kontrowersyjnych treści: twierdzenia o młodych Polakach płynnie mówiących po mandaryńsku, o pięciorgu polskich noblistach oraz o Katowicach położonych w centralnej części kraju. Takich wpadek nie da się zbyć słowem „hejt”. Krytyka dokumentu, który dotyczy wizerunku Polski, jest obowiązkiem opinii publicznej. Naród ma prawo wymagać, by jego państwo mówiło o nim poważnie.
AI, fundacja i ministerstwo
Spór dotyczył także użycia sztucznej inteligencji. „Rzeczpospolita” informowała, iż Mróz-Gorgoń przyznała wykorzystanie AI, ale zaznaczała, iż narzędzia służyły do transkrypcji, podsumowania i redakcji tekstu, a nie do tworzenia wniosków badawczych. Według „Rzeczpospolitej” autorka twierdziła też, iż raport był używany wewnętrznie i nie powinien trafić do sieci.
Ministerstwo Sportu i Turystyki zaprzeczało, by publikacja była objęta umową z resortem, a użycie logotypu ministerstwa na okładce raportu określało jako bezpodstawne. TVN24 podał z kolei, iż Prokuratura Okręgowa w Warszawie zarejestrowała postępowanie w sprawie nieprawidłowości związanych z finansowaniem raportu, na razie w formule czynności sprawdzających. To ważne rozróżnienie. Są pytania i procedury, nie ma wyroku.
Państwo nie jest agencją PR
Sprawa jest szersza niż jedna dymisja. Promocja marki Polski nie może być zabawą w modny język konsultantów, warsztaty i miękkie hasła. Polska marka to dorobek pokoleń, historia walki o suwerenność, praca rodzin, przedsiębiorców, żołnierzy, uczonych i ludzi kultury. Kto dostaje rządową funkcję w tej sprawie, bierze odpowiedzialność nie za własny wizerunek, ale za twarz państwa.
Dlatego tłumaczenie wszystkiego hejtem jest wygodne, ale słabe. Owszem, w internecie nie brakuje chamstwa. To nie zmienia faktu, iż publiczna funkcja wymaga odporności, rzetelności i gotowości do rozliczenia błędów. jeżeli raport o Polsce zawiera absurdalne tezy, obywatel nie ma milczeć z grzeczności wobec pełnomocniczki. Ma zapytać, kto to sprawdził, kto dopuścił i kto ponosi odpowiedzialność.
Lekcja dla rządu Tuska
Arłukowicz próbował pokazać tę dymisję jako dowód, iż obóz władzy potrafi usuwać osoby skompromitowane. To zręczna obrona, ale niewystarczająca. Pytanie brzmi, jak taka nominacja w ogóle przeszła polityczny i urzędowy filtr. o ile państwo chce budować markę Polski, nie może najpierw wystawiać jej na pośmiewisko.
Dymisja zamyka personalny etap sprawy. Nie zamyka problemu. Polacy mają prawo oczekiwać, iż promocja Polski będzie zakorzeniona w prawdzie, historii i realnej sile narodu, a nie w pustym slangu od brandingu. Wizerunek państwa to nie folder reklamowy. To część suwerenności.
Źródło: TVN24, Interia, Rzeczpospolita.








