Ponad 100 aktywistów wtargnęło 6 listopada na plac budowy centrum danych przeznaczonego dla Microsoftu w Amsterdamie. Policja zatrzymała 150–200 osób podejrzewanych o naruszenie terenu. Dwudniowe protesty zaplanowano w 16 państwach, także w Polsce, co pokazuje rosnący spór o energię, wodę oraz kontrolę nad rozbudową infrastruktury AI.
Wtargnięcie na budowę w Amsterdamie
Protest rozpoczął się w piątek na terenie budowy w dzielnicy Sloterdijk. Według Reutersa na miejscu zebrało się ponad 100 osób. Część uczestników weszła na plac, wspięła się na żurawie budowlane i odpaliła race. Associated Press podała, iż doszło także do starć z policją, a jeden funkcjonariusz odniósł lekkie obrażenia. Wieczorem holenderska policja informowała o zatrzymaniu od 150 do 200 osób podejrzewanych o wtargnięcie na teren budowy.
Akcję zorganizowała grupa Geef Tegengas. Jej przedstawiciele domagają się zatrzymania inwestycji, wskazując na zużycie energii i wody oraz zastosowania sztucznej inteligencji. Microsoft oświadczył, iż szanuje prawo do pokojowego wyrażania sprzeciwu, ale nie akceptuje działań bezprawnych ani zagrażających bezpieczeństwu. Właściciel placu, Pure Data Centres, wezwał uczestników do opuszczenia czynnej budowy i podjęcia rozmów.
Tu granica jest jasna. Prawo do protestu należy chronić, ale wejście na zabezpieczony plac i stwarzanie ryzyka dla ludzi pracujących na budowie nie staje się legalne dlatego, iż towarzyszy mu polityczne hasło. Państwo, które toleruje taką metodę, samo osłabia porządek publiczny. Równocześnie wielki koncern nie może zasłaniać się samą skalą inwestycji, gdy mieszkańcy pytają o dostęp do energii, wody i udział w decyzjach.
Protest także przed polskim Sejmem
Amsterdam był najbardziej gwałtownym punktem akcji zapowiedzianych na 6 i 7 listopada w 16 państwach. Koalicja Stop Dirty Data Centres ogłosiła żądanie czasowego wstrzymania budowy wielkich centrów danych w Europie. Demonstracje i spotkania zaplanowano między innymi w Dublinie, Berlinie, Kopenhadze, Helsinkach, Paryżu i Warszawie. Organizatorzy podkreślają, iż chodzi im o ochronę lokalnych zasobów oraz wprowadzenie przejrzystych zasad dla inwestorów.
Przed Sejmem w Warszawie protestowało około 100 osób reprezentujących społeczności z okolic stolicy, gdzie planowane są kolejne centra danych. Polscy organizatorzy domagali się regulacji chroniących mieszkańców, zasoby naturalne i środowisko. To nie jest spór, który można zbyć jako zachodnią modę. Serwerownie pracujące dla chmury i modeli AI potrzebują ogromnej, stabilnej infrastruktury energetycznej, a jej koszt pośrednio ponoszą także inni odbiorcy.
Cyfrowa infrastruktura ma właściciela i rachunek
Skala planowanych nakładów pokazuje, dlaczego konflikt narasta. Prognoza PwC zakłada, iż do 2050 roku światowe wydatki kapitałowe na centra danych sięgną w scenariuszu bazowym 31,6 bln dolarów, z czego 5,6 bln przypadnie na Europę. Popyt napędza sztuczna inteligencja, a sprzęt trzeba regularnie wymieniać. To przemysł, a nie niewidzialna i bezkosztowa „chmura”.
Koncerny odpowiadają, iż ograniczają wpływ nowych obiektów. Microsoft publikuje wskaźniki zużycia energii i wody dla swoich centrów danych i deklaruje dalszą poprawę efektywności. Takie dane są potrzebne, ale nie zastąpią publicznej kontroli nad lokalizacją inwestycji, przydziałem mocy ani bilansem korzyści dla regionu. Deklaracja firmy nie może być jedynym audytem firmy.
Polska potrzebuje centrów danych. Bez własnej infrastruktury cyfrowej administracja, biznes i obywatele pozostaną zależni od zagranicznych dostawców. Zaniedbania inwestycyjne i przeregulowanie telekomunikacji już dziś grożą pozostaniem w tyle za cyfrowymi liderami. Odpowiedzią nie może być więc ślepe moratorium obejmujące każdą inwestycję. Potrzebujemy twardych warunków: odpornej sieci energetycznej, jawnych parametrów zużycia zasobów, realnych podatków i kontroli nad strategicznymi danymi.
Rosnące zapotrzebowanie na energię i surowce będzie zwiększało presję na gospodarkę niezależnie od haseł aktywistów. Dlatego państwo musi pilnować pierwszeństwa bezpieczeństwa obywateli i krajowego przemysłu. Kapitał technologiczny jest potrzebny, ale ma działać na polskich warunkach. Inaczej cyfrowy rozwój okaże się kolejnym rachunkiem wystawionym Polakom przez silniejszych graczy.
Źródła: Associated Press, Reuters, Stop Dirty Data Centres, PwC, Microsoft.















