„Przy tej niewyobrażalnej skali hejtu niemożliwe jest pełnienie tak odpowiedzialnej roli. Mam nadzieję, iż istotny dla Polski projekt będzie kontynuowany bez względu na trudności”
– Barbara Mróz-Gorgoń.
Powyższy cytat jest reakcją pani Basi na komentarze po publikacji raportu przygotowanego przez nią właśnie. „Polaków portret własny”, bo tak zostało zatytułowane to dzieło, brzmiał, jakby był pisany podczas udaru mózgu. Zawarte w nim żenujące błędy rzeczowe i jakiś ponglish naprowadziły czytelników na trop, który potwierdziła sama autorka. Do napisania raportu użyta została AI. No i FUJ, chciałoby się powiedzieć.
Pani nadzwyczajna profesÓrka doktÓrka habilitowana została przedstawiona przez samego Donalda Tuska, jako jedna najwybitniejszych specjalistek d/s promocji Polski w kraju, a ja się zastanawiam, w jaki sposób się tej specjalizacji dorabiała, bo przytuliła niemałą kasę za coś, czego nie zrobiła, ani choćby nie przeczytała. To oczywiste oszustwo skłonny byłym zrozumieć (pokusa łatwego zarobku), gdyby nie to, iż pani ładna postanowiła pyskować po zdemaskowaniu.
Brygada Kryzys – To co czujesz, to co wiesz
Chyba już to gdzieś pisałem. Gdy byłem dzieckiem, irytowali mnie uczniowie bezmyślnie spisujący zadania, nie zastanawiający się nawet, co piszą, zastanawiałem się, jak można być takim idiotą. I nie, nie zamartwiałem się o bezmyślnie przepisujących, po prostu w niczyim interesie nie leżało dodatkowe wkurzanie nauczycieli, bez tego byliśmy wystarczająco ciężką klasą. Mijały lata, a uczniowie zaczynali przepisywać prace z coraz głupszych bryków, by w końcu doszło do tego, iż na studiach zaczęli płacić ludziom za ich napisanie. Ludziom, którzy nie mieli pojęcia o czym piszą, spisującym z dostępnych źródeł przekonwertowane bądź nie całe ustępy, by dziś całe to Debilewo zrównało się z poziomem pani BMG, i to nie dlatego, iż wzniosło się na wysoki pułap.
Zaledwie dzień wcześniej Świechna, żona moja, a jakże, odkryła iż fragmenty żywcem wzięte z jej krótkiej polecajki książki Vigdis Hjorth „Is Mother Dead” na portalu „Lubimy czytać”, znalazły się w recenzji wydawnictwa, które jako pierwsze publikuje tę powieść przetłumaczoną na język polski. Znów ktoś się podparł AI, która tym razem wyszukała w czeluściach internetu tekst mojej żony i podała, jako swój.
W roku 1989 wyższe wyksztalcenie posiadało ok. 1,87 miliona Polaków, w 2021 już 7,6 miliona, a ja się zastanawiam ile z tych osób udaje, iż je ma. Chociaż w zasadzie…, moje doświadczenia mówią mi, iż ci wszyscy zdobywcy trzech, dwóch, bądź czterech literek przed nazwiskiem zaczynają z czasem wierzyć, iż tytuł przekazał im w magiczny sposób wiedzę. To nic, iż z Collegium Humanum, Wyższej Szkoły Berka Kucanego albo z Akademii Teologicznej cudownie przemienionej w Uniwersytet Tego i Owego, a w dodatku z pracami pisanymi przez cudzą inteligencję. I ŻEBY MI TU NIE BYŁO HEJTU NA ŻADNYCH POSIADACZY TYTUŁÓW!!!
Kabaret Skeczów Męczących – Zenonian Rhapsody
Drugi temat pozornie inny. Niejaki Jacek Kawalec zaśpiewał parodię Zenka Martyniuka i nagle ozwały się głosy poparcia dla naszego dobra narodowego, tego naszego Lutosławskiego i Pendereckiego w jednym. Nie wolno parodii robić, nie wolno! Ponoć choćby pozew sądowy wisi w powietrzu! A Skolim powiedział, iż Zenek jest cudownym człowiekiem (jakby śpiewanie parodii, bądź jej nieśpiewanie coś w tym temacie zmieniało na lepsze lub gorsze). Co prawda publiczne wykonywanie w roku 2026 parodii disco polo ma taką samą wartość jak śpiewanie w Budce Suflera po tym, gdy z dawnego zespołu został jeden nomen omen członek, ale żeby nie wiedzieć dlaczego niektórzy ludzie śmieją się z Zenka, albo z pani Barbary Mróz-Gorgoń, to już lekka przesada.












