261. Albo chcesz coś zmienić, albo nie chcesz.

okolicepiecdziesiatki.wordpress.com 2 days ago

„Koleżanka mojej córki powiedziała, iż chce popełnić samobójstwo”

– Martyna Wojciechowska.

Taki był początek projektu „MŁODE GŁOWY. Otwarcie o zdrowiu psychicznym” (kliknij tu, jeżeli chcesz wejść na oficjalną stronę projektu) założonym przez tę dziennikarkę i podróżniczkę. W największym skrócie, chodzi o nauczanie pierwszej pomocy w kryzysie psychicznym dziecka. Nauczanie dzieci, nauczanie ich wychowawców i nauczycieli, nauczanie rodziców i opiekunów.

W Polsce sytuacja wygląda następująco: Dziecko w kryzysie psychicznym musi czekać w kolejce na psychoterapię na NFZ do półtora roku. I to pomimo bardzo skutecznego zniechęcania do tej formy pomocy poprzez stygmatyzację dzieci i rodziców (oznacza to, iż potrzebujących pozostało więcej i kolejka byłaby dłuższa, gdyby czekał w niej każdy dzieciak w kryzysie psychicznym). Tak, tak, wspominając o stygmatyzacji, mam na myśli hejt prowadzony przez o te wszystkie buraczydła, które nazywają osoby korzystające z poradni psychologicznej psycholami, świrami, patologią, etc.. W praktyce oznacza to, iż na terapię nieletni trafiają dopiero w stanie tak poważnym (tu użyję porównania medycznego), jakby do poradni onkologicznej zgłaszali się pacjenci wyłącznie w trzecim i czwartym stadium raka. zwykle mówimy o dzieciach z widoczną anoreksją, bądź po próbach samobójczych i samookaleczeniach, ewentualnie z problemem narkotykowym (alkohol i marihuana, to też narkotyki). Jednak i wtedy dorośli często nie chcą współpracować. Odmawiają udziału we wspólnej terapii (to przecież nieusłuchany bachor ma problem, nie oni), a nade wszystko nie zamierzają niczego zmieniać w swoim życiu, szczególnie w stosunku do dziecka. Manifestuje się to oburzeniem po wyjściu z gabinetu psychologicznego i komentarzem w stylu „Taki psycholog to robi więcej złego, niż dobrego. Dla niego to WSZYSTKO wina rodziców”. I gdy słyszę takiego rodzica, to ze wzglądu na kwantyfikator jakiego użył, wiem, iż zmyśla, iż liczył na to, iż psycholog niczym najlepsza psiapsiółka potwierdzi, jakim to jest wspaniałym i bezbłędnym rodzicem, a ten dzieciak, to nie wiadomo w kogo się wrodził. To zresztą też jest ciekawe, iż dzieciak „się w kogoś wrodził i taki już jest”, w żadnym wypadku nie jest produktem wychowania. No chyba, iż mówimy o wpływach zewnętrznych (źli koledzy i nauczyciele), bo w takim wspaniałym, doskonałym domu, to stać się nie mogło.

Maria Peszek – Nie ogarniam

O właśnie, „wina”. W tak oceniającym społeczeństwie, jak polskie, obywatelom zbyt często wydaje się, iż psycholog orzeka o winie, co jest kompletną bzdurą. Psycholog to nie sędzia. Psycholog próbuje zdiagnozować problem pacjentów, usiłując spod zasłony autoprezentacji, przekłamań i niedomówień wydobyć obraz możliwie zbliżony do stanu faktycznego. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Wiemy, iż o ile pacjent nie mówi lekarzowi o tym, iż od dwóch dni wymiotuje krwią, a zamiast stolca ma krwawą biegunkę, to ciężko winić medyka, iż nie zdiagnozował wrzodów żołądka (zrobi to dopiero, gdy dostanie wyniki badań i obserwacji, a to potrwa). Dlaczego zatem mamy pretensje, iż psycholog nie zdiagnozował anoreksji, skoro pacjent zapewniał, iż je trzy posiłki dziennie, a jego rodzice to potwierdzali? Wrócę jednak do kwestii błędów i zaniedbań wychowawczych wpędzających dzieci w kryzys psychiczny. Czymś, co sprawia, iż z miejsca trzęsę się z gniewu, są tłumaczenia rodziców, iż „dali swym dzieciom wszystko, co mogli”. Myślę sobie wtedy: O jasna cholera, kolejni doskonali, bezbłędni rodzice. Dali „wszystko co mogli”, a tu ten głupi bachor podciął sobie żyły albo przedawkował narkotyki! Ale przez cały czas nie jest to kwestia winy i kary, tylko tego, czy ci rodzice dadzą sobie szansę, by się czegoś nauczyć, bo mają jeszcze jedno dziecko i miło by było, żeby choć ono przeżyło i nadawało się do życia na wolności! Jak można oczekiwać innych efektów, nie zmieniając zachowania? Jak można mówić o rozwoju, powtarzając ten sam schemat?! Przypomina mi się tu pewna nieżyjąca już blogerka, która w płomiennym oświadczeniu zapewniała, iż ona od dziecka zawsze wiedziała, co należy robić, nigdy nie wybierała złej ścieżki. Wzruszający przykład wyznania o braku rozwoju. Od razu była doskonała i tak jej zostało bez zmian do śmierci.

