AI and work: "The fresh reality will make fresh threats but besides fresh opportunities."

instytutsprawobywatelskich.pl 1 hour ago

Z psychologiem Jackiem Jakubowskim rozmawiamy o tym, do czego są ludzie, a do czego roboty w zakładach pracy, o automatyzacji i zarządzaniu algorytmicznym w miejscu pracy oraz o stawianiu oporu procesowi odczłowieczania pracy ludzkiej.

Jacek Jakubowski

Psycholog, przewodniczący Rady Trenerów Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, współzałożyciel Grupy TROP oraz Społecznej Koalicji na Rzecz Dialogu Międzypokoleniowego. Członek założyciel Stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych i polskiego klubu ASHOKA (Innowatorzy dla Dobra Ogółu).

(Wywiad jest zredagowaną i uzupełnioną wersją podcastu Czy masz świadomość? pt. Roboty są do roboty. Ludzie są do…).

Rafał Górski: Do czego są ludzie, a do czego roboty w zakładach pracy?

Jacek Jakubowski: Uwielbiam hasło: „do roboty są roboty, a ludzie – do pracy”.

Moim zdaniem jednym z naszych głównych problemów są wzorce mentalne, głęboko zakorzenione w naszej kulturze i cywilizacji. To jest przekonanie, iż tylko ciężka fizyczna praca pozwala zarobić. Przez wieki niezwykle mała grupka osób żyła z pracy fizycznej wykonywanej przez resztę ludzi. W tej chwili jesteśmy w procesie, w którym różnego rodzaju maszyny wykonują coraz więcej żmudnych prac. Pracowałem ostatnio w pewnej fabryce. Chodziłem po hali produkcyjnej i uświadamiałem sobie, iż masę prostych działań wykonują roboty, a robotnicy realizują bardzo trudne, złożone czynności.

Mądry biznes wie już, iż zadania powtarzalne będą wykonywać maszyny – nie takie, które kontrolują pracę człowieka, ale takie, które w ogóle nie wymagają jego udziału. Natomiast człowiek, w oparciu o sztuczną inteligencję, potrzebny będzie do sterowania tymi robotami, kontrolowania ich, wymyślania nowych. Do innowacji, złożonej współpracy, tworzenia ciągle nowych perspektyw. Nadchodzi era współpracy empatycznej, kreatywności i wolności osobistej wewnątrz organizacji, w której ludzie mogą się realizować i dawać firmie wartość dodaną.

Wiele osób ukształtowanych przez tradycyjną oświatę i model wychowawczy nie jest w stanie korzystać z wolności.

Gdy pracuję z twórczymi organizacjami, słyszę, iż młody człowiek po studiach jest gotów zaliczać, zdawać egzaminy, udawać różne rzeczy, żeby dostać dobrą ocenę, a nie umie współpracować.

Tygodnik Spraw Obywatelskich

Od 2020 roku odkrywamy niewygodne prawdy i nagłaśniamy historie, które mają moc zmieniać Polskę.

Przekaż 1,5% i zostań naszym współwydawcą

„Nie mówi się jednak na temat znaczenia przyspieszenia technologicznego. Może wydawać się paradoksalnym fakt, iż szybszy postęp likwiduje miejsca pracy i obniża zarobki milionów ludzi. Sądzimy jednak, iż tak właśnie się dzieje” – piszą Erik Brynjolfsson i Andrew McAfee w „Wyścigu z maszynami”. Co zrobić z ludźmi, którzy będą tracić pracę na rzecz robotów, potrafiących wykonywać proste czynności?

Empatycznie się nimi zajmować. Spróbować pomóc im przygotować się do wykonywania innego rodzaju pracy. Ostatnio rozmawiam z młodymi dorosłymi, którzy patrzą w przyszłość i pytają, jak mają się przygotować do pracy w zawodach, których jeszcze nie ma. Niestety, uczelnie przez cały czas uczą zapamiętywania informacji.

Prawdziwa wiedza jest żywym tworem, który się zmienia z dnia na dzień.

Sztuką jest nieustanne uczenie się, a nie nauczenie i zapamiętanie czegoś, co już jest. Osoby, które tracą pracę, są często uszkodzone przez system edukacji, w którym w bierny sposób wykonywały polecenia. To są na przykład menedżerowie, którzy nagle tracą swój podstawowy sposób istnienia, czyli władanie ludźmi, nakazywanie, wydawanie poleceń, kontrolowanie, sprawdzanie. W tej chwili coraz bardziej potrzebni są menedżerowie, którzy rozmawiają, tworzą zespół, mają szacunek do osób, które są w czymś lepsze niż oni.

