Udzielenie pomocy rannemu żołnierzowi i sprowadzenie go na noszach kilkukilometrową górską trasą czy zaplanowanie ataku na siły wroga rozmieszczone na Śnieżnych Kotłach. Takie zadania mieli do wykonania podczas szkolenia w Karkonoszach kadeci z całego świata, którzy w ramach programu Erasmus+ kształcą się w tej chwili na Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu.
W tygodniowym kursie w Górskim Ośrodku Szkoleniowym „Wysoki Kamień” w Szklarskiej Porębie udział wzięło 38 kadetów z zagranicznych uczelni. Wśród nich byli studenci z Austrii, Belgii, Grecji, Kanady, Hiszpanii, Litwy, Łotwy, Macedonii Północnej, Korei Południowej, Rumunii oraz Stanów Zjednoczonych.
Szkolenie zostało podzielone na część teoretyczną i taktyczną. W ramach pierwszej z nich kadeci z zagranicznych uczelni wysłuchali wykładów instruktorów z Centrum Szkoleń Górskich oraz z Mountain Warfare Centre of Excellence (MW COE) w Słowenii. Jest to międzynarodowa wojskowa instytucja szkoleniowo-ekspercka, akredytowana przez NATO, specjalizująca się w wypracowywaniu doktryn i rozwiązań szkoleniowych dla wojsk Sojuszu w zakresie działań w terenie górskim oraz w warunkach zimowych.
REKLAMA
Transport rannego z przeszkodami
W drugiej części uczestnicy kursu musieli się już bezpośrednio zmierzyć z Karkonoszami. Mieli do wykonania kilka zadań, jednym z nich było sprowadzenie rannego żołnierza na dół kilkukilometrowym szlakiem. Miejscem akcji były Karkonosze, a dokładnie rejon Śnieżnych Kotłów. – Podzieliliśmy kadetów na międzynarodowe grupy. Jeden z uczestników odegrał rolę rannego. Pozostali żołnierze musieli przetransportować go na noszach, oczywiście najpierw udzielając mu pierwszej pomocy, zapobiegając wychłodzeniu itp. – tłumaczy mjr rez. Mariusz Doliński, kierownik Zespołu Górskich Działań Bojowych Centrum Szkoleń Górskich.
Mimo iż uczestnicy zajęć nie sprowadzali rannego bezpośrednio z żadnego szczytu, to jednak trudna, kilkukilometrowa górska trasa na przełęczy karkonoskiej między Śnieżnymi Kotłami a Szrenicą dała się im we znaki. Do wykonania zadania mieli użyć noszy UT 2000, które są przystosowane do transportu letniego i zimowego. W porze letniej można skorzystać z koła zamontowanego pod noszami i wieźć na nich rannego. Cztery osoby – dwie z przodu, dwie z tyłu – prowadzą nosze, trzymając je za uchwyty. – Dźwigania jako takiego nie było, mimo to trasa okazała się wyzwaniem. Były przeszkody terenowe, nosze trzeba było podnosić, pokonywać zagłębienia, bardziej zarośnięty teren itp. – wylicza mjr Doliński.
Planowanie ataku – to nie takie proste
Drugi element ćwiczeń miał już wyraźnie charakter taktyczny i planistyczny. Siły wroga z „Frolandu” (fikcyjnego państwa wymyślonego na potrzeby szkolenia) umiejscowiły w rejonie Śnieżnych Kotłów stację walki elektronicznej. Zadaniem międzynarodowych grup było zaplanowanie ataku na obiekt. – W tym celu kadeci najpierw przeprowadzili rekonesans, a potem usiedli do planowania, uwzględniając niuanse dotyczące obiektu i położenia, takie jak np. nachylenie terenu, pola martwe, zakryte itp. – wyjaśnia mjr Doliński. Jak dodaje, największym wyzwaniem, zarówno jeżeli chodzi o ćwiczenie medyczne, jak i planistyczne, było współdziałanie. – Każdy uczestnik zajęć był z innego kraju, miał inny poziom wiedzy, wyszkolenia itp. Więc problemem było samo podejmowanie decyzji. Zwłaszcza iż zdarzały się osoby, które np. nigdy wcześniej nie były w górach – podkreśla major.
Słowa instruktora potwierdzają sami kursanci. Okazało się, iż zadania planistyczne, szczególnie w międzynarodowym środowisku, mogą być sporym wyzwaniem. – Zrozumienie postaw i punktów widzenia innych uczestników było trudne. Każda z delegacji miała swoją wiedzę i doświadczenie, a także metody i opinie. Działanie w wielonarodowym środowisku wiązało się również z koniecznością wyjaśniania pomysłów i opisywania proponowanych działań w obcym języku, przy uwzględnieniu różnych koncepcji – podkreśla Mario Salazar Galan, kadet z Hiszpańskiej Akademii Wojennej (Academia General Militar). Przyznaje, iż pomimo tych wyzwań było to dla niego niezwykle satysfakcjonujące doświadczenie, które poszerzyło jego perspektywy zawodowe. Zaznacza także, iż jeżeli chodzi o transport rannego, procedura w armii hiszpańskiej wygląda nieco inaczej niż w polskiej. – Używamy również UT 2000 w sytuacjach awaryjnych. Jednak jedną drobną różnicą jest to, iż w naszym przypadku nosze są przenoszone, a nie toczone na kołach – mówi kadet z Hiszpanii.
Ćwiczenia z zakresu planowania z kolei zaskoczyły Jieun Kim, kadetkę z Koreańskiej Akademii Wojskowej (Korea Military Academy). Przyznaje, iż na jej rodzimej uczelni kadeci nie odbywają tego typu zajęć. – Moja akademia skupia się raczej na ćwiczeniach fizycznych i musztrze. Jako kadeci jesteśmy bardziej zaznajamiani ze sprzętem wojskowym i działaniami. A podczas kursu w Karkonoszach braliśmy udział w ćwiczeniach fizycznych przez dwa dni, a w pozostałe trzy realizowaliśmy zajęcia w sali wykładowej. Myślę, iż to największa różnica – zaznacza.
Studia na AWL-u dla zagranicznych kadetów w ramach programu Erasmus+ realizowane są jeden semestr. Równolegle na wymianę do innych państw wyjeżdżają polscy podchorążowie.