Nick Cave, Shane MacGowan – What A Wonderful World

A propos „dali wszystko co mogli”. Jakże łatwo zwrot ten jest utożsamiany z potrzebami konsumpcyjnymi. I ja to choćby rozumiem, gdy ktoś wyrósł z biedy, głodował i marzł, nie zrozumie potrzeb duchowych, samorealizacji, szacunku etc., ale nawet, gdybyśmy ograniczyli ludzkie pragnienia do tych materialnych, to i tak w tym stwierdzeniu kryje się manipulacja, bo rodzice dali to, co chcieli dać, a nie to, co mogli. I często pieniądze były używane jako źródło nacisku. Ot, chociażby obiecywany podział majątku. Mam tu na myśli m.in. mojego kolegę, który jest „tym złym”, bo bez łaski rodziny sam się utrzymuje z dala od Polski. Dobrzy są jego starsi brat i siostra, bo dostali jeszcze za życia rodziców swoją część spadku i się na niej wybudowali, przy domu rodzinnym oczywiście. I można na nich codziennie wymuszać wykonywanie poleceń. Natomiast dwaj bracia, którzy wyjechali daleko, są tymi gorszymi, nie da się ich na odległość kontrolować, więc nie dość, iż nie mają dostępu do swojej części spadku (brzydko mówiąc, muszą czekać na śmierć rodziców), to jeszcze są straszeni, iż mogą nic nie dostać. W praktyce choćby „dawanie dzieciom wszystkiego” w łatwych do policzenia sprawach materialnych nie wygląda tak, jakby tego chciał głosiciel takiego poglądu. W sprawach związanych z możliwościami rozwoju pozostało trudniej.

Metallica – Fade To Black

Czasem zatrzymuję się na blogowych dyskusjach na tematy wychowawcze i zauważam pewną prawidłowość. Otóż podczas wyszukiwania wymówek dla błędów i zaniedbań rodzicielskich, internauci wykazują się nieograniczoną wręcz wyobraźnią. Usprawiedliwień dla rodzica jest bez liku: Od ciężkiego dzieciństwa, przez ciężkie życie, kłopoty w pracy, na finansach skończywszy. Gorzej z usprawiedliwieniami dla dziecka. Czasem sobie myślę, iż to cyniczne diabły jakieś muszą być, co to z premedytacją używają „modnych, psychologicznych formułek” (do końca nie wiem w jaki sposób, skoro nie mają z psychologiem kontaktu), w każdym razie tylko kombinują, jak tu utrudnić i zatruć życie wszystkim wkoło. Bo oczywiście w tych rozważaniach umykają takie szczegóły, jak ten, iż dziecko poznając świat sprawdza granice swoich możliwości i jest to normalny element rozwoju i to raczej jego brak powinien być powodem do zaskoczenia lub obaw.

Inną prawidłowością jest regularne narzekanie urażonych dorosłych, iż „wymaga się” (do dziś nie wiem kto tego wymaga), by rodzice byli doskonali. Większej bzdury nie słyszałem. o ile czegoś wymagam od dorosłych, to tego, żeby raczyli uznać, iż są niedoskonali i mogą się mylić, a co za tym idzie, całkiem rozsądne by było zmienienie postępowania przynajmniej w obszarach, w których sobie nie radzą. Niestety, to nie wchodzi w rachubę. Nie chcą choćby słyszeć o swoich błędach, „bo wychowanie jest takie trudne”, iż lepiej zmyślić sobie swoją własną metodę i uznawać ją za doskonałą.

W ostatnią sobotę przeczytałem wiadomość, iż 28-letni mężczyzna zabił swą 29-letnią małżonkę, po czym popełnił samobójstwo. Mieszkali nie dalej, niż 200 metrów od miejsca, w którym się wychowywałem. Ona wykształcona i urodziwa, on wysoki sportowiec w typie posągowego Adonisa. Pracowali, podróżowali, sąsiedzi w szoku, bo wyglądali na zgodnych i kochających się. Po lekturze ich „fejsbukowych” profili nabrałem pewnych podejrzeń, co do ich osobowości, ale nie podzielę się tak daleko idącymi hipotezami, zbyt wielka tragedia, by ją wykorzystywać w ten sposób. Chodzi mi o to, iż gdy ktoś umrze, to już nic się nie da zrobić. Miałem w najbliższej rodzinie całkiem sporo tragicznych śmierci ludzi młodych, czasem bardzo młodych, których w żaden sposób nie można nazwać przypadkowymi. Moja żona Świechna miała podobnie. Nie znaczy to, iż jakoś szczególnie się na tym polu wyróżniamy. Po prostu mamy oczy otwarte i pamiętamy pomimo tego, iż część rodziny wolałaby o tym nie przypominać. Ludzie zbyt często są cholernymi tchórzami, dla autoprezentacji zakłamią nie tylko pamięć o życiu, ale też i o śmierci najbliższych.

Read Entire Article