Fałszywych alarmów, w wyniku których służby podjęły interwencję w domu rodzinnym prezydenta Nawrockiego było więcej niż jedno - przekazał po niedzielnej odprawie służb Czesław Mroczek, wiceminister MSWiA. Służby potwierdziły, iż przed interwencją podjęto nieudane próby kontaktu z mieszkańcami. - Sprawcy tych zdarzeń nie pozostaną bezkarni - zapowiedział Mroczek.
"Było kilka różnych zgłoszeń". Wiceminister o akcji w domu Nawrockiego

W niedzielę odbyła się specjalna narada służb z udziałem premiera po tym, jak w rezultacie fałszywego alarmu straż pożarna siłowo weszła do domu rodzinnego prezydenta Karola Nawrockiego. Po odprawie szczegóły incydentu przekazał Czesław Mroczek, wiceminister MSWiA. - Sprawcy tych zdarzeń nie pozostaną bezkarni - zapowiedział polityk.
ZOBACZ: Fala fałszywych alarmów. Premier wydał ministrom dwa polecenia
- To zgłoszenie dotyczyło pożaru i zagrożenia życia dzieci w lokalu. To zgłoszenie PCPR-u otrzymały trzy służby, państwowy system ratownictwa medycznego, straż pożarna i policja i wszystkie trzy służby zadysponowały swoje siły na miejsce - przekazał wiceszef MSWiA.
- Po otrzymaniu drugiego zgłoszenia 15 minut później mówiącego o zatrzymaniu krążenia tych dzieci, które tam się znajdowały kierujący działaniami ratowniczymi podjął decyzję o wejściu do lokalu - powiedział Czesław Mroczek.
Nowe informacje o interwencji w domu rodzinnym Karola Nawrockiego
Wiceminister zaznaczył, iż dom, w którym interweniowały służby, jest zamieszkany przez rodzinę prezydenta i nie podlega ochronie SOP. Szczegóły przebiegu interwencji służb przedstawił nadbryg. Wojciech Kruczek, komendant główny Państwowej Straży Pożarnej.
ZOBACZ: Służby w rodzinnym domu Karola Nawrockiego. Pilna narada w MSWiA
- Po pierwsze przez domofon nie było kontaktu z osobami wewnątrz. Po drugie, nie było żadnych oznak pożaru, nie było zadymienia ani wewnątrz obiektu, ani na zewnątrz obiektu. Weszliśmy na balkon, żeby zweryfikować przez okno również kwestie zadymienia wewnątrz obiektu. Jedno z okien było przejrzyste, można było zobaczyć, iż obiekt wewnątrz nie jest zadymiony. Drugie okno było od wewnątrz zaklejone folią, stąd było ograniczenie widoczności - powiedział nadbryg. Kruczek.
- Po 15 minutach kolejna karetka, kolejny ZRM (zespół ratownictwa medycznego - red.) przyjechał na miejsce zdarzenia ze względu na kolejne zgłoszenie o zatrzymaniu funkcji życiowych pod tym samym adresem - wyjaśnił komendant, zaznaczając, iż kierujący zespołem ratowniczym zdecydował, by wejść do lokalu i upewnić się, iż nie ma tam osoby, która potrzebuje pomocy medycznej.
Wkrótce więcej informacji...