Jakiś czas temu pewna trenerka prowadziła zajęcia dla brygadzistów zespołów sprzątaczy i sprzątaczek. Te osoby mówiły, iż nieustannie muszą uczyć się nowych urządzeń, płynów, sposobów pracy. Muszą planować, współpracować z pracownikami obiektów, w których sprzątają. Mogą korzystać z nowych narzędzi informatycznych, na przykład zrobić sobie harmonogram sprzątania w Internecie albo zapytać sztucznej inteligencji, jak użyć danego środka czyszczącego. Podobnie wśród rolników są osoby, które pracują po staremu i ledwie przędą, oraz osoby, które są specjalistami od rolnictwa. Siadają przed komputerem i sprawdzają, jaka za chwilę będzie pogoda oraz jakie rozmaite środki zakupić do gospodarstwa.

Jak ma sobie radzić pracownik w dobie przyspieszającej automatyzacji, cyfryzacji, zarządzania algorytmicznego w miejscu pracy?

Pracuję z osobami, które są wypalone i ledwo żyją, ponieważ są w tyglu zmian technologicznych, społeczno-gospodarczych, wojen na świecie, a na dodatek często w ostrej konkurencji z innymi firmami międzynarodowymi albo lokalnymi. W przyszłości zniknie kategoria szarego pracownika. Nie ma już pani sprzątającej, tylko jest specjalistka od sprzątania.

Znalezienie pracownika, który jest samodzielny, myśli, planuje to, co robi, współpracuje i jest partnerem do rozmowy, to prawdziwe wyzwanie.

Bo przez cały czas bardzo dużo ludzi jest wewnętrznie biernych. Czekają na rozporządzenia, żeby stwierdzić, iż są głupie. Są tak „ukształtowani”. Trzeba objąć profesjonalnym wsparciem osoby, które są zagubione oraz osoby, które są rzutkie, chciałyby się piąć do przodu, ale nie wiedzą jak.

Jak?

Istnieją różne metodyki, technologie. Są firmy, organizacje pozarządowe, placówki edukacyjne, które potrafią pomóc takim ludziom.

Moja żona została kiedyś poproszona przez zaprzyjaźnioną trenerkę o superwizowanie, czyli obserwację i ocenę warsztatów, które prowadziła dla osób, które straciły pracę w hucie w ramach zwolnień grupowych. Tym ludziom został zaoferowany program wsparcia, żeby zorientować się w ich talentach i znaleźć im inną pracę. Pewien inżynier, który został zwolniony, bardzo to przeżył. Dostał wsparcie psychologiczne oraz zawodowe. Pośrednicy pracy, którzy uczestniczyli w tym procesie, znaleźli mu pracę na stanowisku inżyniera w jakiejś innej firmie. Jednak on powiedział, iż jej nie podejmie. Bo ta firma nie gwarantowała pracy do końca życia zawodowego! Pośrednicy argumentowali, iż przecież huta gwarantowała pracę do końca życia, a jednak została sprzedana i zamknięta. Taki człowiek nie chce zrozumieć, iż ani firma państwowa, ani prywatna, ani urząd nie da gwarancji, iż nie splajtuje, nie zmieni się albo nie przekształci. Życie w zmianie jest trudne, ale jest też ekscytujące.

Czy ludzie przegrywają wyścig z maszynami albo będą go przegrywać w coraz większym stopniu w przyszłości?

Przegrywamy go mentalnie. Gdy mówi się o kompetencjach przyszłości, to zwykle oznacza kompetencje cyfrowe albo technologiczne.

A realna przyszłość, jedyna, która może nas uratować, to jest przyszłość wspólnot zadaniowych.

Stara metafora mówi, iż praca to jest taka fabryka, w której ludzie są kółkami zębatymi w jakiejś organizacji i zapierniczają. jeżeli któreś kółko się zepsuje, to się je wymienia. Nowa metafora to jest ekosfera osób, które są różnorodne, mają różne kompetencje i stale się uczą, bez względu na pozycję i zawód. Kiedyś wróżono, iż Internet rozwali wszystko. On ma swoje ciemne strony, ale jest też wspaniałym narzędziem.

Nowa rzeczywistość będzie tworzyć nowe zagrożenia, ale i nowe szanse.

Trzeba się do niej przygotować, a nie przykładać do niej stare wzorce. Należę do frakcji osób, które są przekonane, iż przyszłe społeczeństwo, które będzie zanurzone w nowej technologii, będzie inne niż do tej pory.

Jakie będzie pana zdaniem?

Niemiecki filozof z Korei, Byung-Chul Han, napisał w książce „Społeczeństwo zmęczone i inne eseje”, iż przez tysiące lat ludzie mieli zawsze kogoś nad sobą. Poddańczość i niższość powoli znika w nowoczesnej cywilizacji. Część ludzi potrafi z tego skorzystać. A wielu wpada w niewolę osiągnięć. Można to przyrównać do uczucia, które odczuwamy, wchodząc do sklepu i stając przed półką z serami. Nasz mózg wariuje, bo mamy pięćdziesiąt serów do wyboru i nie wiemy, który wybrać. Niektórzy przeżywają takie zagubienie, gdy zdają sobie sprawę, iż nigdy nie przeczytają wszystkich książek.

