Były to czasy młodości mej burzliwej (nie mylić z dzisiejszymi czasami młodości stabilnej i doświadczonej). Nasz kumpel się żenił i zaprosił na swe wesele, dość niefrasobliwie zresztą, swych kolegów (w tym mnie we własnej osobie), o których można było powiedzieć wiele, ale z pewnością nie to, iż wylewają za kołnierz. No i zadziało się.
Grzmiąca Półlitrówa – Barman
Następnego dnia były poprawiny, czyli szansa dla żołądka, by go napełnić czymś zdrowym. W tak młodym wieku starczyło wyspać się do południa, zjeść coś ciepłego, przyjąć kilka pięćdziesiątek i całej ekipie się zdawało, iż wyzdrowiała na tyle, by jechać w poszukiwaniu przygód do Kazimierza Dolnego. Niestety, podczas podróży poziom entuzjazmu się obniżył, a poziom aldehydu octowego we krwi podniósł, co jedni znosili lepiej, inni gorzej. Nastroje spadły i, o zgrozo, nie każdy chciał pić! No i wtedy jeden z uczestników wypadu wypowiedział do siedzącego obok sąsiada pamiętne słowa (cytuję): „Pij, kurwa, ze mną się nie napijesz? Co nie mogę, co nie mogę?! To się zmuś. A ja myślisz, iż co?! Co chwila biegam rzygać do kibla, ALE PIJĘ!!! Rzygam, ale piję! Cały obiad wyrzygałem! Coś mi musiało zaszkodzić. KURWA, PO CHUJ JA TYLE JEDŁEM!!!”
Tak mi się skojarzyło z przypadkami kandydata na prezydenta, szczęśliwie dziś urząd ten piastującego, opisanymi w książce wspominkowej, gdy zastanawia się, czy to nie zamach, bo on te ręce kobiet ślinił i ślinił, choć go ostrzegali, żeby sobie darował. Ale nie, on się uparł i teraz się zastanawia, zamiast już wtedy zrobić sobie testy toksykologiczne. W odpowiedzi podpowiedzi Batyr dostał bez liku, więc sobie daruję moje propozycje, mając nadzieję, iż dziś, już jako prezydent, czuje się lepiej, choć byłbym spokojniejszy, gdybym dostał z jego kancelarii taki mniej więcej komunikat:
Może warto by było dla uspokojenia opinii publicznej podawać do wiadomości, czy nasz naćpan miał dzisiaj normalny stolec. Mam też nadzieję, iż mecenas Giertych zrealizuje swój plan polegający na złożeniu zawiadomienia do prokuratury o możliwości próby zamachu na kandydata na prezydenta. Niech prokuratura zbada i wyjaśni z kim się kontaktował i czyje łapska ślinił, ewentualnie kogo całował wtedy w dupę upę (ętelygentne niedomówienie).
My tu śmichy-chichy, a sprawa jest groźna. Mało kto z Polaków traktuje obciążanie fałszywymi oskarżeniami swych interlokutorów za poważny incydent. Księża spowiednicy twierdzą, iż łamanie przykazania „nie kradnij” jest najczęściej powtarzanym grzechem, a ja spekuluję, iż jest tak jedynie dlatego, iż mało który z katolików łamanie przykazania „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” traktuje jako grzech. W ogóle nie biorą go pod uwagę w rachunku sumienia, ewentualnie traktują go równoznacznie z kłamaniem. W przeciwieństwie do mnie, o czym ostatnio przekonało się na własnej skórze co najmniej troje pomawiających mnie blogerów. To właśnie na podstawie zmyślonych oskarżeń PiS doszło do władzy i z polskiego gówna pomówień ulepiło sobie sektę degeneratów, która prędzej wyzdycha, niż przeprosi za składanie fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Dlatego po raz drugi w tym felietonie napiszę, iż mam nadzieję, iż Roman Giertych rzeczywiście złoży na podstawie wspomnień prezydenta zawiadomienie o możliwości przestępstwa otrucia Nawrockiego w kampanii prezydenckiej, żeby zmusić prokuraturę do wykazania, czy są podstawy, by tak sądzić, czy też raczej kolejny PiSior metodą Goebbelsa buduje sobie karierę na najbardziej zwyrodniałych i zbrodniczych pomówieniach. Na marginesie. Kodeks Hammurabiego przewidywał karę śmierci za fałszywe oskarżenie.
Po prostu – Ta pani z sokiem
Byłbym zapomniał: Nagły Atak Spawacza, to nazwa zespołu punkowego. Umieściłem ją w tytule nie tylko z powodu wspomnień Nawrockiego o rzyganiu (mam nadzieję, iż gdy dostanie sraczki, nie będzie tego szczegółowo opisywał, jedynie luźny nomen omen komunikat). Grupa ta napisała kiedyś piosenkę o samobójstwie uzależnionego kolegi (Aleja nr 6, grób nr 4). I nie jest tu istotne, czy była to prawdziwa historia, czy też fikcja literacka. Prócz opisu drogi do odebrania sobie życia bohatera utworu, posunęli się tam do oskarżania o przyczynienie się do tego kroku byłej dziewczyny, która odeszła od opisywanego chłopaka. I postawiłem się w sytuacji kobiety narkomana uzależnionego od LSD, który jak mówi tekst „uspokajał się tylko wtedy, gdy jarał (marihuanę)”. Wiecie co ja bym mu powiedział na jej miejscu? „Ogarnij się chłopie, idź na odwyk, a jak wytrzeźwiejesz, możemy pogadać, zobaczymy jaki jesteś naprawdę, bez narkotyków”, ale do tego trzeba mieć minimum wiedzy o uzależnieniach. zwykle partnerzy odczuwają skutki nałogów, nie do końca zdając sobie sprawę, co jest ich przyczyną. Myślą, iż uzależniony taki po prostu jest. Obciążanie winą za samobójstwo partnera kobiety ratującej się przed ćpunem ucieczką nie jest zwykłym świństwem, to jest kompletne skurwysyństwo! I dla tej konkretnej kobiety, i dla tych, które jeszcze staną przed taką decyzją. Nie znam przypadku, by ktoś zaczął nałogowo pić/ ćpać z powodu odejścia dziewczyny. Znam za to przypadki mężczyzn uzależnionych, którzy po rozstaniu zaczęli więcej pić/ ćpać, bo po prostu nie musieli już udawać. Znam też przypadki mężczyzn nieuzależnionych, którzy incydentalnie nadużyli środków uzależniających, źle się poczuli i wrócili do normalnego życia, bo rzyganie jest przereklamowane.











