Ostatnie tygodnie przyniosły serię głośnych informacji o napaściach na obywateli Ukrainy w Polsce. Po akcji z ukraińskimi nastolatkami w autobusie, pobiciach w Łodzi i Wrocławiu, lewicowe media i politycy głównego nurtu zaczęli sugerować, iż Polacy stają się narodem ogarniętym nienawiścią wobec Ukraińców. Winni tego stanu rzeczy mają być politycy prawicy oraz „polska ksenofobia”. To wygodna narracja, ale rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona.
W Polsce rośnie niechęć, a choćby agresja wobec Ukraińców – to niepodważalny fakt. Nie sposób jednak analizować obecnych napięć w oderwaniu od tego, co od lat dzieje się w relacjach polsko-ukraińskich. Dla wielu Polaków poważnym problemem pozostaje sposób, w jaki część ukraińskich elit państwowych odnosi się do historii. Honorowanie formacji UPA i postaci odpowiedzialnych za zbrodnie na ludności polskiej budzi sprzeciw i trudno oczekiwać, by pozostawało bez wpływu na nastroje społeczne. Nie oznacza to oczywiście usprawiedliwienia przemocy wobec kogokolwiek, ale oznacza, iż ma ona swoje źródła.
To nie jedyna przyczyna. Polacy już od czterech lat widzą jak zachowują się Ukraińcy w Polsce. Udają uchodźców wojennych, podczas gdy imprezują i rozbijają się najnowszymi samochodami. Wielu z nich ma w nosie polskie prawo, zachowuje się bezczelnie i roszczeniowo, zajmuje się przestępczością gospodarczą, oszukiwaniem staruszków metodą na blika, piciem alkoholu, wreszcie przemytem i legalizowaniem w Polsce imigrantów z „trzeciego świata”. Co więcej, praktycznie wszyscy dywersanci i podpalacze rzekomo działający na rzecz rosyjskich służb przeciwko Polsce, to Ukraińcy.
W takich warunkach debata publiczna coraz częściej sprawia wrażenie jednostronnej i pomija powyższe fakty. Każdy przypadek agresji wobec Ukraińca trafia na czołówki serwisów informacyjnych. Jednocześnie znacznie mniej uwagi poświęca się przestępstwom, których ofiarami są Polacy, a sprawcami Ukraińcy. Tu już nie mówimy o jakichś pyskówkach w autobusie, czy choćby pobiciu, ale brutalnych przestępstwach, w tym morderstwach, popełnianych przez tzw. „uchodźców wojennych”. W efekcie powstaje przekonanie, iż jedynie jedna grupa (Polacy) zasługuje na potępienie, podczas gdy jej cierpienie schodzi na dalszy plan.
Szef rządu warszawskiego Donald Tusk potępił wzrost „przestępstw z nienawiści” wobec Ukraińców i zapowiedział zdecydowaną reakcję państwa. Takie deklaracje są naturalne w odniesieniu do każdego przestępstwa. Problem polega jednak na tym, iż obywatele zaczynają mieć wrażenie, iż państwo reaguje z różną intensywnością w zależności od narodowości pokrzywdzonego, bo gdy poszkodowanym jest Polak, policja nie działa już tak energicznie, by wykryć i ukarać sprawcę. W normalnym państwie przemoc powinna być ścigana jednakowo, niezależnie od tego, kto jest ofiarą i kto jest sprawcą.
Nie można udawać, iż napięcia społeczne pojawiły się znikąd. Wielu Polaków od lat protestuje przeciwko systemowemu gloryfikowaniu przez ukraińskie władze środowisk, postaci i formacji związanych z UPA. Dla narodu, który pamięta Wołyń, nie jest to kwestia drugorzędna ani historyczna ciekawostka. To sprawa elementarnego szacunku dla własnych ofiar. Oczekiwanie, iż Polacy będą obojętni wobec takich gestów, jest oderwane od rzeczywistości, podobnie jak to, iż Polacy przejdą do porządku dziennego nad ukraińskim panoszeniem się w Polsce, zupełniej jakby byli lepszą rasą, a my mieliśmy nakaz pracowania na ich lepsze życie.
Państwo powinno reagować stanowczo na każde przestępstwo, ale równie stanowczo powinno dbać o zaufanie własnych obywateli. o ile Polacy odnoszą wrażenie, iż priorytetem władz staje się przede wszystkim ochrona imigrantó oraz swojego wizerunku wobec przyjezdnych, a nie jednakowe egzekwowanie prawa wobec wszystkich, trudno dziwić się narastającej frustracji. Zaufania nie buduje się deklaracjami, ale równym traktowaniem.
To jeszcze nie wszystko. Ambasada Ukrainy wprost poleciła swoim obywatelom nagrywanie Polaków w sytuacjach konfliktowych. W efekcie mamy plagę takich nagrań, z czego spora część to ukraińskie prowokacje, skrzętnie podchwytywane przez lewicowe media, by uderzać w nasz naród. Niestety, to co w tej chwili dzieje się w Polsce – nagonka na Polaków w związku z każdym incydentem z udziałem Ukraińców, to klasyczne tresowanie, zupełnie jak miało miejsce w krajach Zachodu kilkanaście lat temu. Tamte społeczeństwa uległy propagandzie i pozwoliły imigrantom wejść sobie na głowy. W efekcie straciły bezpieczeństwo na ulicach.
Naszym zdaniem są dwa sposoby na ukrócenie konfliktów z Ukraińcami:
- Ukraina jako państwo rezygnuje z kultu OUN/UPA.Bandery/Szuchewycza a jej obywatele przestają się panoszyć w Polsce i prowokowac Polaków,
- Wyrzucenie wszystkich problamatycznych Ukraińców z Polski.
Niestety, będąc realistami, doskonale wiemy iż na opcję pierwszą nie ma szans, więc pozostaje ta druga. Tak – wolna Polska ma prawo nakazać im wszystkim powrót do swojej ojczyzny, czy to się lewicy podoba, czy nie. Ukraińcy nie są żadnymi uchodźcami, skoro sami wyjeżdzają do rodzin na święta i na wakacje. Nie potrzebujemy ich też do pracy. Świetnie radziliśmy sobie bez nich, więc damy radę i teraz, najwyżej kilka niemieckich koncernów straci tanią siłę roboczą, ale to ich problem. Niech podniosą zarobki, to znajdą do pracy Polaków. Albo niech wynoszą ise do siebie, tam napewno znajdą chętnych imigrantów-pracowników.
Polecamy również: Bunt niemieckich kapłanów przeciw rewolucji w Kościele