Mózg jest nieustannie atakowany różnymi możliwościami i zaczyna uczyć się nowej umiejętności, jaką jest zachowanie stabilności i odporności psychicznej w obliczu mnogości wyborów.

Człowiek musi pogodzić się z tym, iż czegoś nie zrozumie, nie dowie się, nie nauczy.

Za tym idzie wielka sztuka harmonizacji z innymi osobami i współpracy empatycznej.

W tej chwili każdy menedżer wie, iż w jego zespole pracują osoby, które mają większą wiedzę niż on w danej dziedzinie. Ciekawość, szacunek i cieszenie się z tego, iż ktoś wie więcej, jest warunkiem życia. Niestety, ludzie dalej uważają, iż zespół czy firma musi opierać się na hierarchii. Szefowie muszą władać pracownikami. Być maszyną, która kontroluje ich ruchy. Ci ludzie za chwilę się wypalą, odejdą, zostaną zastąpieni nowymi, a to droga donikąd. Firma będzie z tego powodu w kryzysie albo będzie musiała przejść wielką transformację. Widziałem takie firmy, w których robotnicy pracowali jak sterowane maszyny. A później zreorganizowano ich w gniazda, w których razem planowali pracę, uzupełniali się nawzajem, a choćby sami się rozliczali.

Jacques Ellul w „Społeczeństwie technologicznym” argumentuje: „Rozwój postępu technicznego staje się automatyczny właśnie w momencie, gdy człowiek zrzeka się nad nim kontroli i nie może zdobyć się na podniesienie ręki przeciw niemu, aby samemu zdecydować o wyborze”. Jak dzisiaj stawiać opór odczłowieczeniu pracy ludzi i uczłowieczaniu pracy maszyn?

Jedną drogą, dość starą, ale istotną i ciekawą, jest stawianie oporu przez uświadomienie sobie, na czym polega ta nowa rzeczywistość i jakie koszmarne zagrożenia stwarza.

Ostatnio usłyszałem od mojej znajomej, iż jej mama, która jest bardzo głęboko wierzącą osobą, powiedziała, iż największym grzechem, który można popełnić, jest zaniechanie rozwoju.

Człowiek musi wykorzystać swoje talenty, nieustannie uczyć się świata oraz siebie.

W programie szkolnym nie ma uczenia się siebie, czyli uczenia się, jak działa nasz mózg, jak funkcjonuje myślenie i ciało. Wiedza jest podawana w kęsach do połykania, które następnie trzeba wyegzekwować przy pomocy egzaminu. A przecież wiedza w nowym świecie to strumień nieustannej zmiany. Alvin Toffler wprowadził pojęcie „starowiedzy”, czyli czegoś, co jeszcze przed chwilą było prawdziwe, ale z różnych powodów przestało. Bo zmieniła się rzeczywistość albo nauka odkryła coś nowego. Natomiast szkoła cały czas przygotowuje ludzi do starej gospodarki, w której mieli zasuwać przy żmudnych, nieprzyjemnych pracach przez osiem godzin, a potem wracać do domu. Taki świat się nieuchronnie kończy.

Mamy w głowie systemy lustrzane, które powodują, iż widząc drugiego człowieka rozpoznajemy jego stan, emocje, zaprzyjaźniamy się z nim albo się go boimy. Nasi przodkowie przez całe życie spotkali tyle osób, ile my w ciągu miesiąca. Ludzki mózg reaguje na ludzi dotychczasowym doświadczeniem zaklętym w nawykach i stereotypach. To tak, jakbyśmy szykowali się na wyprawę w góry, czytali książki i przewodniki, ale nie robili pompek i nie przygotowywali się mięśniowo do tego wyzwania. Ale stare mapy są już nieaktualne, nowych nie ma, albo w ogóle nie wiemy, jak z nich korzystać, bo się zmieniają.

Co jakiś czas technologia, od której dzisiaj jesteśmy coraz mocniej uzależnieni, przestaje działać. Ostatnio na Morzu Bałtyckim padł GPS i załoga statku musiała gwałtownie przypomnieć sobie, jak posługiwać się starymi mapami. Czy młode pokolenie, które jest przyspawane do technologii, będzie poważnie zaskoczone w przyszłości?

