273. Wejście Lalki.

okolicepiecdziesiatki.wordpress.com 7 hours ago

Właśnie wykonywałem w pracy jakieś nudne, powtarzalne czynności, gdy zadzwonił kolega z zaproszeniem na wieczorny seans. zwykle praca mnie męczy, więc nie mam specjalnej ochoty na wizyty towarzyskie, ale chodziło o „Lalkę” Pawła Maślony. Ze względu na narzekania dziadersów (wiadomo: „dawniej było lepiej i filmy robiono doskonałe, nie to co teraz”), aż przebierałem nóżkami, by na własne oczy zobaczyć pierwszy z sześciu odcinków tego, co tak wzburzyło opinię publiczną. Bo wiecie, od roku Maślona tłumaczy jak koniowi na miedzy, iż powieść Prusa jest tylko inspiracją, na motywach której wraz z Jagodą Dutkiewicz i Pawłem Demirskim oparł scenariusz, a tu rozlega się żałosne łkanie, iż serial odbiega od powieści. Kurwa, to słowo nasuwa się samo, jak ktoś nie rozumie po polsku wprowadzenia do serialu przedstawianego do znudzenia przez samego reżysera, to może na tym niech zakończy i nie sili się na oglądanie, bo i tak niczego nie zrozumie. Jak można oglądać film, którego twórcy lojalnie uprzedzili, iż nie jest to ekranizacja powieści, tylko jej luźna interpretacja, a po obejrzeniu mieć pretensje, iż to (tak, tak, to nie pomyłka) nie ekranizacja, tylko luźna interpretacja?! Ta łoj, co za zaskoczenie! I jaka niezmierna inteligencja krytyków!

Nim zobaczyłem pierwszy odcinek, wujek Meta (dawniej FB) podrzucił mi całą serię memów jasno sugerujących, iż zrobienie z polskiej arystokracji bandy meneli, jest ich autorom nie w smak. Przyszedłem, zobaczyłem, zwyciężyłem odkryłem: Maślona wielkim wizjonerem był jest. Jak się tak nad tym zastanowić, to klasyczna interpretacja postaci Łęckiego, próbująca nam wciskać, iż swój niewyobrażalnie olbrzymi majątek arystokraty zniweczył przez swą poczciwość, jest co najmniej naiwna. Wersja zachlanego niedouka posiadającego niechęć do poszerzania wiedzy dorównującą niechęci Jarka Kaczyńskiego, mocniej do mnie przemawia. Zresztą, skoro już zabrnąłem w porównania do polityki współczesnej, to Wokulski Schuchardta kojarzy mi się z Lepperem. Co prawda gbur i prostak, który choćby nie wie, ile go dzieli od arystokracji, ale w przeciwieństwie do elYty łojczyźnianej, chce się uczyć!

Co jeszcze…??? Oczywiście Łęcka Drzymalskiej. Z jednej strony ma w sobie coś więcej, niż urodę, jest po prostu zabójczo uwodzicielska, a z drugiej, świetnie odgrywa próżność klasy wyższej, lekceważenie dla klas niższych połączone z poważnymi brakami w wiedzy i oderwaniem od rzeczywistości. To jej wejście do Orzeszkowej, gdy przekonana o doskonałości swoich prób pisarskich przedkłada je do recenzji, zbywając niegrzecznie lekarkę, przyjaciółkę pani Elizy, kojarzy mi się z oczekiwaniami pisarek wydających własnym sumptem swoje e-booki i przekonanych o swojej wyjątkowości.

Na to wszystko zostali nałożeni zalotnicy Łęckiej, zachowujący się jak ordynarni stalkerzy. No i byłbym zapomniał: Wokulski wygląda tu na bezwzględnego kutafona. Zaczyna swoje występy od bardzo brzydkich intryg, kto wie, czy nie połączonych z tak cynicznymi, jak i poważnymi przestępstwami kryminalnymi. To może wywołać oburzenie miłośników Prusowskiego Stacha-nieboraka z „Pamiętnika Rzeckiego”, poczciwego, zubożałego szlachcica, byłego powstańca styczniowego, który by móc godnie żyć, uczył się pilnie i został kupcem. Gdyby jednak zastanowić się na zimno, skąd u nas taka sympatia do typa, który skurwił się z dwadzieścia lat od niego starszą kobietą, wyłącznie dla jej majątku, który potem bezwzględnie pomnażał na wojnie, to dochodzę do wniosku, iż daliśmy się zwieść klasykom, a Maślona nie tylko potrafi włożyć kij w mrowisko, ale i mistrzowsko wyciąga logiczne wnioski z dość eufemistycznego dzieła, jakim jest „Lalka”!

Podsumowując: „Lalka” Maślony, to dynamiczny thriller społeczny z wyraźnymi odniesieniami do współczesności, co oznacza, iż każdy z nas ma szanse zobaczyć w nim odbicie swoje, bądź kogoś z rodziny i niekoniecznie będzie tym zachwycony. ZYG, ZYG, ZYG, MARCHEWKA!

PS.

Obejrzę z zainteresowaniem, ale raczej tak, jak kiedyś oglądałem seriale, gdy z niecierpliwością wyczekiwałem konkretnego dnia tygodnia, by zobaczyć następny odcinek. Znaczy się, nie wszystko naraz.

Read Entire Article