Najważniejsza zmiana po tym spotkaniu nie polega jednak na samej ostrej retoryce wobec Węgier. Chodzi o to, iż Bruksela otwarcie przeszła już do szukania formalnego obejścia weta, a taka ścieżka była wpisana w unijne dokumenty od miesięcy.
Oficjalne konkluzje Rady Europejskiej z 19 marca nie zawierają wspólnego stanowiska wszystkich 27 państw w sprawie Ukrainy. Wprost zapisano w nich, iż tekst dotyczący Ukrainy, zawarty w osobnym dokumencie EUCO 2/26, uzyskał "zdecydowane poparcie 25 szefów państw lub rządów". Pełnej jednomyślności znów nie było, ale większość państw zdecydowała się pójść dalej bez blokujących stolic.
Zadeklarowano jednocześnie, iż Unia przez cały czas będzie zapewniać Ukrainie wsparcie polityczne, finansowe, gospodarcze, humanitarne, wojskowe i dyplomatyczne. Dokument mówi też wprost, iż zapewnienie Ukrainie środków budżetowych i wojskowych jest niezbędne, aby mogła dalej korzystać z prawa do samoobrony. To oznacza, iż mimo blokady Budapesztu polityczny kierunek po stronie większości państw UE się nie zmienił: pieniądze mają trafić do Kijowa, a szczyt miał znaleźć drogę do ich uruchomienia, a nie otwierać dyskusję od zera.
Von der Leyen i Costa mówią już nie o sporze, ale o wykonaniu decyzji
Najmocniejsza wypowiedź po szczycie padła ze strony Ursuli von der Leyen. Szefowa Komisji powiedziała po spotkaniu, iż UE dostarczy pożyczkę Ukrainie "w taki czy inny sposób". António Costa mówił jeszcze ostrzej: określił stanowisko Węgier jako "nieakceptowalne" i stwierdził, iż skoro przywódcy już raz się umówili, to muszą dotrzymać słowa. Friedrich Merz poinformował z kolei, iż Komisja została poproszona o znalezienie sposobu wypłaty środków mimo blokady Budapesztu.
Na wcześniejszych etapach spór dotyczył tego, czy uda się jeszcze przekonać Orbána. Po czwartkowym szczycie unijna narracja wygląda już zupełnie inaczej. Nie koncentruje się na dalszych negocjacjach z Węgrami, tylko na pytaniu, jak uruchomić pożyczkę bez ich zgody. Oznacza to więc przejście z fazy politycznego nacisku do fazy poszukiwania konkretnego mechanizmu prawnego.
Weto Orbána blokuje jeden etap, choć sama decyzja zapadła już w grudniu
To, co dziś blokują Węgry, nie jest samą ideą wsparcia dla Ukrainy, tylko jednym z elementów jej wdrożenia. Rada Europejska uzgodniła już 18 grudnia 2025 r., iż Ukraina ma dostać pożyczkę w wysokości 90 mld euro na lata 2026-2027, opartą na unijnym zadłużeniu na rynkach kapitałowych i zabezpieczoną budżetem UE. Ten punkt został wpisany zarówno do oficjalnych stwierdzeń z grudniowego szczytu, jak i do późniejszych dokumentów legislacyjnych Komisji oraz Rady.
Orbán zablokował jeden z kroków potrzebnych do uruchomienia tej konstrukcji, ponieważ wymaga on jednomyślności wszystkich 27 państw. Jednocześnie Węgry nie mają ponosić kosztu samej pożyczki, podobnie jak Czechy i Słowacja. To właśnie ten układ sprawił, iż w Brukseli pojawiło się poczucie podwójnego problemu: Budapeszt nie finansuje instrumentu, ale przez cały czas może zatrzymać jego uruchomienie.
Sam Orbán tłumaczy swój opór sporem o rurociąg "Przyjaźń". Uważa on, iż dopóki Wołodymyr Zełenski nie odblokuje dostaw ropy, to pieniądze z Brukseli nie powinny trafić do Ukrainy. Costa odpowiedział na to po szczycie, iż odpowiedzialność za ataki na infrastrukturę energetyczną i problemy z rurociągiem spoczywa na Rosji, a nie na Ukrainie czy Unii.
Obejście weta nie jest żadną improwizacją. Taki wariant jest w unijnych papierach od dawna
W projekcie Komisji Europejskiej z 14 stycznia 2026 r. zapisano wprost, iż grudniowe porozumienie zakładało możliwość użycia "wzmocnionej współpracy" na podstawie art. 20 TUE. W tym samym dokumencie wskazano, iż mobilizacja środków budżetu UE jako gwarancji dla tej pożyczki nie powinna wpływać na zobowiązania finansowe Czech, Węgier i Słowacji.
Jeszcze mocniej widać to w dokumencie Rady z 4 lutego. Tam również powtórzono, iż grudniowa zgoda przewidywała wariant oparty na "wzmocnionej współpracy" oraz zaznaczono, iż wydatki związane z takim rozwiązaniem mają ponosić państwa uczestniczące.
Co więcej, w projekcie pozostawiono już choćby miejsce na późniejszą decyzję Rady akceptującą taką współpracę i wymieniono grupę państw, które miałyby w niej uczestniczyć. Oznacza to, iż ścieżka awaryjna nie jest improwizacją, ale rozwiązaniem przygotowywanym w Brukseli od miesięcy.