Odpowiedzią na to jest wrócenie do podstaw. Istotą naszego mózgu jest uczenie się przez doświadczanie. Im częściej człowiek czegoś doświadcza i świadomie to opracowuje, tym lepiej tworzą się tory neuronalne, rozwija elastyczny umysł i zaczynamy rozumieć świat. o ile zdarzy się kryzys, możemy się na nim wyłożyć, ale dzięki zdobytemu doświadczeniu zniwelujemy kolejny albo zlikwidujemy go w zarodku.

Tak łatwo mówi się o młodym pokoleniu, a przecież moje pokolenie było kompletnie zszokowane powstaniem dziwacznej sieci zwanej Internetem. Przeczytałem w pewnej książce, iż gdy powstał druk i książki zaczęły być drukowane, istniała cała frakcja ludzi, którzy atakowali ten wynalazek, mówiąc, iż książki trafią do plebsu i nie wiadomo, co on zrobi. A w tej chwili płaczemy nad tym, iż umiera czytelnictwo. Na zmianę nie trzeba odpowiadać nostalgią: dawniej było lepiej, bo ludzie mieli mapę.

To nie technologia nas wytnie, tylko nieadekwatne, nostalgiczne, zachowawcze myślenie o technologii.

Wierzenie, jak w firmie Amazon, iż dzięki technologicznemu nadzorowaniu człowieka firma zwiększy swoją efektywność, jest bzdurą. Firma chwilowo coś ugra, ale docelowo się rozkraczy. Prawdziwa efektywność w przyszłości będzie polegała na mądrej współpracy wykorzystującej stale rozwijające się możliwości techniczne. A do tego potrzebni są zaangażowani, wypoczęci, elastyczni ludzie, a nie zniewoleni wykonawcy.

Co doradziłby pan ministrowi pracy w temacie budowania odporności firm?

Takiemu ministrowi doradziłbym, żeby otoczył się ludźmi, którzy się naprawdę na czymś znają. Istnieje masa think-tanków, organizacji pozarządowych, przedsięwzięć, z których ekspertyzy można skorzystać. W każdym ministerstwie trzeba by zorganizować sposób czerpania wiedzy od mądrych osób. Jak to zrobić? Gdybym był doradcą ministra pracy, powiedziałbym mu, iż trzeba poszukać rebeliantów, którym na czymś zależy i zapytać ich, co zrobić. Jest taki mały ruch – Benefit Corporation. Należą do niego organizacje, które mówią: my musimy pracować dla wszystkich. Oprócz wypracowywania zysku dla inwestorów, chcą pracować dla klientów, pracowników i środowiska naturalnego. Uwzględniają wszystkie perspektywy, żeby być naprawdę efektywnymi. Słyszałem, iż jeden taki holenderski B Corp stwierdził, iż zamiast palić afrykańską kawę w Holandii, wybudują fabrykę w Afryce, żeby tam ludzie mieli pracę, a społeczność bogaciła się z podatku. Z powodów ideowo-efektywnościowych, gotowości na zmianę i przetrwanie, takie firmy naprawdę się rozwijają.

Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!

Dołącz do nas!

Jakiego pytania nikt panu jeszcze nie zadał w tematach, o których rozmawiamy i jaka jest na nie odpowiedź?

Co to jest empatia? Ludzie wiedzą, iż empatia to jest współczucie dla słabych oraz iż w biznesie nie ma na nią miejsca.

Chciałbym, żeby ludzie zadawali sobie i mnie pytania o to, jak wygląda nasz mózg, nasz umysł, w jaki sposób ludzie nauki, nowoczesnej edukacji widzą zmiany zachodzące w człowieku.

Chciałbym, żeby mnie ktoś zapytał o definicję Tomasello, amerykańskiego psychologa rozwojowego, który powiedział, iż indywidualizm i kolektywizm są przebrzmiałymi absurdami.

W tej chwili wyzwaniem jest harmonizacja indywidualności.

Każdy może być sobą, ale musi posiąść sztukę harmonizowania się z innymi. Ludzie wzrastają dzięki wzajemnej komunikacji, rozumieniu się nawzajem, wymienianiu zdań i opinii, które są źródłem rozwoju, a nie walki. W procesach twórczych, procesach innowacyjnych, powstają pomysły, które nie wiadomo kto zrodził, bo one wynikły z rozmowy, z przebywania razem, z synchronizacji naszych umysłów. Dzięki współpracy różnych osób pomysł staje się konkretem, projektem, rozwiązaniem technicznym.

Oprócz tego nikt nie pyta mnie o wartości. Czym one są? Mam wrażenie, iż ludzie działają w oparciu o te same wartości, tylko one się inaczej krystalizują u mnie, a inaczej u Ciebie. Konflikt jest po to, żeby nad nim pracować i go rozwiązywać. Kłopot jest taki, iż większość ludzi jest przekonana, iż zna prawdę. A wyzwaniem jest wspólne, w rozmowie i współpracy, poszukiwanie prawdy.

Read Entire Article